Hmmm, hmmm, hmmmm….napiszę tak. Po "Mrocznych Sekretach" książka Geras gorsza. Niestety. Nie napiszę, że dużo. Ale sporo. Po pierwsze, nie wiem, czy to przez jeden z moich ulubionych filmów, jaki obejrzałam sobie dla powtórki dzień przed lekturą o pewnych wydarzeniach z książki, czy to moja intuicja, ale …domyśliłam się, co stanowi tajemnicę już sporo przed zakończeniem książki. (Nie będę pisać, o jaki film mi chodzi, bo może ktoś go zna a książkę jednak będzie chciał przeczytać, to nie chcę psuć lektury).

Takie domyślenie się, co się stało lub co będzie miało miejsce , zawsze osłabia mi siłę lektury. Poza tym, ta książka, to jednak takie romansidło, z baletem w tle. Do prywatnej rezydencji dawnej primabaleriny przyjeżdża zespół baletowy, aby wystawić tam coroczne przedstawienie. Rezydencja pełni bowiem funkcję angielskiego prywatnego teatru. W tle, historia życia Heras, owej primabaleriny, a także kilka innych wątków pobocznych. Poznajemy nieszczęśliwą miłość Heras, a także dochodzimy do rozwiązania sekretu, jaki przez całe życie trzymała ona w ukryciu. Z założenia zapewne mieliśmy dojść do niej na końcu książki, ja zaś rozszyfrowałam ową tajemnicę mniej więcej w połowie;)
Jeśli ktoś ma ochotę na czytadło, to proszę bardzo. Ja jednak z jakimś meganaciskiem nie polecam.

Dodaj komentarz