Ryby …i nie tylko…

dziś w nocy miałam dwa różne sny. Ale chyba oba raczej dobre. Najpierw śniła mi się osoba, która zmarła prawie rok temu. Może to dlatego, że jutro zamierzam odwiedzić jej grób. Była dla mnie dobra, jak mało kiedy była dla mnei na ziemi. Aż się zdziwiłam tą dobrocią. Ale wyglądała na szczęśliwą i o wiele lepiej , niż tu na ziemi, już pod koniec choroby, która ją zmogła. To może znak, że gdzieś tam jest szczęśliwa. Mam nadzieję.

Potem się obudziłam i przyśnił mi się drugi sen. W tym śnie śniłam , że chodzę w basenie, w którym pływają kolorowe, egzotyczne ryby.

Hmmm, ciekawe, co też te sny mogą znaczyć…….

Przyjaciele…

dobrze, że są. Dziś telefon od Przyjaciółki. Wyczuła, że ją potrzebowałam? Przegadałyśmy sporo. Trochę na temat naszych problemów, trochę o kostiumach kąpielowych:) przed wakacjami…
Bez moralizatorstwa, empatycznie, tego mi było trzeba:) No, ale znamy się też kawał czasu, więc wyczuwamy swoje wzajemne nastroje…

Niby myślałam, że słońce…

to jesto to, co lubię najbardziej, i że wtedy czuję się lepiej…ale być może limit na moje czucie lepiej już się wyczerpał, a może coś wisi w powietrzu, bo na kilku blogach wyczytałam, że jest średnio, źle, a w najlepszym przypadku tak sobie.
Myślę, że to natłok moich myśli, pewnych nagromadzonych spraw, mojego niedawania sobie z nimi rady. Poczucie pewnego osamotnienia w tym wszystkim (nikt za nas nie przeżyje naszych uczuć, taka jest prawda).Niby rozmawiam z ludźmi, śmieję się nawet czasem z czegoś, a jakoś jest byle jak. Odczucie braku, które stało się coraz bardziej widoczne i następnie moje zobojętnienie na to uczucie braku, które ostatnio zmartwiło mnie bardziej, niże samo poczucie. Czy to naturalna kolej rzeczy? Czy przechodzi się właśnie takie etapy? Czy to coś w Kosmosie, co może się wyprostuje i znowu pozwoli spojrzeć świeżym, bardziej obiektywnym okiem? Czy będzie lepiej? Nie może być przecież tak szaro i gęsto od czarnych myśli przez cały czas……

„Biografia Głodu”, Amelie Nothomb…

czyli kolejna książka Belgijki przeczytana przeze mnie, zdaje się, że z polecenia Ptychu? O ile się nie mylę…pamiętam, że ktoś mi ją polecał po lekturze mojej recenzji jej innej książki, a mianowicie "Kwasu Siarkowego".

"Biografia Głodu", to nic innego, jak biografia samej Nothomb. Jak zwykle napisana w ciekawy, interesujący sposób. Ja osobiście lubię wierzyć, że ona rzeczywiście jest w stanie pamiętać tak wyraźnie swoje życie w wieku lat 3 czy 4…chociaż sama mam dość wczesne , jak na dziecko wspomnienia, to jednak są one dość szczątkowe, fragmentaryczne.

Amelie opisuje swoje dzieciństwo i młodość jako dziecko dyplomaty, co bardzo zaważyło na jej zyciu. Z Japonii do Chin, z Chin do Nowego Jorku, a następnie do Bangladeszu, i dalej, losy rzucały jej rodziną po całym świecie, a w tym wszystkim dorastała przyszła autorka "Zpokorą i uniżeniem"…W tym wszystkim nie zabrakło miejsca na problemy i dramaty, między innymi anoreksję, która przez dłuższy czas towarzyszyła Amelie i zaważyła na jej życiu…

Miłośnikom książek Amelie polecam, myślę, że stanowi to bardzo dobre uzupełnienie jej książek.

Co pływa w wodzie?

Pytanie z cyklu "Co w trawie piszczy?"

Popijam ja sobie wodę mineralną, tak nieładnie, nie jak dama, z butelki i kątem oka widzę, że w tej wodzie cosik pływa…unosi się nawet. Takie małe drobinki…Hmm, czyżby to pływały słynne składniki mineralne? Oto jest pytanie spowodowane zlasowaniem się mego mózgu w upale (na termometrze za oknem 43,0C:)) w słońcu!)

Miłe gesty…

Ciekawe, czy ja sobie w ogóle na takie miłe gesty zasłużyłam. Jakiś czas temu, z rok już będzie, na Forum Książki wywiązała się dyskusja o zakładkach, Wzięłam w niej udział, bo mam, używam i zbieram. Mam w swoim zbiorze prawdziwe rarytasy takie jak japońskie (dwie!!!) albo też zrobione przez kogoś, co jest dodatkowo miłe, bo ktoś wykonał coś dla mnie. Ogólnie podzielić je mogę na geograficzne i artystyczne, bo albo są na nich jakieś zdjęcia okolic, które zwiedzałam ja lub ktoś, kto mi zakładkę podarował, albo są fragmenty jakichś obrazów, czy dzieł sztuki.

Pamiętam, że wtedy jedna dziewczyna zaproponowała mi, że wyśle mi zakładkę. Ale wtedy jakoś na to nie zareagowałam. Nie znałam jej kompletnie, więc jak tu obcej osobie podawać adres? Nie bardzo miałam wtedy chęć , więc nie zgłosiłam chęci.

Los zetknął nas ostatnio na innym forum i tam się poznałyśmy nieco bardziej, więc już wiem, że ona nie jest przykładem z reklamy społecznej, w której obleśny pedofil śliniąc  się wypisuje na czasie dla nieletnich "cześć, ja też mam dwanaście lat i na imię mi Tomek", czy jak to tam szło.

W każdym razie ostatnio ta osoba ponowiła swoją propozycję i teraz już wiedząc, kto ona powiedziałam, że chętnie.

Wczoraj doszła do mnie przesyłka! Zakładki okazały się śliczne. O jednej, to wiedziałam, bo napisała mi w emailu, że kupiła je w ośrodku dla osób potrzebujących opieki tak jak samotne matki czy uchodźcy (ta dziewczyna mieszka w Anglii), i jest zrobiona z ziaren piasku. Dwie inne, to reprodukcje artystycznych dzieł, śliczne, w tym jeden akcent japoński! Przysłała mi też pocztówkę reklamową filmu "Lalki", który to nawiasem mówiąc kiedyś zaczęłam oglądać, ale strasznie mnie przygnębił i nie skończyłam.

Od razu mi się gębuchna śmieje. Raz, że są gdzieś tam jeszcze ludzie, którym się chce czasem zrobić w stosunku do kogoś innego miły gest, a dwa, że mój zakładkowy zbiór powiększył się o naprawdę piękne zakładki.