…potraktowałam jesień. Wpisy Kaatarynki i Rroodej uświadomiły mi to, dlaczego jesień nie jest u mnie całkiem na straconej pozycji.
No bo fakt, że są dwa takie specjalne jesienne dni, które przynoszą ze sobą ciepłe emocje;) Jeden, to rocznica Ślubu, a drugi, taka nasza prywatna, kiedy się poznaliśmy…dziwnym trafem (a może magicznym?) są to Andrzejki, więc data nie do zapomnienia…
Czyli jesień nie do końca jest taka zła;)
…”Kroniki Portowe”…..
Powinnam być wdzięczna losowi, że stawia gdzieś na mojej drodze tych fajnych, serdecznych ludzi, jakich stawia. Takich, którzy na przykład zainwestują swój wolny, cenny czas, żeby coś mi nagrać i wysłać. Coś, czego teraz słucham, czyli soundtrack z "Kronik Portowych"…Coś, czego bałam się, że będzie zbyt melancholijne na moje ostatnie nastroje, a takim się wcale nie okazało. I ta muzyka przepełnia mnie teraz na wskroś, właśnie tak. Taka powinna być muzyka………
Dziękuję Spacerku:)
Jesień, jesień idzie…
za oknem wczoraj , jak szłam spać padało, dziś pada…w mieszkaniu wyziębione, w duszy też…Idzie jesień, jedna z dwóch pór roku, której nie lubię. No, z małym wyjątkiem, jednym, jedynym październikowym dniem;)
Ale do października jeszcze trochę, a my mamy ciągle lato i w dodatku podobno sierpień. Chociaż, gdyby oceniać na podstawie tego, co widzi się za oknem, ktoś mógłby pomyśleć, że to wrzesień.
Zaiste , "piękne" lato mieliśmy w tym roku. Najpierw idiotyczny lipiec, w którym tropikalne upały i tak za dnia nie pozwalały normalnie egzystować, a teraz sierpień, praktycznie jesienny. Super. Jak mówię, że chciałabym mieszkać w innym klimacie, to nie wszyscy mnie rozumieją. A mi ta nasza rzeczywistość pogodowa naprawdę nie pasuje;/
2 lata blogopisania…
Po wpisie u Harry’ego o blogach zastanowiłam się, ileż to czasu ja piszę swój…I zobaczyłam pierwszy wpis, z 30 lipca 2004 roku. Czyli w tym roku minęły 2 lata pisania. Ale ten czas leci…
Muzyka z Amelii…
nie wiem, jak to się stało, że so tej pory jej nie miałam. No, ale mam. Taki mały polepszacz humoru. Dziś przesłuchałam. Już się pogodziłam, że znowu pewne sprawy pod górkę (a niby jakby miały być?:)…wszystko da się pokonać. A przynajmniej w tym momencie w to wierzę.
A muzyka z Amelii kojąca, ciepła, poprawiająca nastrój, pokrzepiająca serducho…w sam raz.
fart…
wczorajszy dzień nie należał do najbardziej udanych. Wynik badań jednak nieciekawy. Będzie antybiotyk. Ale nie chce mi się o tym pisać.
Pomimo, że między innymi od wczoraj kłębią mi się przemyślenia z cyklu "dziwne pytania a la Amelia"…czyli pojęcie fartu.
Są ludzie, którzy urodzili się, by zostać farciarzami. To ludzie, którzy wygrywają główne nagrody nie kupując losów na loterii. Wczoraj zajrzałam na Merlina. Ta firma powinna dostarczać nam przesyłki w zębach, jej prezes dzięki nam nabył sobie zapewne domek. A przynajmniej samochód;) Tak, czy siak, zaglądam, co tam nowego, patrzę , a tu info, że nagrodzono dwumilionowe zamówienie…Pomyślałam sobie, brawo. Zajrzałam , czytam o jakiejś tam pani, która właśnie dostała od nich nagrodę. Jak znam życie, pani z Merlina nie korzysta a to był jej pierwszy, czy jeden z nielicznych zakup. Ale ma farta.
Są ludzie, którzy idą na egazmin nieprzygotowani , a nauczyli się dokładnie jednego tematu. I wylosowywują pytanie dotyczące właśnie tego.
Ja miałam podobną sytuację na maturze ustnej z historii. Jedynie mniej miłą. Ja bowiem wylosowałam temat, do którego uczyłam się najmniej, jako, że kompletnie mnie nie interesował. Nieważne, że do miliona innych byłam przygotowana na cacuś…Wymęczyłam się tam wtedy i do dziś źle wspominam egzamin.
Cóż, najwyraźniej niektórzy mają w życiu więcej farta a inni mniej. Ja, jak rozdawali fart, to stałam widać w jakiejś innej kolejce.
Pocieszam się, że może po urodę a może po inteligencję;)
„Vino Criminale”, Michael Bockler…
czyli kryminał w toskańskim plenerze. Właściwie przewodnik kulinarno-winny po Toskanii z kryminałem w tle;) Czytając książkę byłam po prostu cały czas głodna, wyobraźcie sobie moje męki!;)
Sam kryminał czyta się dobrze, aczkolwiek, co mi się naprawdę wcale często nie zdarza, kto jest mordercą domyśliłam się w połowie lektury. Co nie przeszkodziło mi dokończyć jej czytania/
Prywatny detektyw Hippolit Hermanus ma za zadanie uchronić piękną Sabrinę przez zakusami mordercy. Dziewczyna wyszła cało z wypadku, w którym uczestniczyła wraz z przyjaciółką, są podejrzenia, iż wypadek ten ktoś spowodował a kolejne próby zamachów na życie Sabriny potwierdzają to tylko.Sabrina po wypadku traci pamięć, niemniej jednak prawdopodobnie coś wcześniej widziała, a to coś, o czym morderca nie chce , by dowiedział się cały świat…
Książka, jak wspomniałam , okraszona kulinarno winnymi wstawkami. Na końcu dołączony suplement z adresami wszystkich wymienionych restauracyjek, winnic i nawet kilka przepisów , które samemu można wypróbować.
Tak więc, jeśli ktoś ma chęć, może urządzić sobie nawet wyprawę śladami bohaterów książki.
Polecam.
Już chyba wiem, dlaczego moim…
ulubionym filmem jest od jakiegoś czasu "Amelia". Bo między innymi i ja lubię zadawać sobie dziwne pytania. A dziś mnie naszło, czy zastanawialiście się kiedyś, jak to jest, że z danymi osobami się przyjaźnimy? Nie mówię o miłości, tu często w grę wchodzą rzeczy chyba nie do końca wytłumaczalne (niektórzy pewne sprawy rozumieją dopiero po ślubie, stąd pewnie mnogość żartów na ten temat;). Ale mówiąc o przyjaźni…jak to jest, że z kimś tam zaskoczy niemal od pierwszego momentu a z kimś innym nie. I czy zawsze wiąże nas przyjaźń z ludźmi do nas podobnymi? U mnie tak nie jest. Z moją przyjaciółką różnimy się w gustach począwszy od ciuchowego aż po filmowo książkowy itd. A mimo to, bez słów potrafimy się zrozumieć i jedna drugiej pomóc.
Jak to jest?
„Dark Water”, czyli…
kolejny japoński horror. Udało mi się go wygrzebać w wielkim koszu z filmami w niskiej cenie przy okazji wizyty w "Saturnie". Za całe 9.99 złotych polskich.
Film jest w reżyserii twórcy kultowego już "Ringu", Hideo Nakaty.
Młoda kobieta usiłuje zatrzymać prawo do opieki nad córką po rozwodzie. Szukając mieszkania znajduje je w dość nieprzyjemnym, wilgotnym budynku w Tokio. Od tej pory nie zazna spokoju. Słyszy odgłosy z mieszkania nad nimi a na suficie pojawia się zaciek wody, który wkrótce zaczyna stawać się dla nich obu problemem, gdyż woda zaczyna przeciekać. Administracja budynku zdaje się lekceważyć prośby o usunięcie usterki.
W budynku tym przed paroma laty w tajemniczych dość okolicznościach zginęła dziewczynka, mniej więcej w wielu córki naszej bohaterki. Okazuje się, że jej zjawa błąka się po opustoszałym budynku…
Duch ten prześladuje obie bohaterki aż do …prawie do końca.
Zakończenie filmu jest dość zaskakujące, ja nie spodziewałam się takiego. Prawdę mówiąc, na końcu wzruszyłam się…co nie wiem, czy miało być zamiarem twórcy?
Polecam wielbicielom japońskich filmów grozy.
złość piękności szkodzi;)
Wczoraj byłby ten wpis, ale jak chciałam wejść na blox wieczorem, to otrzymywałam komunikat, że chwilowo nieczynne. Może miało w dupie.
Jak pan ze sklepu ze sprzętem euro agd (nie chodzi mi o "Euro). Pan miał około 20 lat ,był obrażony, że poprosiłam go na chwilkę o pomoc, przerywając mu zajmującą rozmowę z jego kolegą, obrzydliwie odstręczający wyraz twarzy i był cholernie nieuprzejmy i co tu dużo ukrywać balansował na krawędzi niegrzeczny. Przy czym na swej nieskalanej specjalnie wielką myślą twarzy miał wypisane "Pierdole tą całą robotę. Nie chce mi się". Serio, serio. Wiecie, dlaczego musieliśmy tam zrobić zakup. Poszukiwania pralki od dwóch miesięcy doprowadziły nas do skraju wyczerpania. Model, jaki chcieliśmy, jest nieosiągalny. A tu był jego odpowiednik. Więc musieliśmy współpracować. Chociaż, uwierzcie mi, po chwili, kiedy trzeba było wydzierać z niego jakiekolwiek informacje na temat sprzętu, miałam ochotę przypierniczyć mu torebką w tego jego głupiego ryja.
Ja wiem, że podobno mamy bezrobocie. I pewnie ten pan jest na tyle rzutki i inteligentny, że nigdzie indziej się nie załapał, tylko tam, tylko do cholery, niech nie robi miny obrażonej księżniczki, że musi pracować, bo naprawdę na jego miejsce być może przyszedłby ktoś miły i uprzejmniejszy, kto może uszanowałby pracę…
Ja wiem, ja wiem, na cuda nie ma co liczyć, a w tym wszystkim najważniejsze , że w tygodniu przyjedzie lodówka;))
