Dzisiaj przedziwna rozmowa na gadzie…Osoba, którą znam w dziwny sposób. Kobieta, którą znam z forum i z którą spotkaliśmy się raz, kiedy zaprosiła nas do siebie…więcej spotkań nie było…miałam wrażenie, że z jej strony nie do końca była na to chęć, że mnie nie lubi. Ja z kolei nie przepadam za narzucaniem się, więc…tak, czy siak, rozmawiamy ze sobą rzadko na pewnym forum i baaardzo rzadko na gadzie właśnie.
Nie zdradzając za wiele, coś złego stało się w jej życiu. Co, nie wiem, bo nie powiedziała nikomu z zaprzyjaźnionych osób z forum, na własnej stronie ledwo co wspomniała. Ale jest to coś złego. Coś bardzo złego. Coś, co sprawiło, że osoba, którą poznałam, wesoła, optymistyczna , zawsze nastawiona do życia na TAK i osiągająca, co chce…odeszła. Nie wiem, co stało się w miejscu, które tak kocha i w które jeździłą dotąd z taką chęcią, teraz nie chce jechać, choć jedzie…nie wiem i nie spytam, wyznaję bowiem zasadę, że wiem tylko to, co inni chcą mi powiedzieć..co chcą przede mną odkryć…….tak samo nie lubię, jak ktoś zbyt wypytuje mnie samą o coś, o czym mówić nie chcę….
Tak, czy siak, odezwała się dziś do mnie na gadzie, co mnie zaskoczyło. Rozmawiałyśmy jakiś czas. Niewiele więcej wiem, ale starałam się jej przekazać dobre emocje, pozytywne myśli. Wiem, że ona, której nigdy bym o to nie podejrzewała, rozpadła się w środku na kawałeczki. Jest to dla mnie szok. Słyszeć, czytać ją taką "rozsypaną" w środku…
Teraz wraca w miejsce, w którym to coś się stało. Wraca na zasadzie terapii wstrząsowej. Trzymam za nią mocno kciuki. Żeby się udało. Żeby zło odeszło, a przynajmniej , żeby nie było gorzej……….
