czyli, jak się zawiodłam. Podobał mi się jej zbiór opowiadań "Chciałabym, żeby ktoś gdzieś na mnie czekał" i także czytadło "Po prostu razem", tym chętniej sięgnęłam po "Kochałem ją" . I? Zawiodłam się. Dno, dno , dno i wodorosty (skąd ja to znam? też powiedzonko z jakiejś książki?). Za melodramatyczne, bez przesłania. Napisane chyba dla napisania. Teść po tym, jak jego syn zostawia żonę z dwójką dzieci zabiera do domku letniskowego synową i wnuczki i usiłuje , właśnie nie wiem, co? pocieszyć ją? chyba tak, opowiadając historię swego romansu sprzed lat. Nie polecam.
„Kapitan Sowa na tropie”, czyli…
niezła dawka starego, dobrego kryminału w realiach lat sześćdziesiątych w PRL’u. O dziwo, wyżej wspomnianego PRL’u całkiem tam mało, a zabawa przednia, gwarantuję. Plus, wyłapywanie szczegółów takich, jak prochowiec, który pamiętam jeszcze z szafy Ojca, czy popielniczkę, jaką na zdjęciu z młodości Rodziców zapamiętałam;)
Polecam miłośnikom kryminałów i polskiego kina!
Takie tam świąteczne…
Miło mi, że ludzie myślą, że dziś świętuję. Nie, ja obchodzę w maju, ale miło pomyśleć, że ktoś tam o mnie właśnie dziś pomyślał i przesłał mi życzenia;)
Dziękuję!
Dziś zmęczona po maratonie na cmentarzu. Odwiedziliśmy trzy groby, w tym ja dwa osób, które przez długi czas mojego dzieciństwa zastępowały mi niejako instytucję babci. Dobrze, że poszłam. Do jednej z nich bardzo musiałam, czułam, że powinnam…
