dziś rano budzik nie zaśpiewał, ani nie zagadał. Za to zacharczał przedziwnie, co na szczęście miało miejsce, inaczej byśmy się nie obudzili. Okazało się bowiem, że ulubionego radia, które nas budzi w eterze nie ma. Potem odkryłam, że nie ma go i nie ma i że nie ma jeszcze kilku innych stacji. Moje nerwy rosły i poczułam wyraźnie zniecierpliwienie, że nie posłucham sobie ulubionej przedpołudniowej audycji w Radiowej Jedynce. Hmmm, potem się okazało, że to podobno do godziny 14.00 trwały jakieś prace z nadajnikiem na Pałacu Kultury, ale szkoda, że nikt jakoś tego wcześniej nie ogłosił.
Tak czy siak, czy to już uzależnienie? Bo naprawdę byłam zła, że nie mogę go sobie słuchać.
I tak ostatnio jestem podenerwowana …wkurza mnie wiele rzeczy, ludzi, ich opinii, to w dodatku nie mogłam sobie radia posłuchać, no!:)
