„Total Cheops”, Jean-Claude Izzo…

…czyli było nas trzech, w każdym z nas inna krew;)) Oni trzej a ona z twarzą (tu nie Poli Raksy, bo śniadą) i ciałem nęcącym -jedna.

Oni trzej poszli rozmaitymi drogami w życiu, z tym, że tylko jeden z nich postarał się żyć w miarę  zgodnie z prawem, czyli został policjantem.

Akcja tej mrocznej, gęstej książki dzieje się w Marsylii pełnej niepokojów społecznych, w tle konflikty rasowe mające źródło, jak bardzo często ma to miejsce, w problemach finansowo skarbopwych państwa i regionu.

Ich dwóch ginie ion trzeci postanawia wyjaśnić tę śmierć dawnych przyjaciół, z którymi "konie się kradło".

W pewnym momencie sytuacja zmienia się jeszcze bardziej, gdyż zostaje brutalnie zamordowana Leila, córka emigranta z Algierii, z którą policjanta łączą więzi nie tylko przyjaźni…Od tej pory dołoży on wszelkich starań, czasem na granicy prawa, aby te sprawy wyjaśnić.

Kryminał dość dobry, z szybko zmieniającą się akcją, z przedstawionymi rozmaitymi problemami, ale nie wiem, chyba nie do końca mi "podpasował". W pewnym momencie trochę pogubiłam się już w kolejnych osobach zamieszanych w sprawę, w icj wpływie na wszystko.

Dodatkowo, jeśli Mankell miał być mroczny, to przy tym kryminale, zimna, deszczowo lodowa Skania przedstawiona w porównaniu z mroczną Marsylią, wydawała się niewinnym, milusim miejscem;)

Polecam ,ale sympatykom tego typu kryminałów.

podróże, małe i duże…

i nie zawsze moje;)

Lubię oglądać wszelakie programy o innych krajach. Nawet te, które trochę z góry mówią właściwie głównie o tym, co już się na temat danego kraju wie. Ostatnio na dwójce jest w piątki nowey program "Podróże z żartem". Nie wiem, ile już było odcinków, załapałam się na Grecję i dzisiaj na Kubę.
Hmmm, rozmarzyłam się…od obejrzenia "Buena Vista Social Club" bardzo bym chciała kiedyś na Kubę pojechać…a po przeczytaniu "Stu Butelek na Ścianie" E.L. Porteli jeszcze bardziej;)

Tyle krajów na mnie czeka…Japonia, Brazylia,  Indie (chociaż tam wiem, że pewnie się nie wybrałabym z różnych powodów zdrowotnych) , Irlandia, Kuba właśnie, Hiszpania…

„Morderca bez twarzy”, Henning Mankell…

…czyli mój pierwszy kryminał autorstwa tego autora.

Muszę powiedzieć, że całkiem mi się spodobał. Nabyłam niedawno w serii "Lato z kryminałem".

Mroczna , przygnebiająca jesień i zima w Skanii, zbrodnia , brutalna zbrodnia popełniona na dwójce rolników, ludzi, którzy nie mieli żadnych wrogów , to wszystko tworzy dość przygnębiającą atmosferę. Do tego śledczy, komisarz Kurt Wallander, właśnie przeżywa rozpad swojej rodziny, odeszła od niego żona, córka wiedzie życie z dala od niego…wszystko to składa się na dość mroczny klimat książki. Który jednak pasował mi do całości.

Kto miał motyw, aby zabić dwoje starszych państwa? Umierająca kobieta zdołała jeszcze wyszeptać "zagraniczny"…i tego tropu będzie trzymać się Kurt Wallander rozwiązując tą jedną z najtrudniejszych w swoim życiu zagadek.

Polecam.

człowiek stary a głupi…

ciągle coś go szokuje, mimo, że wiekowo coraz mniej powinno.

Otwieram ja sobie dziś gazetę na necie i co widzę, CBŚ rozpracował szajkę , która stworzyła "fabrykę dzieci". Gang stręczący prostytutki, kiedy te zachodziły w ciążę, nie kazał im usuwać, a zawoził do prywatnej niemieckiej kliniki i tam one rodziły , po czym wracały do Polski. Dzieci zaś trafiały do nielegalnej adopcji (a jak mówi mój netowy znajomy, kto wie, czy nie na organy?).

Włos się człowiekowi jeży na głowie…jeży, bo niby wie, że takie sytuacje są, a jednak ciągle mnie takie informacje szokują. Jeszcze bardziej świadomość czegoś innego, że pewnie ta szajka nie jedyna taki interes prowadząca, a ta się dała złapać.

O etykę takich bandziorów się nie pytam, bo tejże nie mieli pewnie od narodzin. Pewne rzeczy się wyssie z przysłowiowym mlekiem matki lub nauczy w domach rodzinnych…

Heh, świat zdziczał, czy zawsze był taki, a człowiek mniej wiedział, bo i media mniej prężne były?

„Czerwone Oczy”, Jerzy Nowosad…

…czyli horror polski z akcją w piekle. Dwójka młodych ludzi, Ania i Kamil, ma to nieszczęście, że dzień przed własnym Ślubem, ginie w wypadku samochodowym. Trafiają oni …no właśnie. Do piekła. Ale zgoła innego, niż do tej pory ludzie sobie wyobrażali. Nie ma tam garnców z gorącą smołą, ani ogni piekielnych ani diabłów z kopytami. Na poziomie Minus Jeden życie toczy się niemal, jak na ziemi. Niemal, bo są pewne reguły tam rządzące. No i niezwykła loteria. Co 44 lata bowiem odbywa się w piekle losowanie 44 wyjść na ziemię, czyli powrotu do dawnego życia.

Hmmm, niestety, książka, chociaż czyta się ją dość dobrze, nie powaliła mnie na kolana. Zbyt przewidywalna mi się zdała (zdołałałam przwidzieć zakończenie, czego nie lubię), nieco zbyt płytka. Być może celowo Nowosad nie chciał bawić się w większą psychologię, ale myślę, że szczególnie wątek ludzi, którzy oczekują na losowanie w kontekście ich życia w piekle, często w nowych związkach małżeńskich, noiwych rodzinach, można było ciekawie pociągnąć.

Powiem tak, przeczytałam, ale nieco się rozczarowałam. Jak dla mnie, po prostu czytadło.
A ja lubię z tego gatunku coś w rodzaju książek Grzędowicza…Bardziej mi pasują.

Budapeszt…

zaskoczyła mnie informacja o zamieszkach nocnych w Budapeszcie. Nagle wydało mi się, jakbyśmy cofnęli się w czasy sprzed co najmniej 15stu lat…

Ludzie zademonstrowali swoje oburzenie i niechęć do władzy, która sobie ich lekceważy. A to za sprawą ujawnionego przez radio nagrania z rozmowy węgierskiego premiera z jego partyjnymi kolegami, w czasie której przyznał się, że cały czas oszukują oni ludzi i właściwie nic z tego, co obiecali nie dotrzymali.

Jakbyśmy to znali z bliższej rzeczywistości, co? A może ja tak to widzę pesymistycznie.

Nagranie jak sądzę przeciekło, bo komuś z kolesiów się premier mocno naraził …

Tak, czy siak, panowie politycy, musicie bardziej uważać na to co i do kogo mówicie, bo to, że nas, szary lud  macie w dupie, każdy widzi, ale jak pokazała miniona noc, może się zdarzyć, że zniecierpliwienie niektórych sięgnie zenitu. I co wtedy zrobicie? Uciekniecie? Bo wmówienie wszystkim zbiorowego omamu słuchowego wtedy już nie przejdzie…

Informacyjnie…07 zgłoś się…

zostaje powoli wydawany na DVD. To informacja pewnie dla takich maniaków tego serialu , jak ja , wielce radująca.

Na płytce są po trzy odcinki. Do nabycia pierwsza płyta.

Bardzo się ucieszyłam, bo naprawdę mamy z P. hopla na punkcie tego serialu. A już dialogi niektóre przeszły do historii;)

Wyprawa do Radiowej Jedynki i nie tylko.

Niedziela z tych udanych. Już od piątku dumałam, czy wybierzemy się w niedzielę do mojego radio na dzień otwarty. No i wybraliśmy się. Moje radio, to Polskie Radio a konkretnie Jedynka. Jak się zastanowić, słucham jej każdego dnia. Nie cały dzień oczywiście;) ale słucham.
Wybraliśmy się około 14.00. Nie było wielkich tłumów. Cierpliwie poczekaliśmy aż zbierze się określona ilość osób i wyruszyliśmy (po uprzednim oddaniu w depozyt aparatów fotograficznych) wraz z przewodnikiem na zwiedzanie radia. Najpierw była część, podczas której zaprezentowano fragmenty z archiwum Polskiego Radia. Niestety, bez ładu i składu to było, bez żadnego przygotowania, tak jakby nikomu się nie chciało nad tym popracować. Szkoda, bo można to było zrobić naprawdę interesująco.
Następnie poszliśmy obejrzeć blok emisyjny. Widziałam studia , w którym jest co roku Lato z Radiem i moja ulubiona poranna audycja poza latem, czyli "Cztery Pory Roku". Akurat do studia wpadła Sława Bieńczycka. Zaskoczyło mnie, że babeczka jest dość młoda, nie wiem, czemu wydawała mi się po glosie starsza nieco.
Potem poszliśmy do studia radio Polonia, które nadaje audycje dla Polonii za granicą. Była okazja nagrania pozdrowień dla przyjaciół czy rodziny za granicą i dwie osoby z tego skorzystały.
Nawet się zastanawiałam, czy nie skorzystać, ale ludzie, przecież musiałabym wymianiać taką listę osób i pozdrowień, że chyba by mi powiedzieli "dziekuję":)
No i tak. W sumie wycieczkę uważam za udaną. Cieszę się, że zobaczyłam "na żywo" widziałam miejsce, z którego mówi się do mnie codziennie. Ja bowiem, jak może pamiętacie z moich poprzednich wpisów, cenię sobie radiową Jedynkę za to, że do mnie mówi, że mogę też po audycjach sama coś sobie przemyśleć.
Zabrakło mi jedynie tego, że nie widziałam niestety, dwóch osób, które miałam nadzieję spotkać, a mianowicie Zbyszka Krajewskiego i Marty Kielczyk, ale cóż, widać jeśli byli, to w innych godzianach…

Potem poszliśmy na obiad do lokalnej restauracyjki i na miły spacer już po naszej dzielnicy.