„Dom Sióstr” Charlotte Link…

Mam ostatnio farta do książek, których akcja dzieje się gdzieś na angielskiej prowincji , w typowo angielskiej rezydencji.

Przyznam się, że skusiłam się na tę książkę między innymi właśnie z tego względu, ale również dlatego, że została wydana w Świecie Książki w serii Magnolie, tej samej, która wydała "Mroczne Sekrety".

"Dom Sióstr", to książka wielowątkowa. Małżeństwo z Niemiec próbuje wyjść z kryzysu i dobrym pomysłem wydaje się im spędzenie Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku w Anglii, w Yorkshire…Tak też robią, wynajmując od pewnej starszej właścicielki jej dom na okres świąteczny.

Okazuje się, że zima tego roku jest wyjątkowo śnieżna, naszych bohaterów padający śnieg unieruchamia więc w posiadłości, odcina od świata i każe poznać swoistego rodzaju survival, jak się bowiem okazuje, w posiadłości jest niewiele jedzenia. W dodatku w pewnym momencie wysiada prąd, a więc bohaterowie skazani są na kominki, muszą jednak zdobyc coś, czym można by rozpalić ogień i jakoś go podtrzymać. Przypadkiem Barbara znajduje coś, czego starsza właścicielka szuka od lat. Są to zapiski pierwotnej właścicielki posiadłości, Frances Gray. Aby zabić głód, nudę,a może fakt spędzania czasu tylko i wyłącznie w towarzystwie męża , Barbara zaczyna czytać owe zapiski i od tej pory my wraz z nią poznajemy historię domu, ale przede wszystkim rodziny, która go zamieszkiwała, w szczególności Frances, jej siostry, rywalizacji o tego samego mężczyznę, źle ulokowanych uczuć, miłości, która nigdy nie miała happy endu i pewnej zbrodni. Sekrety i tajemnice zdają się oplątywać czytającą Barbarę, w pewnym zaś momencie okaże się, że pewne z nich do dziś dnia nie są zakończone i mogą wpłynąć na jej los.

Książka dobrze napisana, czyta się ją świetnie i bardzo polecam.

Pani a nie pan;)

Słucham ja sobie radia mojego ulubionego, czyli Jedynki. W piątek mówią tam zawsze o filmach i o książkach, między innymi, oczywiście. Jest też stała pozycja, a mianowicie pracownicy księgarń mówią, jakie są topowe tytuły sprzedające się w tym tygodniu w ich księgarniach.

Pani Magdalena z księgarni w Trzebnicy opowiadała, co tam u nich schodzi najlepiej i nagle słyszę, że dalej powodzeniem cieszą się książki Alexa Kavy…Tiaaa….ja wiem, żaden to Proust czy inny tam super pisarz, taka tam pani od thrillerów. Niemniej jednak pani, a nie pan , czyli pani Alex a nie pan Alex. I jakbym pracowała w księgarni, to raczej podając coś do wiadomości publicznej a nie wiedząc, o kim będę mówić, chociażbym po tę jedną książkę tej osoby sięgnęła i spojrzała na okładkę , co tam o niej piszą. No, chyba, że to było przejęzyczenie, na co liczę…

Dzięki wierszowi o Aniele…

na blogu Raspberry-swirl postanowiłam zajrzeć w poszukiwaniu informacji o Halinie Poświatowskiej. Jakoś do tej pory nie znałam szczegółów jej życia, wiedziałam jedynie, że zmarła bardzo młodo. Właściwie całe jej życie było naznaczone piętnem umierania, odchodzenia, chorowała ciężko na serce…walka z chorobą zakończyła się śmiercią w wieku 32 lat. To tak młodo i o tyle za wcześnie. Ciekawe, czy teraz jej wadę można było usunąć i czy spokojnie by nie żyła pisząc poezję.

Jak czuła się taka młoda kobieta, prawie moja rówieśnica, wiedząc, że każdego dnia może odejść? Widać to w jej niektórych wierszach. Dużo tam rozważań o śmierci, odchodzeniu, o tym, jaki będzie świat, kiedy jej już nie będzie. To musi być trudne żyć z takim piętnem, piętnem choroby i śmierci, która w dodatku w końcu zwycięża nad młodością, talentem, wrażliwością…