zapewne niektórzy pamiętają moją złość na pocztę z powodu zaginięcia listu poleconego z Anglii. Otóż, informuję, że skarga złożona przez angielską koleżankę chyba zadziałała (bo jakoś trudno mi w taki dziwny zbieg okoliczności uwierzyć) i list po dwudziestu dniach tułaczki dotarł do mnie…
Nic to, najważniejsze, że dotarł 😉
