Zielono mi;))

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.

Mamy najwspanialszą zieleń na świecie! Taką majową rozbuchaną, życiem pulsującą. I Południowcy mogą jej nam naprawdę zazdrościć.

Zielono mi;)

WRESZCIE w domu;)

Po "wspaniałej" tfu tfu podróży, czyli koczowaniu 5 godzinnym na lotnisku dzięki naszym "wspaniałym" tfu tfu tanim liniom lotniczym Centralwings, nareszcie w domu!!!!!!!!!

Ale i tak mamy lepiej, niż ci, którzy mieli dziś o 8.30 wylecieć na Maltę. Oni polecieli o 20.30. Samolotem, którym my wróciliśmy.

Było super, oprócz incydentu z powrotem. Więcej napiszę niebawem.

Pozdrawiam wszystkich!!!

Tarxien i Hypogeum…

Na niedzielę mieliśmy wykupione bilety do niezwykłego miejsca. Hypogeum. Ponieważ wpuszcza się tam dziennie konkretną ilość osób, a to ze względu na to, że oddech ludzki je niszczy, bilety zamawia się ze stosownym wyprzedzeniem. Około 2 tygodni, a więc nie wiem, jak to jest w sezonie.

Najpierw ogląda się małą wystawę, potem wysluchuje multimedialnego wykładu, a następnie idzie w dół , niestety, nie można zwiedzić wszystkich poziomów, a szkoda.

Hypogeum, to miejsce niezwykłe. Podobno jedno z najbardziej zdumiewających ruin z okresu neolitu. Pod ziemią ciągną się korytarze na kilku poziomach, w których są pozostałości grobowców i pomieszczeń sakralnych. To tu znaleziono figurki Śpiącej Wenus z Malty.

Rzeczywiście, Hypogeum robi niezwykłe wrażenie…Zdjęć z tego miejsca jednak Wam nawet nie będę mogła pokazać, bo nie wolno tam robić żadnych fotek. Ale myślę, że możecie znaleźć informacje na necie. Warto zajrzeć i poczytać, polecam !

Wcześniej zwiedziliśmy Tarxien, które znajdują się bardzo blisko Hypogeum.

Na terenie tych ruin Świątyń można zobaczyć pozostałości po detalach i zdobieniach, takie, jak wyobrażenia zwierząt, czy też piękne zdobienia spiralne na kolumnach. Tam też stoi kopia odnalezionej podstawy posagu Matki Ziemi.

Maltańskich opowieści ciąg dalszy…

W piątek zwiedaliśmy Vittoriosę, ciągle pod starą nazwą Birgu na oznakowaniach drogowych, co warto wziąć pod uwagę, jeśli chce się tam trafić autem (wspominałam, że oznakowania na drogach są raczej wyzwaniem;). Byliśmy tam obejrzeć Pałac Inkwizytora. Pałac interesujący choć raczej dość przygnębiająco, wrażenie robią szczególnie lochy i podziemia, do których trafiali oskarżeni  o niewierność wierze chrześcijańskiej, a także sama sala , w której zapadały wyroki. Ponieważ oprócz nas były chyba jeszcze dwie osoby, więc mogliśmy uruchomić wyobraźnię.

Po zwiedzeniu pałacu poszliśmy na spacer wzdłuż wybrzeża i do Muzeum Morskiego, a potem do Fortu St Angelo.

W sobotę pojechaliśmy raz jeszcze w okolice Mdiny i Rabatu, ale tym razem nie zwiedzaliśmy Mdiny, a Rabat, a konkretnie , podziemne katakumby Świętego Pawła, wykorzystywane podobno do czasów nadejścia Arabów. Niezwykła plątanina, labirynt podziemnych korytarzy, miejsca , w których chowano zmarłych. Podobno pierwsi Chrześcijanie urządzali tu uczty agape…w jednym z przewodników napisano, że nawet "zapaszek " ciał im nie przeszkadzał. Raz , że byłą całkiem niezła wentylacja, a dwa, że w tamtych czasach smród był częścią życia człowieka.

Potem zwiedziliśmy Kościół Świętego Pawła i grotę, w której Rzymianie więzili Świętego przez 3 miesiące. W czasie jednej z dwóch pielgrzymek na Maltę modlił się również w tym miejscu Jan Paweł II.

Wieczorem inna religijna wyprawa, do niezwykłego klasztoru w miejsowości Mellieha. To najważniejsze miejsce kultu Maryjnego na Malcie. Jest tam w również w grocie, kaplica, w której jest fragment fresku, obrazu Marii z Dzieciątkiem, według historyków sztuki pochodzący z około 1300 roku. W korytarzu obok Kaplicy masa próśb o modlitwę, pozostawione wota i dowody na to, że udało się łaski wyprosić. Wzruszające i łapiące za serce widoki…

Pomodliliśmy się w naszych intencjach i naszych bliskich i przyjaciół…

Wracając rzuciliśmy okiem na zamknięte, ale możliwe do obejrzenia przez parkan świątycznie megalityczne Ta Hagrat.

O księgarniach dla Kazisi;)

Kazisi, zapomniałam Ci napisać w komentarzach wcześniej. A pewnie, że mają księgarnie;) Dziś jedną widzieliśmy. Fajny napis na szybie "We need a place" , jak rozumiem, na nowe książki, więc zachęcają co kupna tych, które są 😉 Ciekawy pomysł na reklamę zakupów.

W autobusie mało osób czyta ale tu się średnio da czytać w autobusie. Raz widziałam pana, który czytał "Kod Leonarda da Vinci". A raczej wiózł do domu do poczytania.

Kiedy najnowsza Caroline??

Malta refleksyjnie…

Wczoraj odwiedziliśmy malownicze miasteczko portowe Marsaxlokk (wymowa Marsaszlok). Kolorowe łodzie kołyszące się na wodzie i gwar dochodzący z kafejek i miejskiego targowiska tworzyły tak zwany klimat. Łodzie są tu przepyszne, kolorowe, malowane na kolory żółty, czerwony, niebieski, zielony a prawie na każdej z nich po obu stronach burty są "Oczy Ozyrysa" mające odpędzić złe. Na wodzie wyglądają cudownie. Łodzie, nie oczy, rzecza jasna:0)

Następnie pojechaliśmy zobaczyć grotę, w której znaleziono szczątki zwierząt sprzed 10 tysięcy lat i więcej i kości człowieka sprzed 5 tysięcy lat. To Ghar Dalam, czyli Jaskinia Ciemności. Robi wrażenie. Byliśmy jedynymi zwiedzającymi (oto, co znaczy pojechać gdzieś poza sezonem). Obecnie w jaskini rozgościły się wróble. Załozyły tam kolonię , w obecnej chwili chyba młode się im wykluły, bo popiskiwanie słychać i ogólne ptasie zaangażowanie.

Późnym popołudniem odbyliśmy wycieczkę na północ, i skraj wyspy, gdzie oglądaliśmy Zatokę Świętego Pawła, Czerwoną Wieżę (dawniej strażnicę), popatrzyliśmy na przeprawę promową na Gozo.

Wracając, postanowilismy zobaczyć figurkę Matki Boskiej , która jest nieopodal jedengo z klifów na północy…tam zobaczyliśmy coś bardzo poruszającego. Coś, co mnie ogormnie wzruszyło. Dobra, przyznam się, że do łez…

Otóż, kiedy dojechaliśmy i wyszliśmy z auta, P. fotografował figurkę, a ja zauważyłam, że w litej skale podłoża jest wmontowana jakaś tablica. To tablica, którą poświęcił tragicznie zmarłemu synowi ojciec. Tabliczka jest po angielsku, ale tak ciepło, tak napisana z uczuciem,że trudno chyba nie zareagować…ojciec prosi w niej o modlitwę za syna, który , o rok ode mnie młodszy,  zginął na klifie w 2000 roku…ojciec napisał, że nigdy nie zapomni jego uśmiechu, uczucia, miłości…

Zerknęliśmy w dół klifu …rzeczywiście, w dole zmiażdżona kupa metalu, która zapewne była autem owego syna. Od razu naszło nas wiele myśli, pytań…szczególnie mnie…nie wyobrażam sobie bowiem, jak można tam zginąc. To nie zakręt przy drodze…żeby spaść z owego klifu naprawdę trzeba się postarać. Czy więc ów syn po prostu zrobił to z premedytacją?? Ale jakże można odebrać sobie życie, skoro ktoś inny do końca życia będzie cierpiał? Czy to możliwe, że nie wie się , że jednak jest ktoś, kto mógłby po nas płakać?

P. wysnuł teorię, że może było to jakieś letnie szaleństwo, być może pod wpływem alkoholu, wraz z innymi młodymi ludźmi, może jakiś idiotyczny w tym momencie zakład o to, że "pokażę wam ,jak się hamuje?" …nie wiemy, nie wiemy, kim był ten młody człowiek i co pchnęło go do tego, aby w letni, lipcowy dzień milenijnego roku spaść z klifu i pozostawić kogoś w rozpaczy. Do tego stopnia, że zostawia on tabliczkę upamiętniającą ten dzień.

Maltańkich doniesień ciąg dalszy…

Wypożyczyliśmy auto i zwiedzamy. Po pierwsze, podziwiam mojego P. Wcale nie jest łatwo przestawić się na ruch lewostronny, a wiedzą to na pewno Ci, którzy gdzieś tam sobie tym lewostronnym ruchem już jeździć próbowali. Ale jeździmy.

W poniedziałek jeszcze nie autem, ale autobusem, pojechaliśmy na pokaz Delfinów. Najpierw był pokaz lwów morskich, ale na to nie zdążylismy i widzieliśmy końcówkę. Na pokaz Delfinów trzeba było poczekać pół godziny. Poszliśmy więc obejrzeć papugi i gady, a następnie widząc, że można już wchodzić na teren, na którym odbędą się pokazy Delfinów, weszliśmy. W basenie pluskali się dwaj gwiazdorzy:) Mówię gwiazdorzy, bo widząc nas i parę jeszcze osób, które też już nadeszły, Delfiny wyraźnie zaczęły się popisywać i pozować do zdjęć. Łobuzy;)) wystawiały się do połowy i zalotnie układały płetwy, bądź przewracały się na plecy. Bardzo to było zabawne i mieliśmy przy tym wiele uciechy.

Potem w przewodniku Gazety Wyborczej, wyczytałam , że Delfiny zostały sprowadzone na Maltę z upadającego ZOO w byłym ZSRR. Myślę, że są tu całkiem szczęśliwe.

We wtorek autem pojechaliśmy do Mdiny (jak wymawia się po maltańsku "Imdiny"). To miasto, którego historia sięga podbojów arabskich. Miasto niezwykłe, skansen, w którym żyją ludzie. Kiedy my spacerowaliśmy mijali nas ludzie wracający z zakupami, czy dzieciaki, które właśnie skonczyły lekcje.

Miasto pięknie zachowane. w ogóle, jak na razie , te zabytki, które widzieliśmy , są w świetnym stanie. Zadbane, widać, że troszczą się o nie.

W Mdinie są więc budynki z rozmaitych lat, szczególnie piękne włoskie Palazza (Patekku, myślę, że podobały by Ci się). Miasto otoczone warownymi murami, wszak Mdina była pierwotną stolicą wyspy.

Oczywiście i tam widzieliśmy koty. Jeden, biały, dość upasiony Kot, stanął pod prawdopodobnie oknem kuchennym swojej pani i głośno miaucząc domagał się otwarcia okna, zapewne w celu spożycia miseczki mleka, czy innych kocich przysmaków. Niestety, okno pozostawało przymknięte (pani być może była w innym pokoju lub rozmawiała przez telefon?), a kocia rozpacz stawała się coraz bardziej miaukliwie słyszalna. Mam nadzieję, że w końcu zwrócił jednak uwagę swojej pani.

Wczoraj odbyliśmy następną wyprawę. Tym razem do niesamowitych miejsc. Dwóch megalitycznych Świątyń Hagar Qim i Mnajdra. Pochodzenia Mnajdry datuje się UWAGA UWAGA na 3700 r. p.ne.e! a jest o 900 starsza od Hagar Qim! Mówię Wam, to robi wrażenie znaleźć się wśród TAKIEJ historii ludzkości…..

Najpierw zwiedzaliśmy Hagar Qim, a potem Mnajdrę. Mnajdra jest nieco mniejsza. Ostatnie badania dowodzą, że prawdopodobnie spełniała ona funkcję kalendarza, podobnie, jak słynne Stonehenge.

Tak, czy siak, wrażenie niezwykłe. Zachowane w dobrym stanie, jak na upływ czasu, oczywiście. Chociaż, o czym poinformowała nas dziewczyna, która pod koniec zwiedzania poprosiła o wypełnienie ankiety, są plany ochorny zabytków. Być może nad nimi powstaną namioty, chroniące je zapewne przed szkodliwym wpływem słońca?

Potem pojechaliśmy zobaczyć klify , Dingli Cliffs, które są najwyższym punktem Malty, 250 i widoki, jak to z klifów , bardzo niezwykłe!

Następnie P. bardzo chciał zobaczyć przedziwne koleiny, zwane Clapham Junction. Te koleiny powstały prawdopodobnie pod wpływem wozów o kamiennych kołach, którymi miejscowa ludność woziła kamienie na budowę domów…konkretnie nie wiadomo. Same koleiny trudne do znalezienia. I dojazd nieoznakowany (oznakowania na Malcie są fatalne generalnie, trudn trafić drogą, nawet do zabytków), i potem na rozległej przestrzeni je znaleźć-niełatwo! Ale, znalazł się miejscowy rolnik na emeryturze, który zobaczył parę Anglików i nas, którzyśmy tam nadjechali i zaproponował, że nam je pokaże. I dobrze, bo znaleźć ich samych łatwo by nie było. Przy okazji zrywał roślinki i objaśniał, co jest czym, między innymi tymianek (ale pachnie!).

Po pokazaniu kolein zaproponował, że pokaże nam również jaskinie zwane Cave Dwellings. Tam mieszkali ludzie, zanim przenieśli się do budowanych domów.

Tak całkiem bezinteresownie pan nas nie oprowadzał, bo nie wzgardził małym "napiwkiem", ale uznaliśmy, że mu się należy, bo tych jaskiń, to już kompletnie byśmy nie znaleźli, trzeba było wiedzieć, dokąd iść i którędy, a ciekawe to było.

Kończę i dziękuję Wam za miłe wpisy. Pozdrawiam wszystkich serdecznie!

ps. Spacerku, moja Mama doniosła mi, że czeka już na mnie pocztówka z Pragi;) Mam nadzieję, że moja szybko dojdzie.

Garstka obserwacji…

No i zrobiło nam się lato.Czy wspominałam Wam, że zapomniałam wziąć sandały? No więc tak, zapomniałam;)

Ale , co tam. Na zwiedzanie i tak zawsze zakładam adidasy.

Donoszę wieści. Lubią tu koty. Koty są dokarmiane. Na progach domów stoją miseczki z wodą i kocią karmą. Nie wiemy, czy karmi się tak koty domowe, które wypuszczają się za swoimi sprawami, czy też obce, ale najważniejsze, że nie widzieliśmy tu ani jednego wychudłego, czy zabiedzonego kota, co niestety miało miejsce na przykład w Grecji.

Popołudniami chodzimy na spacery starymi uliczkami Sliemy. Wczoraj młoda dziewczyna zamykała okno na galerii i widząc nas uśmiechnęła się do nas serdecznie. Tak nam się miło zrobiło.

Dziś tak się rozpędziliśmy, że zrobiliśmy sobie megaspacer, aż do portu w Msidzie. Fajny widoczek, jachty za miliony, a obok nich dziadziuś łowiący sobie rybki (nie sądzę, że w portowej okolicy cokolwiek się mu złowiło;). W ogóle, to sporo tu dziadziusiów i babć, starszych osób, są one bardzo zadbane, jeśli nawet w skromnym ubraniu, to czystym, dziadziusie mają kapelusze, czy odprasowane w kancik spodnie (to zapewne dzięki babciom).
Dziś włócząc się po uliczkach dopadłam niezły napis na ścianie, wisi sobie i przypomina, że Malta to kraj katolicki, a brzmiał on "Did you thank to God today?".

Widać sporo ludzi , którzy przyjechali tu na naukę języka angielskiego. Dziś w autobusie , wracając ze spaceru do portu, widzieliśmy grupkę Japończyków, którzy najpierw sami ze sobą rozmawiali po angielsku, a potem zaczepili siedzącą naprzeciw nich dziewczynę pytając się, iloma językami ona włada. Kiedy dowiedzieli się, że trzema ochom i achom nie było końca. Aż czekałam, że zaczną się jej kłaniać.

A propos autobusów komunikacji miejskiej. Jeżdżą tu takie starocie, że czasami czujemy się , jak w muzeum aut dawnych. Mają spokojnie ze czterdzieści lat, a rekordziści i pięćdziesiąt mieć mogą. Niezłe są też na nich napisy, na przykład "Baby think it twice" albo coś w ten deseń.

Są też autobusy nowocześniejsze, ale szczerze mówiąc, ciągle ich mało. Zastanawialiśmy się dziś, że osoby niepełnosprawne, czy chociażby matki z dziećmi , nie mogą się po mieście poruszać. Smutne to.

Jeżdżą więc pewnie autami, których nie brakuje, co widać było dziś, kiedy wracaliśmy do nas autobusem. W przeciwną stronę wracali do Valetty , zapewne po weekendzie , korek był ogromniasty. Auta zaś również i nowsze i stareńkie tak, że czuję się, jak w wyżej wspomnianym muzeum.

To taka garstka obserwacji dla Was, mam nadzieję, że się spodobają.

Pozdrawiam!

Maltańska Chiara;)

witam. Jestem dosłownie na chwilkę, ale chciałam dać znać, że dolecielismy OK.

Pogoda w dniu przylotu była wspaniała, istne rozszalałe lato, za to następnego dnia i wczoraj się ochłodziło. Wieje też wyspiarski wiatr. Słyszałam, że w Polsce ładniejsza pogoda. Jednak nie narzekamy, bo nie na opalanie tu przyjechaliśmy (chociaż dziś jest ładniej i już widziałam przez okno , że przy basenie się zaludnia, pełno szczególnie Anglików).

Co przede wszystkim rzuca się w oczy, to niesamowita mieszanka (aż takiej się nie spodziewaliśmy), mieszanka Italii, krajów arabskich i Anglii…To znaczy ruch lewostronny (trzeba się pilnować, jak się jest pieszym), smaczna kuchnia z naleciałościami włoskimi i język z grupy języków semickich. Jednak coś, co jest jak na razie najbardziej widoczne, to wielka serdeczność i uprzejmość Maltańczyków, zarówno względem siebie, jak i turystów.

Ludzie są tu uśmiechnięci i mili. To bardzo uprzyjemnia wyjazd.

Wczoraj spacerowaliśmy po bocznych uliczkach Sliemy. Sliema , to taka podmiejska część Valetty. Fasada, niestety już obsadzona nowoczesnymi apartamentowcami, jednak po wejściu wgłąb uliczek! Wspaniała architektura rodem z krajów arabskich, domy z kolorowymi galeriami…Odczuliśmy klimat miejscowego życia, z plotkującymi sąsiadkami, rzeźnikiem, który właśnie otworzył na wieczór swój sklep, ze straganem z owocami i warzywami.

Pozdrawiam serdecznie i może się będę czasem odzywać na sieci, a może nie;)Zobaczymy!

Dziękuję Wam za życzenia Imieninowe. Ściskam! i pędzę odkrywać Maltę.

Chiara.

Powoli się z Wami żegnam…

…na 2 tygodnie.
Mam wielką nadzieję, że podróż okaże się miła i wszystko będzie dobrze.

Miisiadlo, będę o Tobie intensywnie myśleć i zasyłać Ci wiele dobrych emocji.

Wszystkim życzę, aby nic się przez ten czas niemiłego nie działo i do usłyszenia…

ps. zapomniałam;) Ponieważ sama jutro w drodze będę świętować własne Imieniny, a wiem, że na bloga zagladają Moniki, więc Wam też zasyłam Najlepsze Życzenia Imieninowe na dzień następny, czyli 4 maja;))

ps.2. zapomniałam napisać, kiedy wracamy. Za dwa tygodnie, 17 maja. Pozdrówka.