Wspomnieniowo…:)

dzień dziecka, a więc proponuję porozpieszczać się wspomnieniami.

Dzieciństwo, to był bardzo fajny okres w moim życiu. Ominął mnie na szczęście żłobek, za to zmóc się musiałam z przedszkolem, którego szczerze nie znosiłam. Poza tym, było fajnie.

Dzisiejsze dzieciaki co prawda pewnie byłyby zażenowane, gdyby przedstawić im tamte nasze realia i możliwości, ale czyż my nie byliśmy szczęśliwi? Poza tym, z braku laku, uruchamiała się nasza wyobraźnia. Ja to tak przynajmniej pamiętam.

Pamiętam te podwórkowe paczki, które umawiały się na grę w podchody, albo w inne jakieś, w których dało się rywalizować. Pamiętam gumę do żucia z Bolkiem i Lolkiem, a potem , och, co za nowość z Kaczorem Donaldem , z historyjką, którą się oczywiście rozprasowywało i kolekcjonowało. Pamiętam oranżadę w proszku, którą się jadło na sucho. Pamiętam gry w ślepca i w chowanego.

Pamiętam, że być może było mniej kolorowo w sklepach i na ulicach i ogólnie nędzniej, to jakoś aż tak tego nie dostrzegaliśmy (rozumiem, że w odróżnieniu od naszych umęczonych tamtą rzeczywistością rodziców).

Pamiętam , że kiedy zaczynałam podstawówkę, jeszcze nosiliśmy fartuszki do szkoły, co nie było wcale takie głupie, bo nie było pokazów mody, jak w obecnych szkołach. Pamiętam zjeżdżanie zimą na tacach na okolicznych górkach (kto jeszcze wykorzystywał tace z rybnego jako sanki??:)…

Pamiętam, jak matka jednej z koleżanek w podstawówce wyjechała do Stanów, niby to do pracy na pół roku, potem przedłużała ten czas na rok, półtora, z tego co wiem, założyła tam drugą rodzinę i nigdy nie wróciła…

Pamiętam, jak na moich oczach zmienił się ustrój i to też było fascynujące.

Pamiętam, że było beztrosko i to było fajne.

A co Wy pamiętacie? Ułóżmy sobie kolaż ze wspomnień………..

3 dychy…

Jedzie sobie młode małżeństwo samochodem. Przejeżdżają obok "tirówek". Żona
pyta:
– Kochanie, co tu robią te panie i to tak ubrane?
– Robią ludziom przyjemności za pieniądze.
– A dużo można na tym zarobić
– Oj, bardzo dużo, kochanie.
– To może i ja bym stanęła? W końcu dopiero co się dorabiamy,
auto na spłacie, a czasy takie niepewne…
Mąż unosi brwi ze zdziwienia:
– No, jak ty nie masz nic przeciwko, to ja też się zgadzam.
– A co muszę zrobić? – pyta zona.
– Stań tu, ja stanę 100 metrów dalej. Jak podjedzie klient to
powiedz"stówa" i rób co trzeba. W razie wątpliwości mów, że musisz porozmawiać
z menadżerem i przybiegnij do mnie.
– Ok.
Żona staje, stoi 5 min. Zatrzymuje się samochód. Żona podchodzi, a kierowca
pyta:
– Ile?
– Stówa.
– Ale ja mam tylko siedem dych.
– Pan poczeka, muszę porozmawiać z menadżerem.
Żona biegnie do męża i pyta:
– Józek, ale on mówi, że ma tylko 70. Zrobić to?
– Nie kochanie, nie możemy od razu robić zniżek. Powiedz
mu, że za 70 to mu weźmiesz do ręki.
Żona biegnie z powrotem i mówi, że zrobi ręką za siedem dych.
Gość się zgadza, wyciąga interes… oczom żony ukazuje się instrument
długi aż do kolan klienta. Żona wytrzeszcza oczy i mówi:
– Muszę porozmawiać z menadżerem.
Biegnie zdyszana do męża i woła:
– Józek, nie bądź świnia, pożycz mu te trzy dychy

Takie tam, w związku z dniem dziecka…

Słucham radia, a tam w związku z dniem dziecka popytali dzieciaki o to, jak postrzegają dorosłych. Co im się w nich podoba, a co nie. Wiadomo, że dla dzieci dorośli, to ci najbliżsi. Bilans wypowiedzi dzieci wypadł bardzo smutno. Pewnie miało być fajnie a wyszło średnio. Właściwie przerażająco smutno. Poczawszy od dziecka, które powiedziało, że jego tata zawsze bawi się na komputerze, przez takie, które powiedziało, że nie lubi, jak dorośli się popychają.

I taka refleksja mnie naszła, nie pierwszy raz zresztą, ostatnio myślę coraz częściej , że bardzo dużo osób, które na rodziców się nie nadają, są nimi bardzo szybko i bardzo łatwo. A te, które gotowe są poświęcić dzieciakowi i czas i energię i sporo własnej inicjatywy, jakoś tych dzieci doczekać się nie mogą. Ironia losu?

Nie umiem sobie tego wyjaśnić. Nie zrozumiem chyba nigdy. A kiedy widzę kolejne maltretowane dziecko w TV i tfu, tatusia czy konkubenta mamuni, który je tłucze, to moja zdolność rozumowania w ogóle się kończy…