„Żona dla zuchwałych”…

…czyli kolejny film z Bollywood. Kurczaki, najpierw się z tego kina podśmiewałam, ale im bardziej w nie wchodzę, tym bardziej mnie wciąga.
Tu link do filmu:
http://www.filmweb.pl/Film?id=154968

Opowiada o dwójce młodych , dziewczynie Simran i chłopaku, Raju, którzy mieszkają z rodzinami w Londynie. Los sprawia, że spotykają się na miesięcznym wyjeździe po Europie, w czasie którego jednak nad Simran ciąży fakt, iż jej ojciec doprowadził do zaręczyn z synem przyjaciela mieszkającego w Indiach. Jak to w kinie z Indii, młodzi szybko jednak się zakochują w sobie. Kiedy po powrocie do Londynu Raj chce odwiedzić Simran , okazuje się, że rodzina dziewczyny z dnia na dzień spakowała rzeczy , opuściła dom i wyjechała do Indii.
Początkowo chce on odpuścić, ale po rozmowie z ojcem postanawia wyjechać za Simran do Indii, odnaleźć ją i odwieźć od zamążpójścia.
Nie będę zdardzać zakończenia;) Może ktoś z Was jednak odważy się na zobaczenie tego filmu.
Powiem tak, kino hinduskie jest bardzo specyficzne. Kiedy człowiek zaakceptuje jego zasady, to , że pewne rzeczy są tam może nieco bardziej dziwne, czy śmieszne dla nas, potrafi się nim zauroczyć, jak to mnie się zdarzyło.
Poza tym, co gra dla mnie rolę, film , a przynajmniej pierwsza jego część, podobnie jak w "Gdyby jutra nie było" okraszony wielkim poczuciem humoru:)
I tylko te piosenki ciągle przewijam szybko…:)) Ale może dojdzie i do tego, że będę oglądała całość;0)