„Krakowska Żałoba”, Monika Piątkowska.


Skończyłam. Bez dwóch zdań, jedna z lepszych książek, jakie czytałam ostatnio.

Nie wiem, czy Piątkowska celowo zastowowała w niej styl marqezowski (uwaga osoby , dla których słowo "kurwa" to straszne przekleństwo , mogą nie zmęczyć książki:), czy wyszło jej przypadkiem, ale pochłonęła mnie letura "Krakowskiej Żałoby" be zreszty.
To książka o tym, jak zagmatwane mogą być uczucia między dwójką ludzi w małżeństwie, o tym jak można się nie rozumiejąc , plącząc się w trudnych relacjach, nie umiejąc się dogadać, zmarnować w małżeństwie 38 lat aby właśnie na koniec przekonać się, że jednak to nie było tylko małżeństwo z rozsądku a jednak chyba miłość…Może to ja jedynie tak tę książkę odebrałam.
W kazdym razie, kiedy książka podoba mi się , podczytuję na głos fragmenty mojemu P. Tak było ostatnio z Grzędowiczem i teraz zdarzyło mi się to również.
Chociaż mój P. stwierdził, że "to jakaś smutna książka" ja, o dziwo, ja! jej tak nie odebrałam.
Podobał mi się styl Piątkowskiej, niespodziewany po żartobliwych felietonach wraz z mężem w Gazecie i zupełnie dla mnie niestrawnych felietonach w PANI. Podobała mi się jej śmiałość i strasznie podobał mi się ten realizm. Wiele zdań, to perełki, które zapamiętam.
Przy tym wszystkim wspaniały opis Krakowa na przestrzeni siedemdziesięciu lat.
Urszula i fryzjer męski Maurycy Opiłko tworzą bardzo oryginalną parę, dzięki której poznajemy i życie Krakowa i cudowną mieszczańskość i zmienne losy zarówno związku, jak i naszego kraju…
Polecam, polecam!