„Okna” Ferzan Ozpetek…

za namową chyba Spaceru_biedronki, o ile się nie mylę ten film zamówiłam i trochę się naczekał. Wiedziałam, że będzie dobry, a przynajmniej tak się nastawiałam po obejrzeniu wcześniej filmu tego samego reżysera, "On, Ona i On". Nie zawiodłam się…aczkolwiek nie wiem, czy to film na takie nastroje jakie mam ostatnio…

To film o zwykłych ludziach , którzy zostają uwikłani w niecodzienne sytuacje. To także film o spełnianiu marzeń i o wyborze, które z marzeń jesteśmy w stanie realizować, a które z nich może lepiej jest zatrzymać na dnie serca…

Ładny, chociaż mnie nieco przygnębił. Ale na pewno taki, jak lubię, o ludziach obok nas, ich sprawach, przemyśleniach. Film, który właśnie też oglądającego skłania do zweryfikowania poglądów na własne życie, poczucie szczęście, spełnienia, jego marzeń.

Polecam!

Owady…

Winnam Pasiwo małe wyjaśnienie. Podoba mi się Mrówka w Twoim nowym szablonie, jako, że tak jestem czasem nazywana przez własną rodzicielkę;)) Stąd ów sentyment.

Pasiwo nastroiła mnie swoimi zdjęciami owada (gza?:) do zastanowienia się, które z nich lubię, a które nie.

Najbardziej na świecie nie cierpię pająków, potrafią mi się śnić po nocach i ogólnie brrr…Os i pszczół się boję, bo dwa razy osa mnie dziabnęła.

Ale lubię właśnie Mrówki. Uwielbiam patrzeć na leśne mrowisko, na ich ruch, na to, że wszystko mają tak zorganizowane, przemyślane, konkretne.

Lubicie owady?

Z tym hymnem, to było tak…

że , jak go skiepściła na mundialu znana i nielubiana piosenkarka, to można z niej było śmiało zrobić pośmiewisko i kąty najśmierdliwsze nią wycierać i straszyć, że się ją do sądu pozwie o znieważenie itd itp, a jak jeden pan prezes okazało się, że własnego hymnu zaśpiewać nie umie (fałszowanie jestem w stanie wybaczyć, bo wiem, nie z własnego, ale jednak, doświadczenia, że są ludzie, którym słoń na ucho nadepnął), i media to pokazały, to nagle zrobiła się z tego afera. Że jak tak można pokazywać i ośmieszać i że niesmaczne.
Niesmaczne, to jest nie potrafienie zaśpiewana hymnu własnego państwa.

Pamiętam wizytę u pewnej artystokratki na obczyźnie. Pierwszego wieczoru, kiedy dotarliśmy, zmęczeni, uchachani, nieprzytomni i marzący o śnie, pani owa przeegzaminowała towarzystwo. To znaczy, kazała nam zaśpiewać hymn Polski. Serio, serio.

Na koniec pochwaliła za zdany egzamin i na nasze spojrzenia pełne znaków zapytania odpowiedziała: "Nie mam zaufania do ludzi, którzy nie umieją hymnu swego własnego państwa".

Ja też nie mam…