w Empiku kartki z gratulacjami z okazji narodzin dziecięcia. Syna konkretnie. Zostałam bowiem po raz drugi listowną ciocią;) Moja pierwsza penpal, ale taka tradycyjna, listowna, z którą piszę od 13 roku życia, urodziła drugiego syna. Nie wiem, czy byłam jakaś gorzej widząca, ale znalazłam tylko jedną kartkę z tej okazji (druga z okazji narodzin córki). Same na Śluby i urodzino imieniny…No, ale dobre i to. Dziś wypisałam i wyślę na Litwę do J.
Książkowa wygrana…
I jak ja mam nie lubić Radiowej Jedynki, skoro co i rusz dostaję od nich książki?:) No , jak?
W styczniu? nie, w marcu wzięłam udział w dyskusji i wtedy zdobyłam książkę Kofty, a dwa tygodnie temu też napisałam email i za odpowiedź otrzymałam książkę. Najlepsze jest, że za Chiny Ludowe nie przypominam sobie, czego dyskusja dotyczyła. 😉
Ale jest książka. Dziś otrzymałam.
Tym razem jest to to:
http://www.merlin.com.pl/frontend/towar/419069
czyli "Słońce Scortów" Laurenta Gaude. Opis na Merlinie brzmi inetresująco, zobaczymy, jaka będzie w czytaniu. Dam znać:)
asertywność…czyli podłość ludzka nie zna granic;)
zauważyłam, że to pojęcie szczególnie w naszym kraju budzi z góry złe skojarzenia. Bo jakby to w tym kraju umęczonej matki Polki móc mieć własne zdanie, opinie? Powiedzieć "nie" bez tłumaczenia się. Nie tłumaczenia się komuś, jak się nie chce? Mieć ochotę robić to, na co się ma ochotę a nie to, co wypada?
Ćwiczę, ćwiczę i chyba wychodzi mi nieźle. Podejrzewam, że mam opinię niedobrej;) jako, że jeśli nie chcę czegoś zrobić, to nie naobiecuję a potem się nie wykręcam , tylko od razu mówię "nie, nie pomogę ci w tej sprawie". Jeśli nie chcę się komuś z czegoś tam tłumaczyć, to samo. Ucinam.
Wczoraj miałam okazję też poćwiczyć i własną cierpliwość i asertywność właśnie.
Nie wiem, jak to jest, ale mamy wątpliwe szczęście co i rusz natykać się na znajomych. Starych, z którymi kontakt się urwał. No, ale spotykamy. Znajomi wpadli z pierwszym dzieckiem po 3 miesiącach znajomości i po niespełna pół roku od poznania się ślubowali.
Jakiś rok? temu spotkaliśmy ich w sklepie, gdzie byli już z dwójką dzieci i nie omieszkali nas wypytać, a co z nami.
Ja czasem się zastanawiam nawet, czy ludzie pewne pytania zadają z głupoty, czy z naiwności, że im ktoś , z kim się kontaktu nie utrzymuje szczerze odpowie?
Wiedzą, że mamy taki a nie inny staż małżeński i dzieci nie mamy. Więc są dwie drogi , nie chcemy albo mamy kłopoty. W obu przypadkach ciekawe, czy liczą na szczere odpowiedzi?
Wtedy coś im tam powiedzieliśmy, ale widać nie dotarło, bo …bum, wczoraj wracamy ze spaceru, tacy zadowoleni, wypoczęci, a tu oni. Oj, jak ja się "ucieszyłam" w duchu. Wiedziałam bowiem, że znowu nas spytają. I wiedziałam, że tym razem nie pobawię się w grzeczną dyplomację. Bo uznaję, że o pewne sprawy można głupio spytać się raz. Za każdym kolejnym jest to według mnie co najmniej złośliwość.
No i tak coś tam gwarzyliśmy (głównie P. i A., z którym znali się dłużej) a ja dumałam, kiedy nas spytają. Już się prawie udało i rozstawaliśmy się, kiedy padło tradcyjne "A wy jak z przychówkiem?".
No i nie bawiłam się tym razem w dyplomację, za to bardzo dobrze zrobiło mi to, że przestałam się cackać. Patrząc na ich syńcia demolującego drzewo w lesie odpowiedziałam słodkim głosem, że "Jak się napatrzyliśmy na dzieci znajomych, to dziękujemy".
Wiem , wiem, jestem podła, ale bardzo dobrze mi to zrobiło.
🙂
„Total Cheops”, Jean-Claude Izzo…
…czyli było nas trzech, w każdym z nas inna krew;)) Oni trzej a ona z twarzą (tu nie Poli Raksy, bo śniadą) i ciałem nęcącym -jedna.
Oni trzej poszli rozmaitymi drogami w życiu, z tym, że tylko jeden z nich postarał się żyć w miarę zgodnie z prawem, czyli został policjantem.
Akcja tej mrocznej, gęstej książki dzieje się w Marsylii pełnej niepokojów społecznych, w tle konflikty rasowe mające źródło, jak bardzo często ma to miejsce, w problemach finansowo skarbopwych państwa i regionu.
Ich dwóch ginie ion trzeci postanawia wyjaśnić tę śmierć dawnych przyjaciół, z którymi "konie się kradło".
W pewnym momencie sytuacja zmienia się jeszcze bardziej, gdyż zostaje brutalnie zamordowana Leila, córka emigranta z Algierii, z którą policjanta łączą więzi nie tylko przyjaźni…Od tej pory dołoży on wszelkich starań, czasem na granicy prawa, aby te sprawy wyjaśnić.
Kryminał dość dobry, z szybko zmieniającą się akcją, z przedstawionymi rozmaitymi problemami, ale nie wiem, chyba nie do końca mi "podpasował". W pewnym momencie trochę pogubiłam się już w kolejnych osobach zamieszanych w sprawę, w icj wpływie na wszystko.
Dodatkowo, jeśli Mankell miał być mroczny, to przy tym kryminale, zimna, deszczowo lodowa Skania przedstawiona w porównaniu z mroczną Marsylią, wydawała się niewinnym, milusim miejscem;)
Polecam ,ale sympatykom tego typu kryminałów.
