dziwnym trafem dostałam dziś róże;0)

dziwnym trafem dostałam dziś róże;0)

Skończyłam. Bez dwóch zdań, jedna z lepszych książek, jakie czytałam ostatnio.
Nie wiem, czy Piątkowska celowo zastowowała w niej styl marqezowski (uwaga osoby , dla których słowo "kurwa" to straszne przekleństwo , mogą nie zmęczyć książki:), czy wyszło jej przypadkiem, ale pochłonęła mnie letura "Krakowskiej Żałoby" be zreszty.
To książka o tym, jak zagmatwane mogą być uczucia między dwójką ludzi w małżeństwie, o tym jak można się nie rozumiejąc , plącząc się w trudnych relacjach, nie umiejąc się dogadać, zmarnować w małżeństwie 38 lat aby właśnie na koniec przekonać się, że jednak to nie było tylko małżeństwo z rozsądku a jednak chyba miłość…Może to ja jedynie tak tę książkę odebrałam.
W kazdym razie, kiedy książka podoba mi się , podczytuję na głos fragmenty mojemu P. Tak było ostatnio z Grzędowiczem i teraz zdarzyło mi się to również.
Chociaż mój P. stwierdził, że "to jakaś smutna książka" ja, o dziwo, ja! jej tak nie odebrałam.
Podobał mi się styl Piątkowskiej, niespodziewany po żartobliwych felietonach wraz z mężem w Gazecie i zupełnie dla mnie niestrawnych felietonach w PANI. Podobała mi się jej śmiałość i strasznie podobał mi się ten realizm. Wiele zdań, to perełki, które zapamiętam.
Przy tym wszystkim wspaniały opis Krakowa na przestrzeni siedemdziesięciu lat.
Urszula i fryzjer męski Maurycy Opiłko tworzą bardzo oryginalną parę, dzięki której poznajemy i życie Krakowa i cudowną mieszczańskość i zmienne losy zarówno związku, jak i naszego kraju…
Polecam, polecam!
…czytam w chwili obecnej coś bardzo smakowitego, polszczyzną dobrą napisane, kapiące od ozdobników, niemal latynoskich , w ogóle czytając mam cały czas przed oczami książki Marquez’a. A jest to ni mniej, ni więcej, tylko " Krakowska Żałoba", Moniki Piątkowskiej, która to książka zaskoczyła mnie na wielki plus. Jakoś mając przed oczami jej felietony w gazecie, zawsze z mężem pisane i w tonie raczej żartobliwym spodziewałam się również czegoś do pośmiania się. I omijałam tę książkę w księgarniach. Ale , zobaczyłam na FK, że dobrze o niej pisali i zaciekawiłam się. No i wsiąkłam. Fantastyczna literatura. Rzadko ostatnio czytam coś z współczesnej polskiej literatury a tu taki smaczek;) Więcej napiszę już po lekturze.
…na "Samotność w sieci". Z założenia. Książka zrobiła na mnie fatalne wrażenie. Nie pamiętam drugiej, podczas której tak zażenowana grafomaństwem bym się czuła. Podejrzewam (bo nie czytałam), że nawet "Trędowata" by to "dzieło" pobiła na głowę.
Ale "Samotność…" przeczytałam, żeby móc właśnie z czystym sumieniem powiedzieć "czytałam, gniot". Bawią mnie ludzie, którzy czegoś nie znają, ale krytykują. Według mnie nie ma możliwości krytyki bez poznania tego, inaczej jest nieprawdziwa takowa krytyka. Tak, czy inaczej, "Samotność…" to był gniot jakich mało…Dlatego , żeby mi dopłacali, na film się nie wybiorę.
Za to podobno "Plac Zbawiciela" fantastyczny, tak już z kinowych wieści. Z tym, że z tego, co czytałam, chyba zbyt mroczno i przygnębiająco, jak na moje ostatnie humorki i nastroje. Ale kiedyś na pewno w planach. Może ktoś z Was na tym był i napisze, jak mu się podobało??
po pewnym wpisie… Wyjaśniam, żeby ci, co się wpisywali, wiedzieli, że nie mają omamów wzrokowych. Myślę , że Patekku mnie zrozumie. A jak nie, wyjaśnię Ci na priva;)
Cóż, lud, jak to lud, lubi igrzyska. Mnie cudze stresy nie bawią, ale ja z tych naiwnych, co się nawet cudzym blogiem, czy żalem potrafię przejąć.
Ot, poczucie wpływu i władzy miłe, klik, klik, można sobie skasować;))
zgodnie z prawniczym zaleceniem Ojejkuniu, dałyśmy sobie po razie z P.;)
A na serio, już na priva, z mniejszymi emocjami, wyjaśniłysmy sobie pewne sprawy i wyszło na plus.
I Wiecie co? Mądrzy ludzie mówią, że człowiek uczy się całe życie. I to jest najprawdziwsza prawda…
Dzisiaj ja się czegoś o sobie samej dowiedziałam i o innych też. I wiem, że czasem lepiej po prostu, prosto z mostu a nie tam bawić się w zakamuflowywanie, bo nie każdy tak postrzega świat, jak my, o!
Ulżyło mi, bo nie lubię sporów z osobami, które cenię i które są dla mnie ciekawe jako osoba.
Z zaprzyjaźnionego forum podkradzione;)
Rzecz dzieje się na posiedzeniu Akademii Nauk ZSRR. Trofim Łysenko, główny
ideolog "nowej komunistycznej genetyki" i zwolennik lamarkowskiej teorii o
dziedziczeniu cech nabytych wygłasza referat. Lew Landau, wybitny fizyk, pyta:
– Twierdzi pan, że gdybyśmy obcięli krowie uszy, a potem obcięli uszy jej
potomstwu – itd. przez wiele pokoleń, to wcześniej czy później zaczęłyby
przychodzić na świat krowy bez uszu?
– Z całą pewnością – odpowiada Łysenko.
– A jak wyjaśni pan fakt, że wciąż przychodzą na świat dziewice?
…w sprawie "takich tam" czyli marzonek, postanowiłam wczoraj coś niecoś zasugerować temu mojemu. Wyszłam od dupy stony, czyli od czyjegoś wpisu i nakręciłam. Widzę, że ten mój się śmieje, bo wie, do czego zmierzam. On wie, że ja o tych różach marzę, ale mi drań nie kupi;))
Mówię mu, kwiatki, to ja dostaję jedynie z okazji. A on do mnie "Nieprawda, niedawno kaktusa dostałaś":) No, fakt, że przyszedł z kaktusem, o którym mi się marzyło;))
Skręcam na ten różany wiecheć. On duma, duma, drapie się po głowie i nagle, pomysłowy dobromir, odpowiada "kupię Ci nasiona róży, wysiejesz sobie tysiąc".
No i jak tu można się nie śmiać?
kto ma TVP Kultura i lubi kryminały, ten we wtorki będzie miał ucztę. Od wczoraj powtarzają starą, dobrą "Kobrę". Wczoraj było "Pomyłka, proszę się wyłączyć" ze wspaniałą grą Aleksandry Śląskiej! Coś fantastycznego!Spektakl niby z 66 roku, a nic nie stracił.
Dziś natomiast na TVN7 będą "Cedry pod śniegiem". Pamiętacie, że dopiero co to czytałam, a tu proszę, w telewizji, jakby na życzenie.
…dziś mija, jak mieszkamy tu, gdzie mieszkamy.
Pamiętam, że 4 lata temu był nie dość, że trzynasty, to piątek i wzięliśmy to za dobrą wróżbę:)
Po tych 4 latach ciągle nie do końca czuję się tu, jak u siebie. Może na to wpływa fakt, że nie mamy tu właściwie jakichś znajomych. Próbowaliśmy chodzić na spotkania ludzi z Kabat, ale żadne znajomości z tego nie wynikły. Wiem, że ludzie tu się poznają w bardzo prozaiczny sposób, albo na spacerze z dzieckiem albo z psem;) My nie mamy ani tego, ani tego.
Niby Kabaty się zmieniły na korzyść od czasu nawet naszej przeprowadzki. Pojawiły się nowe sklepy, kawiarenki, restauracyjki…ale ciągle pewnych rzeczy tu brakuje.
Owszem, wielkim plusem i tym, czym sie przy wyborze mieszkania kierowaliśmy , jest bliskość lasu. Wystarczy otworzyć okno i czuje się zapach lasu.
W maju koncertuje słowik…
W sumie, wcale też nie jestem pewna, czy bym umiała wrócić na Żoliborz. A może tam też bym się czuła już nie tak, jak sobie to wyobrażam.
Staram się tu zagnieździć …a wychodzi mi to tak pół na pół;) Może dlatego, że ja , jak kot, przywiązuję się do miejsca…
Recenzje, Fakty i wiele innych...
nie tylko o książkach
Czytelnicze okno z widokiem na morze
Życie w Irlandii, Podróże po Irlandii i Europie, Tarot
Książki, kawa, święty spokój