bliskie spotkania trzeciego stopnia, czyli…

jak nie wypaść z roli;)

Ale najpierw , jak do tego doszło. Poszliśmy dziś sobie na ulubione sushi. Po sushi dostalismy od szefa kuchni deser:) czasem tak nas rozpieszcza. Dziś była kulka lodów polana polewą z zielonej herbaty. Mniam;)

Po sushi wstąpiliśmy do Galerii. Ja wiem, bezduszność marketów itd, ale jednak wygoda. Bo i od razu zdjęcia od przyjaciela z Japonii oddaliśmy do wywołania (dziś mi przysłał) i obrączki ślubne do wyczyszczenia (nie wiem, jak to jest, ale nasze się rysują, a już po urlopie, wiadomo, piasek, kremy itd, więc teraz błyszczą, jak nowe). Wstąpiłam też nabyć ulubiony szampon. No i na koniec zostawiliśmy Empik. Stoimy sobie przy filmach. P. na chwilkę gdziesik pożeglował, a ja oglądam w zadumie thriller japoński, który miałam ochotę nabyć, ale został zamówiony w necie, a tu proszę, w podobnej cenie , więc gdybym dziś nabyła, to mogłam obejrzeć i nagle słyszę "Czeeeeeść". Patrzę. Dziewczyna. Wiem, że ją znam, ale na chińskiego bożka nie kojarzę nihuhu, kto to. Więc co robię? Myślę sobie "wchodzę w to, żywcem mnie nie wezmą i szczerzę się tak samo odpowiadając "Czeeeeeść". Cały czas myślę intensywnie kto to i robię galopujący przegląd bliższych i dalszych znajomych, których musiałam nie widzieć wieki.
"Co tam u Was?" zagaja ona. Ponieważ dalej nie wiem, kto to, więc rzucam ogólnikowe "Po staremu", żeby zaś może przybliżyć mi info , z kim rozmawiam pytam "A co u ciebie?". Niestety, słyszę podobną odpowiedź, że nic nowego. Intensywny tryb myślenia i przypominania jednak procentuje i zaczynam domyślać się, kto to. Jest to najlepsza przyjaciółka osoby, o której kiedyś tam myślałam,że jest moją przyjaciółką, dopóki niestety nie dostałam małej lekcji życiowej. Faktem jest, że przez pewien czas widywałyśmy się we wspólnym gronie znajomych, ponadto, kumpel P. z nią chodził (trochę to skomplikowane, wiem, wiem…). W międzyczasie dożeglował do nas P. i rozmowa potoczyła się już wspólna. Ustaliliśmy, że mieszkamy w tej samej dzielnicy, a poza tym, w sumie nic u nas nowego. To znaczy, my niedługo będziemy świętować siódmą rocznicę Ślubu, a E. nie wyszła za mąż. Zdaje się, że nikt z nas nie jest dzieciaty. My, to nie, to wiem, ale o niej nie mogę powiedzieć. Raczej się nie chwaliła. Za to chwaliła dziecko mojej dawnej przyjaciółki, o którym wiem z opowieści mojej Mamy, bowiem ta spotyka matkę mojej eks przyjaciółki z wnukiem na spacerach w mojej dawnej dzielnicy.

Kiedy się pożegnaliśmy i E. odeszła wybuchnęłam śmiechem. Przyznałam się P., że przez chwilkę czułam się, jak w reklamie "Piegusków", kto oglądał, wie, o co mi mniej więcej chodzi…
P. powiedział, że jak stałyśmy tyłem i słyszał tylko nasze głosy, to zastanawiał się "Z kim Ty rozmawiasz".
Odpowiedziałam mu "Uwierz mi, przez parę minut ja miałam ten sam dylemat".

Czy dopadła mnie skleroza, czy jednak 6 lat niewidzenia się z kimś prowadzi do takiego zapomnienia osoby?

Faktem jest, że E. , starsza ode mnie jedynie o rok, wygląda na dużo, dużo starszą. Nie powiem, cholernie mi to poprawiło humor;) Przy niej wyglądałam, jak młodsza siostra.

Czy komuś z Was zdarzyło się kiedyś tak kogoś totalnie nie poznać  i dopiero po dłuższej rozmowie przypomnieć, kto to jest, czy znowu ja jedynie mam takie sytuacje??

nasze małe rytuały…

wstawiłam właśnie do zmywarki rzeczy i tak mnie naszło na refleksje…

Jak to jest, że człowiek ma takie swoje małe rytuały? U nas na przykład jest wspólna sobotnia kawa. Zaparzona we włoskim ekspresiku. Pita w konkretnych filiżaneczkach z uszkami w kształcie anielskich skrzydełek.

Człowiek obrasta takimi małymi , własnymi rytuałami…z pewnych zdaje sobie sprawę, z innych pewnie już nie. Wszak mówi się, że przyzwyczajenie drugą naturą człowieka.

A Wy? Macie jakieś takie własne rytuały?

Podobno według ostatnich badań…

najlepszymi przyjaciółmi kobiet przestają być osławione przez słynną MM diamenty a zaczynają to być sprzęty elektroniczne i wszelakie nowoczesne gadżety. O czym przekonuję się i ja. Nowy nabytek, specjalnie dla mnie;) Myszka bezprzewodowa. Ale nie taka tam zwykła, bo ta się u mnie nie sprawdziła. Ta jest z ładowarką na biurku, czyli , jak tylko zaczyna byc głodna, to myk ją na ładowarkę i myszkę się karmi. Wspaniała rzecz. Ładnie wyprofilowana, wygodna i lekko się prowadzi;) Jestem wielce zadowolona.