wczorajszy dzień nie należał do najbardziej udanych. Wynik badań jednak nieciekawy. Będzie antybiotyk. Ale nie chce mi się o tym pisać.
Pomimo, że między innymi od wczoraj kłębią mi się przemyślenia z cyklu "dziwne pytania a la Amelia"…czyli pojęcie fartu.
Są ludzie, którzy urodzili się, by zostać farciarzami. To ludzie, którzy wygrywają główne nagrody nie kupując losów na loterii. Wczoraj zajrzałam na Merlina. Ta firma powinna dostarczać nam przesyłki w zębach, jej prezes dzięki nam nabył sobie zapewne domek. A przynajmniej samochód;) Tak, czy siak, zaglądam, co tam nowego, patrzę , a tu info, że nagrodzono dwumilionowe zamówienie…Pomyślałam sobie, brawo. Zajrzałam , czytam o jakiejś tam pani, która właśnie dostała od nich nagrodę. Jak znam życie, pani z Merlina nie korzysta a to był jej pierwszy, czy jeden z nielicznych zakup. Ale ma farta.
Są ludzie, którzy idą na egazmin nieprzygotowani , a nauczyli się dokładnie jednego tematu. I wylosowywują pytanie dotyczące właśnie tego.
Ja miałam podobną sytuację na maturze ustnej z historii. Jedynie mniej miłą. Ja bowiem wylosowałam temat, do którego uczyłam się najmniej, jako, że kompletnie mnie nie interesował. Nieważne, że do miliona innych byłam przygotowana na cacuś…Wymęczyłam się tam wtedy i do dziś źle wspominam egzamin.
Cóż, najwyraźniej niektórzy mają w życiu więcej farta a inni mniej. Ja, jak rozdawali fart, to stałam widać w jakiejś innej kolejce.
Pocieszam się, że może po urodę a może po inteligencję;)
