Jutro pierwsze "Lato z Radiem" w tym sezonie;) W dodatku urodzinowe, bo świętują 35 lecie. "Lato z Radiem", to moja ulubiona letnia audycja radiowa.
Od razu tak wakacyjnie się człowiek czuje, kiedy "Lato z Radiem" w tle…;))
Jutro pierwsze "Lato z Radiem" w tym sezonie;) W dodatku urodzinowe, bo świętują 35 lecie. "Lato z Radiem", to moja ulubiona letnia audycja radiowa.
Od razu tak wakacyjnie się człowiek czuje, kiedy "Lato z Radiem" w tle…;))
Taki sobie dziś obejrzeliśmy film w ramach długiego weekendu. Długi film na długi weekend. Film trwa bowiem 3 godziny. Przyznam się do jednej sprawy. Kiedy oglądamy film wyprodukowany w Bollywood, omijamy piosenki;) Niestety, jak dla nas są za długie. 😉
Wracając do filmu, to klasyczna miłosna, trójkąt. Ona kocha jednego, który też ją kocha, ale nie może powiedzieć jej o skrywanej tajemnicy, która nad nim ciąży. Ją kocha inny, którego ona traktuje jak przyjaciela. Ten z tajemnicą stara się zbliżyć tamtych dwoje, staje się ich swatem.
Muszę przyznać, że jak na Bollywood, całkiem nam się podobało. Szczególnie pierwsza część filmu wypełniona jest dużą dawką humoru i można się zrelaksować. Druga część raczej skłania ku łzom , niż śmiechowi.
Nam ten film podobał się dużo bardziej, niż osławiony "Czasem słońce, czasem deszcz".
Polecam wielbicielom Bollywood i nie tylko. Mnie się bowiem całkiem podobvało;)
z przyjaciółmi udał się;) I Wiecie co? W końcu nie siedzieliśmy na tym balkonie;)) Ale mieliśmy szeroko otwarty, bo duchota i gorąc nieprzeciętna. Ale, najpierw jedliśmy grilla (nie, nie robimy jak niektórzy na balkonie, mamy elektryczny), potem oglądaliśmy zdjęcia z Malty. P. puścił je nam z laptopa na telewizorze. Potem wróciliśmy dalej do stołu, jak to Polak potrafi;) Były lody z adwokatem i ciasto upieczone przez moją przyjaciółkę (pycha nawiasem mówiąc:)). A potem, nie wiedzieć, kiedy zrobiło się po 23.00 i …czas było się żegnać. Cieszę się, że nas odwiedzili;)
dziś wieczorem mamy gości, moją przyjaciółkę z mężem. W takich chwilach żałuję, że nie mamy domu z ogródkiem…Przyjemnie by było posiedzieć na dworzu. A tak? Zostaje nam balkon, o ile meszki nie będą żarły, a ostatnio coś się pojawiły;(
No nic, mam nadzieję, że bez względu na brak ogródka wieczór będzie udany.;)
Mam ostatnio farta do książek, których akcja dzieje się gdzieś na angielskiej prowincji , w typowo angielskiej rezydencji.
Przyznam się, że skusiłam się na tę książkę między innymi właśnie z tego względu, ale również dlatego, że została wydana w Świecie Książki w serii Magnolie, tej samej, która wydała "Mroczne Sekrety".
"Dom Sióstr", to książka wielowątkowa. Małżeństwo z Niemiec próbuje wyjść z kryzysu i dobrym pomysłem wydaje się im spędzenie Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku w Anglii, w Yorkshire…Tak też robią, wynajmując od pewnej starszej właścicielki jej dom na okres świąteczny.
Okazuje się, że zima tego roku jest wyjątkowo śnieżna, naszych bohaterów padający śnieg unieruchamia więc w posiadłości, odcina od świata i każe poznać swoistego rodzaju survival, jak się bowiem okazuje, w posiadłości jest niewiele jedzenia. W dodatku w pewnym momencie wysiada prąd, a więc bohaterowie skazani są na kominki, muszą jednak zdobyc coś, czym można by rozpalić ogień i jakoś go podtrzymać. Przypadkiem Barbara znajduje coś, czego starsza właścicielka szuka od lat. Są to zapiski pierwotnej właścicielki posiadłości, Frances Gray. Aby zabić głód, nudę,a może fakt spędzania czasu tylko i wyłącznie w towarzystwie męża , Barbara zaczyna czytać owe zapiski i od tej pory my wraz z nią poznajemy historię domu, ale przede wszystkim rodziny, która go zamieszkiwała, w szczególności Frances, jej siostry, rywalizacji o tego samego mężczyznę, źle ulokowanych uczuć, miłości, która nigdy nie miała happy endu i pewnej zbrodni. Sekrety i tajemnice zdają się oplątywać czytającą Barbarę, w pewnym zaś momencie okaże się, że pewne z nich do dziś dnia nie są zakończone i mogą wpłynąć na jej los.
Książka dobrze napisana, czyta się ją świetnie i bardzo polecam.
Słucham ja sobie radia mojego ulubionego, czyli Jedynki. W piątek mówią tam zawsze o filmach i o książkach, między innymi, oczywiście. Jest też stała pozycja, a mianowicie pracownicy księgarń mówią, jakie są topowe tytuły sprzedające się w tym tygodniu w ich księgarniach.
Pani Magdalena z księgarni w Trzebnicy opowiadała, co tam u nich schodzi najlepiej i nagle słyszę, że dalej powodzeniem cieszą się książki Alexa Kavy…Tiaaa….ja wiem, żaden to Proust czy inny tam super pisarz, taka tam pani od thrillerów. Niemniej jednak pani, a nie pan , czyli pani Alex a nie pan Alex. I jakbym pracowała w księgarni, to raczej podając coś do wiadomości publicznej a nie wiedząc, o kim będę mówić, chociażbym po tę jedną książkę tej osoby sięgnęła i spojrzała na okładkę , co tam o niej piszą. No, chyba, że to było przejęzyczenie, na co liczę…
na blogu Raspberry-swirl postanowiłam zajrzeć w poszukiwaniu informacji o Halinie Poświatowskiej. Jakoś do tej pory nie znałam szczegółów jej życia, wiedziałam jedynie, że zmarła bardzo młodo. Właściwie całe jej życie było naznaczone piętnem umierania, odchodzenia, chorowała ciężko na serce…walka z chorobą zakończyła się śmiercią w wieku 32 lat. To tak młodo i o tyle za wcześnie. Ciekawe, czy teraz jej wadę można było usunąć i czy spokojnie by nie żyła pisząc poezję.
Jak czuła się taka młoda kobieta, prawie moja rówieśnica, wiedząc, że każdego dnia może odejść? Widać to w jej niektórych wierszach. Dużo tam rozważań o śmierci, odchodzeniu, o tym, jaki będzie świat, kiedy jej już nie będzie. To musi być trudne żyć z takim piętnem, piętnem choroby i śmierci, która w dodatku w końcu zwycięża nad młodością, talentem, wrażliwością…
Sięgnęliśmy dziś po ten film. Muszę powiedzieć,że mocno się rozczarowałam. W porównaniu z książką nieciekawy efekt. Po pierwsze, akcja książki została przeniesiona do Ameryki, po drugie pewne szczegóły jednak zmienione. Po trzecie, czytając książkę Llosy jednak smakowałam ten latynoski język, słowa tam kapią, ociekają treścią. Tu tego zabrakło, pewnie fakt filmu to zmienia, a może nie, może po prostu nie ta osoba wzięła się za reżyserię. Wynudziłam się prawdę mówiąc.
…wybrałam z propozycji szablonów. Jako, że twierdzę, że jestem kotem a i ten orientalny mi się podobał, więc zostanie u mnie na jakiś czas.
Powtarza mi się sen. Pisałam już chyba o tym, ale nie wiem, czy u siebie na blogu. Sen jest taki, że cofam się w czasie i nagle znajduję się znowu w klasie maturalnej. Niektórym śni się sama matura, mnie nie, najwyraźniej aż takiego wrażenia na mnie nie zrobiła, jak sam czas przed. A śni mi się tak początek 4tej klasy i fakt, że wiem, że matura zaraz a ja? a ja jej nie zdam. Tak to czuję w tym śnie i to mnie męczy najbardziej. Czasem, ale nie za często, umiem sobie wytłumaczyć w tym śnie, że śnię, ale dziś tak nie było. Koszmar. Obudziłam się i musiałam długo dochodzić do siebie i faktu, że maturę mam daaawno za sobą. Brrr…co za sen…najgorsze, że śni mi się z dość częstą regularnością.
Recenzje, Fakty i wiele innych...
nie tylko o książkach
Czytelnicze okno z widokiem na morze
Życie w Irlandii, Podróże po Irlandii i Europie, Tarot
Książki, kawa, święty spokój