„Gdyby jutra nie było”…

Taki sobie dziś obejrzeliśmy film w ramach długiego weekendu. Długi film na długi weekend. Film trwa bowiem 3 godziny. Przyznam się do jednej sprawy. Kiedy oglądamy film wyprodukowany w Bollywood, omijamy piosenki;) Niestety, jak dla nas są za długie. 😉

Wracając do filmu, to klasyczna  miłosna, trójkąt. Ona kocha jednego, który też ją kocha, ale nie może powiedzieć jej o skrywanej tajemnicy, która nad nim ciąży. Ją kocha inny, którego ona traktuje jak przyjaciela. Ten z tajemnicą stara się zbliżyć tamtych dwoje, staje się ich swatem.

Muszę przyznać, że jak na Bollywood, całkiem nam się podobało. Szczególnie pierwsza część filmu wypełniona jest dużą dawką humoru i można się zrelaksować. Druga część raczej skłania ku łzom , niż śmiechowi.

Nam ten film podobał się dużo bardziej, niż osławiony "Czasem słońce, czasem deszcz".

Polecam wielbicielom Bollywood i nie tylko. Mnie się bowiem całkiem podobvało;)

Miły wieczór…

z przyjaciółmi udał się;) I Wiecie co? W końcu nie siedzieliśmy na tym balkonie;)) Ale mieliśmy szeroko otwarty, bo duchota i gorąc nieprzeciętna. Ale, najpierw jedliśmy grilla (nie, nie robimy jak niektórzy na balkonie, mamy elektryczny), potem oglądaliśmy zdjęcia z Malty. P. puścił je nam z laptopa na telewizorze. Potem wróciliśmy dalej do stołu, jak to Polak potrafi;) Były lody z adwokatem i ciasto upieczone przez moją przyjaciółkę (pycha nawiasem mówiąc:)). A potem, nie wiedzieć, kiedy zrobiło się po 23.00 i …czas było się żegnać. Cieszę się, że nas odwiedzili;)