nie wiem, jak to się stało, że so tej pory jej nie miałam. No, ale mam. Taki mały polepszacz humoru. Dziś przesłuchałam. Już się pogodziłam, że znowu pewne sprawy pod górkę (a niby jakby miały być?:)…wszystko da się pokonać. A przynajmniej w tym momencie w to wierzę.
A muzyka z Amelii kojąca, ciepła, poprawiająca nastrój, pokrzepiająca serducho…w sam raz.
fart…
wczorajszy dzień nie należał do najbardziej udanych. Wynik badań jednak nieciekawy. Będzie antybiotyk. Ale nie chce mi się o tym pisać.
Pomimo, że między innymi od wczoraj kłębią mi się przemyślenia z cyklu "dziwne pytania a la Amelia"…czyli pojęcie fartu.
Są ludzie, którzy urodzili się, by zostać farciarzami. To ludzie, którzy wygrywają główne nagrody nie kupując losów na loterii. Wczoraj zajrzałam na Merlina. Ta firma powinna dostarczać nam przesyłki w zębach, jej prezes dzięki nam nabył sobie zapewne domek. A przynajmniej samochód;) Tak, czy siak, zaglądam, co tam nowego, patrzę , a tu info, że nagrodzono dwumilionowe zamówienie…Pomyślałam sobie, brawo. Zajrzałam , czytam o jakiejś tam pani, która właśnie dostała od nich nagrodę. Jak znam życie, pani z Merlina nie korzysta a to był jej pierwszy, czy jeden z nielicznych zakup. Ale ma farta.
Są ludzie, którzy idą na egazmin nieprzygotowani , a nauczyli się dokładnie jednego tematu. I wylosowywują pytanie dotyczące właśnie tego.
Ja miałam podobną sytuację na maturze ustnej z historii. Jedynie mniej miłą. Ja bowiem wylosowałam temat, do którego uczyłam się najmniej, jako, że kompletnie mnie nie interesował. Nieważne, że do miliona innych byłam przygotowana na cacuś…Wymęczyłam się tam wtedy i do dziś źle wspominam egzamin.
Cóż, najwyraźniej niektórzy mają w życiu więcej farta a inni mniej. Ja, jak rozdawali fart, to stałam widać w jakiejś innej kolejce.
Pocieszam się, że może po urodę a może po inteligencję;)
„Vino Criminale”, Michael Bockler…
czyli kryminał w toskańskim plenerze. Właściwie przewodnik kulinarno-winny po Toskanii z kryminałem w tle;) Czytając książkę byłam po prostu cały czas głodna, wyobraźcie sobie moje męki!;)
Sam kryminał czyta się dobrze, aczkolwiek, co mi się naprawdę wcale często nie zdarza, kto jest mordercą domyśliłam się w połowie lektury. Co nie przeszkodziło mi dokończyć jej czytania/
Prywatny detektyw Hippolit Hermanus ma za zadanie uchronić piękną Sabrinę przez zakusami mordercy. Dziewczyna wyszła cało z wypadku, w którym uczestniczyła wraz z przyjaciółką, są podejrzenia, iż wypadek ten ktoś spowodował a kolejne próby zamachów na życie Sabriny potwierdzają to tylko.Sabrina po wypadku traci pamięć, niemniej jednak prawdopodobnie coś wcześniej widziała, a to coś, o czym morderca nie chce , by dowiedział się cały świat…
Książka, jak wspomniałam , okraszona kulinarno winnymi wstawkami. Na końcu dołączony suplement z adresami wszystkich wymienionych restauracyjek, winnic i nawet kilka przepisów , które samemu można wypróbować.
Tak więc, jeśli ktoś ma chęć, może urządzić sobie nawet wyprawę śladami bohaterów książki.
Polecam.
