z XII wieku z Paisley na pocztówce, którą dziś otrzymałam robi wrażenie…Uwielbiam takie miejsca…Trochę, jak z "Imienia Róży" a przynajmniej w takich klimatach…
Monoli, wielkie dzięki;)
piekło na ziemi…
może fragment piekła przeniósł się w zdwojonej sile na te 8 lat do Wiednia , skoro dziś czytamy takie wiadomości:
http://wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=1356&wid=8474816&rfbawp=1156432056.210&ticaid=12339
Media o tym sporo dziś mówią…a ja jak zawsze od razu myślówę mam. Chociaż podobno lekarze stwierdzili brak obrażeń na tle seksualnym, to przecież ta osoba skrzywdzona została na zawsze. Uraz w psychice do końca życia i nie wierzę, że nie…Porwana została, kiedy miała 10 lat, więc i mentalność takiej dziewczynki i brak wykształcenia (pal sześć zawiłości fizyki, ale liczenie, czytanie, to wszystko, co zbiera się latami),a stan jej zdrowia?? To wszystko naraz prowadzi mnie do niezbyt wesołych wniosków…Jakie teraz będzie jej życie? Czy kiedykolwiek komuś zaufa? Czy będzie w stanie wrócić do społeczeństwa?? Na te pytania odpowiedzieć może pewnie jedynie psycholog a pewnie psychiatra…
Jej ojciec jest pewien, że to ona…Na razie czekają na testy dna, które mają wykazać,czy to na pewno ona…
Za dużo refleksji w takich wypadkach, za dużo myśli, że gdzieś tam, za płotem być może, czai się zło, tak wielkie, które innego człowieka skazuje na 8 lat koczowania w piwnicy …
I to, że jej oprawca zobaczywszy , że uciekła, sam popełnił samobójstwo, nie ma więc nadziei na to, że na ziemi zostanie ukarany…
zagadka filmowa…
"Ślicznotka z piątego piętra! Wierzy pani w cuda?"
"Dziś nie…"
z czego pochodzi ten cytat? Nagrodą jest jedynie odczuwana satysfakcja przez osobę, która odgadnie pierwsza;)
obiecywałam sobie…
Dzisiaj przedziwna rozmowa na gadzie…Osoba, którą znam w dziwny sposób. Kobieta, którą znam z forum i z którą spotkaliśmy się raz, kiedy zaprosiła nas do siebie…więcej spotkań nie było…miałam wrażenie, że z jej strony nie do końca była na to chęć, że mnie nie lubi. Ja z kolei nie przepadam za narzucaniem się, więc…tak, czy siak, rozmawiamy ze sobą rzadko na pewnym forum i baaardzo rzadko na gadzie właśnie.
Nie zdradzając za wiele, coś złego stało się w jej życiu. Co, nie wiem, bo nie powiedziała nikomu z zaprzyjaźnionych osób z forum, na własnej stronie ledwo co wspomniała. Ale jest to coś złego. Coś bardzo złego. Coś, co sprawiło, że osoba, którą poznałam, wesoła, optymistyczna , zawsze nastawiona do życia na TAK i osiągająca, co chce…odeszła. Nie wiem, co stało się w miejscu, które tak kocha i w które jeździłą dotąd z taką chęcią, teraz nie chce jechać, choć jedzie…nie wiem i nie spytam, wyznaję bowiem zasadę, że wiem tylko to, co inni chcą mi powiedzieć..co chcą przede mną odkryć…….tak samo nie lubię, jak ktoś zbyt wypytuje mnie samą o coś, o czym mówić nie chcę….
Tak, czy siak, odezwała się dziś do mnie na gadzie, co mnie zaskoczyło. Rozmawiałyśmy jakiś czas. Niewiele więcej wiem, ale starałam się jej przekazać dobre emocje, pozytywne myśli. Wiem, że ona, której nigdy bym o to nie podejrzewała, rozpadła się w środku na kawałeczki. Jest to dla mnie szok. Słyszeć, czytać ją taką "rozsypaną" w środku…
Teraz wraca w miejsce, w którym to coś się stało. Wraca na zasadzie terapii wstrząsowej. Trzymam za nią mocno kciuki. Żeby się udało. Żeby zło odeszło, a przynajmniej , żeby nie było gorzej……….
zdecydowanie…
telewizja mi szkodzi. Nie powinnam jej oglądać, bo tylko nerwy tracę. Czekam sobie na niewidzieć który raz emitowane stare dobre "Alternatywy 4" a przed nim jest jakiś program interwencyjny. I jednym uchem słucham…a tam opowiadają o panu, który własne dzieci wykorzystywał robiąc im ujęcia pornograficzne, wykorzystywał do tego również własne psy…potem takie ujęcia, czy filmiki rozsyłał za opłatą. Również zarabiał na nieletniej córce , stręcząc ją znajomym.
Ja naprawdę nie powinnam tego słuchać, bo przy takich właśnie wiadomościach bardzo wzrasta mi ciśnienie…Wiem, wiem, że świat na pewno nie jest doskonały, ale jak wiem, jak wiele ludzi czeka z utęsknieniem na dzieci , które w ich zyciu być może nigdy się nie pojawią, a taka menda wykorzystuje własne dzieci, to mnie trafia. Nosz kurfa, nie ma sprawiedliwości na świecie. Nie ma.
„Rio Anaconda”, Wojciech Cejrowski…
To tę książkę porzuciłam na chwilkę, kiedy wciągnęła mnie najnowsza książka Grzędowicza.
Ale i ją dokończyłam szybko.
Chociaż z autorem pewnie nie dogadałabym się na tematy polityki, bo z wiekiem kłócić się lubię coraz mniej, za to, jeśli zeszłoby na tematy podróżnicze, to…pewnie przegadalibyśmy sporo czasu.
Lubię jego styl. Lubię słuchać jego opowieści, które są zawsze w sobotniej przedpołudniowej audycji w Radiowej Jedynce. Nic na to nie poradzę,że lubię te jego anegdoty;) Wiem, wiem, że mocno koloryzuje, robi wielkie zmrużone oko do czytelnika. I co z tego? Przecież nie traktuję tego jako przewodnik po Ameryce Południowej.
Ostatnio na Forum Książka ktoś zaczął dyskusję właśnie o jego ostatniej książce i podniosły się głosy (czy jednak uprzedzenia polityczne nie dają znać? może czasem opłaca się oddzielić to od samej literatury…), że Cejrowski kręci, bajeruje, koloryzuje…Ludzie, no przecież wiemy, że ma on swój własny punkt widzenia. I dobrze. Jego opisy podróży są tak fajne, tak ciekawe i tak wyraziste, że człowiek przebiera nogami i od razu chce ruszyć w podróż. Nawet na razie dookoła własnego osiedla, aby odkryć jakiś nieznany dotąd zakamarek.
"Rio Anaconda" opowiada o podróży autora celem odnalezienia nieznanego, dzikiego kompletnie plemienia Indian. Po drodze, wiele ciekawych obserwacji społecznych, wiele poczucia humoru (szczególnie pani tłumacz vel Heleny Trojańskiej:). Po prostu książka, która poprawia humor, która na chwilkę przenosi nas w tamten niezwykły świat kultury Indian.
Cejrowski nie bawi się w badacza, nie kreuje na antropologa. Jest podróżnikiem, którego bawi to, co robi i lubi o tym pisać. I to się czuje.
Lubiącym książki podróżnicze, polecam!
Wiedeńskie wspomnienia, dorożki…
chociaż nie odbyliśmy takiej przejażdżki, ale załączam zdjęcie jednej z najbardziej charakterystycznych wiedeńskich atrakcji, czyli dorożki. Tu konie w płaszczach, jako, że trafił się wyjątkowo chłodny maj…
Wiedeńskie wspomnienia, Grinzing…
Podmiejska dzielnica Grinzing tchnie spokojem. Można podziwiać tu urocze domki i domy, jak również zasmakować głównej turystycznej atrakcji, jaką jest degustacja młodego wina. Na zdjęciu , jedna z knajpek, w której owego wina można się napić. Te knajpki noszą nazwę heurigen…
Wiedeńskie wspomnienia, Ruprechtskirche…
Ruprechtskirche to najstarsza świątynia Wiednia. Jako, że mijaliśmy ją codziennie, udało się jej wbić nam w pamięć. A ja, dodatkowo ją lubiłam, jako, że lubię sztukę romańską i gotyk…według legendy Kościół założono w 740 roku.
Wiedeńskie wspomnienia, Majolikhaus…
Secesja to jeden z moich ulubionych kierunków w sztuce. Dlatego też musiałam zobaczyć secesyjne kamienice Otto Wagnera…Tu na zdjęciu, Majolikhaus…
