„Popiół i kurz. Opowieść ze świata Pomiędzy”…

Jarosława Grzędowicza. Czyli, jak porzuciłam czytaną przeze mnie książkę i dosłownie "pożarłam" tę. Grzędowicza styl bardzo mi się podoba. Poza tym, jak to przyjemnie, kiedy autor pisze poprawnie po polsku! Wcześniej czytałam jego "Księgę jesiennych demonów" poleconą mi na gazetowy forum książka, też polecam!

Czytałam coś innego, ale kiedy w piątek P. wypatrzył tę książkę w "Empiku", i kiedy w sobotę nieopatrznie do niej sięgnęłam, wtedy…przepadłam. Rozczytałam się w opowieści ze świata Pomiędzy, w której działa współczesny nam Charon, który pomaga tym, którzy umarli złą śmiercią przejść na drugą stronę. Nie, nie zbawia ich, ale pomaga przejść ze świata demonów i upiorów gdzieś dalej…wszystko to w niesamowitym klimacie, jak to u Grzędowicza…

Polecam!

Australijka emigracja…

nad ranem przyśnił mi się sen. Sen o emigracji. Zobaczyłam, jak całkiem możliwe, że czułabym się, gdybym te prawie siedem lat temu jednak przymusila P. do wyjazdu. Bardzo daleko. Tam, gdzie leci się prawie dwa dni.
W śnie trafilismy do pięknego domu, ale ja od samego początku czułam, że to wielka pomyłka, że ten wyjazd miejsca mieć nie powinien i już zaczynałam tęsknić, chociaż jeszcze nie rozpakowaliśmy walizek. Są typy, które się na wyjazd nadają i takie, co chyba mniej…widzę, że ja się chyba do tej drugiej grupy zaliczam…

Film, którego nie zmogłam…

usiłuję sobie przypomnieć, kiedy mi się ostatnio zdarzyło, żebym nie obejrzała filmu. Pewnie jakieś w TV, ale tak, że na coś się nastawiłam, zapuściłam i nie obejrzałam, to chyba nie zdarzyło mi się …
Aż do soboty. Próbowaliśmy obejrzeć thriller japoński "Gra wstępna" (możecie poczytać o nim na http://gra.wstepna.filmweb.pl/
Film zaczął się nudnawo i szczerze mówiąc dość długo był nieciekawy. Owdowiały reżyser za namową syna postanawia poszukać sobie nowej żony. Wpada, już sam, na dość dziwny pomysł znalezienia jej za pomocą zorganizowania castingu, oczywiście nie na żonę, ale niby do głównej roli nowego jego filmu. Pośród masy dziewczyn, które się zgłaszają , jest jedna, która zdaje się zauroczyć reżysera do tego stopnia, że gotów jest on się z nią ożenić. Niestety , jest to najgorszy z wszystkich pomysłów, jakie miał w życiu. No i w momencie, kiedy zaczynamy się o tym przekonywać, nie wytrzymaliśmy i wyłączyliśmy dvd. Nie wiem, czy to dlatego, że ostatnio mam gorszy nastrój, czy natężenie brutalności i zła zrobiło swoje, w każdym razie nie dowiem się, jeśli oczywiście ktoś mi nie opowie, jak skończył się film…
Zdarzyło Wam się nie obejrzeć jakiegoś filmu do końca? Pamiętacie, co to było?

Dość błędów!

czytam ja sobie te netowe kąciki, jakieś blogi, jakieś fora i aż zęby mnie czasem zabolą…Błędy, błędy ortograficzne mam na myśli. Mnie się pewnie też zdarzają, wybielać się nie będę, ale chyba nie aż tak straszne i nie aż tak często. A jak przeczytałam "świaTków" i , "odczÓwać" , to zrobiło się tego dla mnie za dużo. Pokonało mnie. Wyłączam więc komputer i wybywam;)

ps. i niech mi nikt nie wmawia, że to te choroby dyslekcje, czy inne, dziwnym trafem za moich szkolnych czasów mało kto na to chorował i wyuczano nas ortografii;)

O blogach…

Ciekawą dziś rozmowę w radiowej Jedynce słyszałam. O blogach. Lubię ich słuchać w niedzielę przed południem, bo zawsze jest jakiś temat interesujący, o którym dyskutuje prowadzący i zaproszeni goście.
Dzisiaj było o blogach. Profesor Bralczyk zwrócił uwagę na ciekawy aspekt. Blogowicze są felietonistami. Spodobała mi się ta teza. Coś w tym jest. Tak jak dziś śledzimy dawne pamiętniki i wyłapujemy z nich szczegóły dotyczące stylu życia ówczesnych , ich upodobań, tak kiedyś być może nasze blogi staną się dla potomnych tym samym. Rozmawiałam o tym z P., On jednak powiedział coś, co mnie zaniepokoiło. Bo faktycznie, o ile papierowy pamiętnik przy sprzyjajacych okolicznościach może się "przeleżeć", to co z elektronicznymi? Jeśli ktoś skasuje bloga. Albo, jeśli przestanie pisać, wtedy być może operatorzy blogów może je kasują, bo potrzebują miejsca na nowe…szkoda by było jednak, bo to faktycznie jest niezłe źródło informacji. Mimo, że są oszołomy, jak politycy, którym prawdopodobnie ktoś za nich te ich blogaski pisze, mimo, że są osoby, które jakoś się kreują. Mimo to, czytający wyczyta w nich to, co go zainteresuje.

Mieszkaniowo…

Przemyślenia na temat mieszkania ciagle trwają. Co z tego, że nasze buraczki z góry wyjechały na wakacje i że te parę tygodni mamy ciszę. Za chwilę zacznie się rok szkolny, wróci niewyżyta młodzież, a dla nas oznaczać to będzie koniec błogiego spokoju. Poza tym, myśl o zmienieniu lokum pojawia się u nas co jakiś czas. Dlatego nawet nie zdziwiło mnie, kiedy dziś P. naszło wstąpić do agencji nieruchomości i pogadać w tej sprawie. Na razie ustaliliśmy, że zostawiliśmy panu namiary na siebie i nasze oczekiwania. Wycenił także , oczywiście w przybliżeniu, nasze mieszkanie. Jak podejrzewaliśmy, jest dwa razy droższe, niż wtedy, gdy je kupowaliśmy. Wiadomo, co teraz dzieje się z rynkiem nieruchomości, ceny szaleją, coraz mniej się buduje.
Z drugiej strony, jak nam opowiadał, jak ludzie inwestują…ile mają kasy i co kupują, żeby potem sprzedać…no, ale nie ma co gdybać, my i tak takiej forsy nie mamy, więc nie ma co sobie zawracać głowy. Myślimy jednak o naszej sprawie i po prostu chcemy się zorientować, czy na razie jest szansa na znalezienie czegoś dla nas…ciekawe, czy facet coś dla nas znajdzie i czy szybko nas o tym poinformuje.

Równowaga w przyrodzie …

musi być…czyli dla złego nastroju coś, co mi ów poprawiło…nie chcę na razie "zapeszać". Nie jest to pewnie dla niektórych coś wielkiego, ale mnie sprawiło niespodziankę i radość. Jak będę wiedzieć coś więcej, to uchylę rąbka tajemnicy:)

Klasztor…

Bardzo lubię podczas naszych podróży natrafiać na rozmaite miejsca religijne ważne dla mieszkańców. I tak często są to miejsca poświęcone kultowi Maryi.Miejsca, w których są wota. Nie inaczej było w bizantyńskim klasztorze , w którym wisiała ikona Marii a dookoła wota…