dzień dziecka, a więc proponuję porozpieszczać się wspomnieniami.
Dzieciństwo, to był bardzo fajny okres w moim życiu. Ominął mnie na szczęście żłobek, za to zmóc się musiałam z przedszkolem, którego szczerze nie znosiłam. Poza tym, było fajnie.
Dzisiejsze dzieciaki co prawda pewnie byłyby zażenowane, gdyby przedstawić im tamte nasze realia i możliwości, ale czyż my nie byliśmy szczęśliwi? Poza tym, z braku laku, uruchamiała się nasza wyobraźnia. Ja to tak przynajmniej pamiętam.
Pamiętam te podwórkowe paczki, które umawiały się na grę w podchody, albo w inne jakieś, w których dało się rywalizować. Pamiętam gumę do żucia z Bolkiem i Lolkiem, a potem , och, co za nowość z Kaczorem Donaldem , z historyjką, którą się oczywiście rozprasowywało i kolekcjonowało. Pamiętam oranżadę w proszku, którą się jadło na sucho. Pamiętam gry w ślepca i w chowanego.
Pamiętam, że być może było mniej kolorowo w sklepach i na ulicach i ogólnie nędzniej, to jakoś aż tak tego nie dostrzegaliśmy (rozumiem, że w odróżnieniu od naszych umęczonych tamtą rzeczywistością rodziców).
Pamiętam , że kiedy zaczynałam podstawówkę, jeszcze nosiliśmy fartuszki do szkoły, co nie było wcale takie głupie, bo nie było pokazów mody, jak w obecnych szkołach. Pamiętam zjeżdżanie zimą na tacach na okolicznych górkach (kto jeszcze wykorzystywał tace z rybnego jako sanki??:)…
Pamiętam, jak matka jednej z koleżanek w podstawówce wyjechała do Stanów, niby to do pracy na pół roku, potem przedłużała ten czas na rok, półtora, z tego co wiem, założyła tam drugą rodzinę i nigdy nie wróciła…
Pamiętam, jak na moich oczach zmienił się ustrój i to też było fascynujące.
Pamiętam, że było beztrosko i to było fajne.
A co Wy pamiętacie? Ułóżmy sobie kolaż ze wspomnień………..
