Muzeum Archeologiczne w Olimpii…

w Muzeum Archeologicznym w Olimpii znajduje się wiele ciekawych zbiorów.

Między innymi posąg Nike Paionisa z 5 wieku przed naszą erą. Została złozona jako woto prze dwa starożytne miasta Messene i Naupaktos jako podziękowanie za zwycięstwo odniesione nad Spartą w wojnie peloponeskiej. Ponieważ posąg jest jedynie we fragmentach zachowany została stworzona gipsowa jego rekonstrukcja.

„Kochałem ją”, Anna Gavalda…

czyli, jak się zawiodłam. Podobał mi się jej zbiór opowiadań "Chciałabym, żeby ktoś gdzieś na mnie czekał" i także czytadło "Po prostu razem", tym chętniej sięgnęłam po "Kochałem ją" . I? Zawiodłam się. Dno, dno , dno i wodorosty (skąd ja to znam? też powiedzonko z jakiejś książki?). Za melodramatyczne, bez przesłania. Napisane chyba dla napisania. Teść po tym, jak jego syn zostawia żonę z dwójką dzieci zabiera do domku letniskowego synową i wnuczki i usiłuje , właśnie nie wiem, co? pocieszyć ją? chyba tak, opowiadając historię swego romansu sprzed lat. Nie polecam.

„Kapitan Sowa na tropie”, czyli…

niezła dawka starego, dobrego kryminału w realiach lat sześćdziesiątych w PRL’u. O dziwo, wyżej wspomnianego PRL’u całkiem tam mało, a zabawa przednia, gwarantuję. Plus, wyłapywanie szczegółów takich, jak prochowiec, który pamiętam jeszcze z szafy Ojca, czy popielniczkę, jaką na zdjęciu z młodości Rodziców zapamiętałam;)
Polecam miłośnikom kryminałów i polskiego kina!

Takie tam świąteczne…

Miło mi, że ludzie myślą, że dziś świętuję. Nie, ja obchodzę w maju, ale miło pomyśleć, że ktoś tam o mnie właśnie dziś pomyślał i przesłał mi życzenia;)
Dziękuję!

Dziś zmęczona po maratonie na cmentarzu. Odwiedziliśmy trzy groby, w tym ja dwa osób, które przez długi czas mojego dzieciństwa zastępowały mi niejako instytucję babci. Dobrze, że poszłam. Do jednej z nich bardzo musiałam, czułam, że powinnam…

„Sekretne Zycie Pszczół”, Sue Monk Kidd..

…czyli książka o nieszczęśliwej półosieroconej czternastolatce, która próbuje dowiedzieć się prawdy , faktów z życia swojej niezyjącej matki. W tle konflity na tle rasowym Południa Stanów.

Książka nawet z pomysłem, który jednak według mnie nie do końca został zrealizowany. Jak ja to mówię, czegoś mi w tej książce zabrakło. Trochę za bardzo sztampowo i papierowo. Bohaterowie są albo skrajnie źli albo skrajnie dobrzy.
Nie jest zła, ale też porównując ją chociażby do "Boskich Sekretów Siostrzanego Stowarzyszenia Ya Ya" nie mogę nazwać jej świetną.

bliskie spotkania trzeciego stopnia, czyli…

jak nie wypaść z roli;)

Ale najpierw , jak do tego doszło. Poszliśmy dziś sobie na ulubione sushi. Po sushi dostalismy od szefa kuchni deser:) czasem tak nas rozpieszcza. Dziś była kulka lodów polana polewą z zielonej herbaty. Mniam;)

Po sushi wstąpiliśmy do Galerii. Ja wiem, bezduszność marketów itd, ale jednak wygoda. Bo i od razu zdjęcia od przyjaciela z Japonii oddaliśmy do wywołania (dziś mi przysłał) i obrączki ślubne do wyczyszczenia (nie wiem, jak to jest, ale nasze się rysują, a już po urlopie, wiadomo, piasek, kremy itd, więc teraz błyszczą, jak nowe). Wstąpiłam też nabyć ulubiony szampon. No i na koniec zostawiliśmy Empik. Stoimy sobie przy filmach. P. na chwilkę gdziesik pożeglował, a ja oglądam w zadumie thriller japoński, który miałam ochotę nabyć, ale został zamówiony w necie, a tu proszę, w podobnej cenie , więc gdybym dziś nabyła, to mogłam obejrzeć i nagle słyszę "Czeeeeeść". Patrzę. Dziewczyna. Wiem, że ją znam, ale na chińskiego bożka nie kojarzę nihuhu, kto to. Więc co robię? Myślę sobie "wchodzę w to, żywcem mnie nie wezmą i szczerzę się tak samo odpowiadając "Czeeeeeść". Cały czas myślę intensywnie kto to i robię galopujący przegląd bliższych i dalszych znajomych, których musiałam nie widzieć wieki.
"Co tam u Was?" zagaja ona. Ponieważ dalej nie wiem, kto to, więc rzucam ogólnikowe "Po staremu", żeby zaś może przybliżyć mi info , z kim rozmawiam pytam "A co u ciebie?". Niestety, słyszę podobną odpowiedź, że nic nowego. Intensywny tryb myślenia i przypominania jednak procentuje i zaczynam domyślać się, kto to. Jest to najlepsza przyjaciółka osoby, o której kiedyś tam myślałam,że jest moją przyjaciółką, dopóki niestety nie dostałam małej lekcji życiowej. Faktem jest, że przez pewien czas widywałyśmy się we wspólnym gronie znajomych, ponadto, kumpel P. z nią chodził (trochę to skomplikowane, wiem, wiem…). W międzyczasie dożeglował do nas P. i rozmowa potoczyła się już wspólna. Ustaliliśmy, że mieszkamy w tej samej dzielnicy, a poza tym, w sumie nic u nas nowego. To znaczy, my niedługo będziemy świętować siódmą rocznicę Ślubu, a E. nie wyszła za mąż. Zdaje się, że nikt z nas nie jest dzieciaty. My, to nie, to wiem, ale o niej nie mogę powiedzieć. Raczej się nie chwaliła. Za to chwaliła dziecko mojej dawnej przyjaciółki, o którym wiem z opowieści mojej Mamy, bowiem ta spotyka matkę mojej eks przyjaciółki z wnukiem na spacerach w mojej dawnej dzielnicy.

Kiedy się pożegnaliśmy i E. odeszła wybuchnęłam śmiechem. Przyznałam się P., że przez chwilkę czułam się, jak w reklamie "Piegusków", kto oglądał, wie, o co mi mniej więcej chodzi…
P. powiedział, że jak stałyśmy tyłem i słyszał tylko nasze głosy, to zastanawiał się "Z kim Ty rozmawiasz".
Odpowiedziałam mu "Uwierz mi, przez parę minut ja miałam ten sam dylemat".

Czy dopadła mnie skleroza, czy jednak 6 lat niewidzenia się z kimś prowadzi do takiego zapomnienia osoby?

Faktem jest, że E. , starsza ode mnie jedynie o rok, wygląda na dużo, dużo starszą. Nie powiem, cholernie mi to poprawiło humor;) Przy niej wyglądałam, jak młodsza siostra.

Czy komuś z Was zdarzyło się kiedyś tak kogoś totalnie nie poznać  i dopiero po dłuższej rozmowie przypomnieć, kto to jest, czy znowu ja jedynie mam takie sytuacje??

nasze małe rytuały…

wstawiłam właśnie do zmywarki rzeczy i tak mnie naszło na refleksje…

Jak to jest, że człowiek ma takie swoje małe rytuały? U nas na przykład jest wspólna sobotnia kawa. Zaparzona we włoskim ekspresiku. Pita w konkretnych filiżaneczkach z uszkami w kształcie anielskich skrzydełek.

Człowiek obrasta takimi małymi , własnymi rytuałami…z pewnych zdaje sobie sprawę, z innych pewnie już nie. Wszak mówi się, że przyzwyczajenie drugą naturą człowieka.

A Wy? Macie jakieś takie własne rytuały?