List…

zapewne niektórzy pamiętają moją złość na pocztę z powodu zaginięcia listu poleconego z Anglii. Otóż, informuję, że skarga złożona przez angielską koleżankę chyba zadziałała (bo jakoś trudno mi w taki dziwny zbieg okoliczności uwierzyć) i list po dwudziestu dniach tułaczki dotarł do mnie…
Nic to, najważniejsze, że dotarł 😉

1 września…

Dzisiaj rocznica wybuchu II Wojny Światowej.
Przemówienia, programy w radio i TV…A mnie się przypomniała Francuzka. Za licealnych czasów wyjechaliśmy na wymianię, najpierw my do Francji (to tam , na tym wyjeździe poznałam moją przyjaciółkę), a potem oni przyjechali do nas.

I jak to na wymianie, najpierw oni pokazywali nam cuda okolicy i Paryż, a potem my im Warszawę, i nasze dobro narodowe, Kraków, Kazimierz, okolice Warszawy, Majdanek.

W Majdanku odbyła się scena, której nigdy nie zapomnę. Otóż, przed zwiedzeniem terenu byłego obozu koncentracyjnego wyśwtetlono film dokumentalny. Nie raz i nie dwa podobne widzieliśmy, ale ok, to tworzyło całość ze zwiedzaniem.
A tu nagle, w połowie filmu , nagle zorientowaliśmy się, że jedna z Francuzek krzyczy i płacze. Dostała klasycznej histerii. Darła się tak , że szybko ktoś z nas z nią wyszedł z projekcji.
Potem pamiętam, że długo ją trzeba było uspokajać i pamiętam do dziś jej słowa "Nie wiedziałam, nie wiedziałam, że to prawda"…Ja wiem, że we Francji jest partia, której lider twierdzi, że obozy koncentracyjne to powojenne atrapy i ogólnie wymysł, ale nie przyszło mi do głowy, że w jakimś domu nie mówi się prawdy. Ja prawdę historyczną znałam, od Katynia przez Auschwitz, nawet jak część tych prawd była zakazana, żeby nie urazić naszego wtenczas wielkiego brata i przyjaciela. A tu nagle się okazuje, że są domy, w których z dorastającym człowiekiem w ogóle się o wojnie, o historii nie mówiło…Bardzo mnie to wtedy, taką siedemnastolatkę , zaskoczyło, zdziwiło i prawdę mówiąc, do dziś trochę dziwi. Chociaż dzisiaj już wiem, że takie domy są i jest ich pewnie całkiem sporo.
To takie przemyślenia z okazji dzisiejszego dnia…