Murakami „Wszystkie Boże Dzieci Tańczą”…

czyli zbiór opowiadań, który "dorwałam " w księgarni zupełnie przypadkowo. No i co? I oczywiście znów zachwycona jestem i smutna, że za mało, że za krótko, że szybko się przeczytało i już po. Ja o Murakamim pisać nie umiem. Mnie czasem aż "przeraża" , ale w tym pozytywnym sensie, o ile w ogóle tak napisać mogę, jak wiele "moich " myśli, czyli czegoś, co kłębi się w mojej głowie, on na papier przelewa…czasem czytam coś, co wydaje mi się, że wcześniej sama myślałam. Niezwykłe.

To obecnie mój ukochany Pisarz. Jak dobrze, że jest!

Bareja po prostu;)

usiłując się kurować z niepokojem zauważyłam około 15.00, że zanika mi w kranie woda ciepła , a na jej miejsce pojawia się zimna…dziwne. Na szczęście, szybko dało się poinformować faceta odpowiedzialnego za sprawy wodne w naszej spółdzielni. Facet też mocno się zdziwił. Przybył na miejsce. Około 18.00 dowiedzieliśmy się od niego, że on od SPECA wie , że woda została nam wyłączona przez przypadek.

A na forum kabackim właśnie wyczytałam, że z powodu nie płacenia rachunków za wodę przez jedną z kabackich spółdzielni SPEC odłączył kilka budynków od wody ciepłej. Jak widać, przez pomyłkę nasz budynek też odłączyli. Bareja po prostu.

Woda oczywiście do nas wróciła , ale zastanawiam się, że kiedy jutro będą odłączać tego, który dziś przypadkiem z wodą zostawili, czy znów im się nie pochrzani i nie będzie znów to samo.

Oj, oj, myśli ktoś w tym kraju w ogóle? 😉

Niecenzuralne i w ogóle;)

Kawał bezczelnie przeze mnie skradziony z forum, na którym bywam;)

Wrażliwi , nie czytać;)

Idzie Czerwony Kapturek przez las. Nagle z krzakow wyskakuje wilk – stary
zboczeniec i sie drze:
– HA HA KAPTURKU, Nareszcie cie pocaluje tam, gdzie jeszcze nikt cie nie
calowal !
Kapturek patrzy na niego zdziwiona i mowi:
– Chyba, kurwa, w koszyk…

Kicham, prycham;(

ogólnie mam się średnio. Kuruję się. Nie wiem, czemu, ale większość powrotów kończy się u mnie przeziębieniem. Zmiana klimatu ? Nerwy pod sam koniec, które osłabiły odporność? Nie wiem…

Na pociechę, zupełnie przypadkiem nabyłam najnowszą książkę Haruki Murakami "Wszystkie Boże Dzieci Tańczą". Mniam, mniam. To oczywiście mniam na lekturę;)

Dam znać, jak przeczytam.

Na razie skończyłam "Tylko chłód" , thriller Erici Spindler. Całkiem całkiem, oczywiście w kategori thrillery czytadła, chociaż , niestety, kto jest zbrodniarzem dość szybko się domyśliłam, a nie to, jak sądzę, było zamierzeniem autorki.

Książkowo – „Bella Toskania”…

autorstwa pani Frances Mayes. Wyszłam z założenia, że w podróży najlepiej jednak czyta się o podróżach innych. I trochę podchodziłam do niej, jak do jeża, już ponad rok czekała sobie na półce. Wiem, że chyba trochę się zraziłam po jej innej książce, "Słodka leniwa Georgia". Natomiast ta druga część zapisków z życia Amerykanki na toskańskiej prowincji bardzo mi się spodobała. Lubię takie luźne zapiski, czasem refleksje, czasem coś, co ma nas rozbawić, ot, takie doniesienia, porównanie dwóch światów, często z korzyścią na rzecz tego europejskiego. O dziwo, podobała mi się bardziej, niż się spodziewać mogłam.

Są takie dni, kiedy…

nachodzi mnie zdwojona siła złych myśli…kiedy problemy się nawarstwiają, kiedy to, co udało się chociaż na chwilkę schować , zagrzebać gdzieś na dnie podświadomości wyłazi i domaga się uwagi. Kiedy wszystko widzi się w bardzo kontrastowych czarno białych barwach. I kiedy z przewagą czerni.

Kto ich nie zna…

Zazdrość, brzydka rzecz…

tak w jakiejś reklamie, czy nie Renault? było sobie takie hasło i ono jest bardzo zgrabne.

Zazdrościcie?

Ale tak naprawdę…i czy umiecie się do tego przyznać?.

Pytam, bo z okazji tych naszych podroży usłyszałam kilka razy "ale ci zazdroszczę". CZasem powiedziane, czy napisane w żarcie, ot, na luzie, ale czasem aż kapiące niechęcią. I tak sobie myślę, czemu ludzie umieją się wprost tak przyznać. I czemu w ogóle są zdolni do zazdrości o takie głupoty. Przecież wiadomo, że nie można mieć wszystkiego. W sumie wiele nawzajem o sobie nie wiemy. Kto wie, czego mnie brakuje, a co ma właśnie on? A może tak jest, tylko komuś tam do głowy to nie przyjdzie, że on ma coś, czego mnie na przykład brakuje…

Jestem osobą, która umie cieszyć się powodzeniem, szczęściem, dobrem innych.

Jedyna rzecz, wobec której odczuwam coś na kształt zazdrości, to fakt posiadania przez innych super zdrowia. 

Cassa Rocca…i refleksji kilka jeszcze…

czyli palazzo, jakie mieliśmy okazję oglądać w miniony poniedziałek.

Możecie zobaczyć na necie:

http://www.casaroccapiccola.com/

To dom, w którym nadal mieszkają ludzie. I który można zwiedzać;)

Wyprawy z oprowadzającą osobą są o pełnej godzinie, my trafiliśmy na 13.00. Nie wiedziałam, że będzie to aż tak ciekawe. Oczywiście, że spodziewałam się, że będzie interesujące, ale zrobiło to na mnie dużo większe wrażenie, niż się spodziewałam. Palazzo piękne. I dom szczęśliwy. Przetrwał wojnę! Nawet jest w nich schron, w których w czasie bombardowań chronili się ludzie…Czuło się w nim atmosferę szczęścia, więc staraliśmy się go nałapać jak najwięcej! Na ścianach obrazy, wokół prawdziwie stare meble a nie bazarowe podróby, które cechują tak nowobogactwo. Jednym słowem (mieszka tam bowiem arystokracja), klasę się czuje. W pewnym momencie nawet z pokoju wyszedł właściciel, ukłonił się nam. Bardzo sympatycznie wyglądał. W sztruksowych spodniach, kraciastej koszuli (nie to, żebym spodziewała się fraka, ale fajnie było zobaczyć go tak "po domowemu", a raczej po pałacowemu?:).

W jednej z sypialni, babci własciciela stoi "szczęśliwe łoże". Podobno owa pani wraz z mężem poczęła tam 9 dzieci, z których wszystkie przeżyły, co jak na owe dawniejsze czasy i medycynę nie było wszak taką normą! I podobno łoże ma przynosić szczęście;)

Można dotknąć baldachimu, na szczęście. Oczywiście, że "złapaliśmy" trochę tego szczęścia.

Jeśli kiedyś traficie do Valetty i będziecie mieli ochotę na coś nieco innego, niż tradycyjne zabytki, polecam Wam wyprawę do tegoż domu. Warto , warto!!!

We wtorek ostatnia wyprawa do stolicy, tym razem nadrobiliśmy pominiętą początkowo zbrojownię z Pałacu Wielkiego Mistrza. Wartą odwiedzenia! Zbroje, kopie, szable, kusze, pistolety, armaty…bardzo ciekawe.

I tak wracając zastanawiałam się, czy zapamiętałam wszystkie galerie, które tak mnie urzekły? Czy w mojej pamięci został kazdy piękny balkon wraz z rozśpiewanym kanarkiem wystawionym na werandowanie? Czy wszyscy serdeczni dla mnie ludzie, ci , którzy nas zagadywali, którzy z nami rozmawiali, czy będę ich pamiętać nawet za lat wiele? Mam nadzieję, wszak z naszych wspomnień również składa się nasze życie…

Malto, dziękuję Ci, że przyjęłaś nas tak gościnnie. Że pokazałaś wszystkie swe piękne, ciekawe, zaskakujące miejsca. Że ujęłaś serdecznością i ciepłem swych mieszkańców.

Spotkania przypadkowe…

wczoraj zupełnie przypadkiem poznałam ciekawą osobę. Pani była odprowadzana na lotnisko przez siostrę, która mieszka na Malcie, a raczej będzie, bo na razie wraz z mężem nabyli ubiegłowieczne, a może i starsze "palazzo"…remontują. Jej siostra wracała do Polski. I tak się z nią zgadałyśmy. Tym bardziej, że przyszło nam czekać 5 godzin na nowy samolot, a potem jeszcze 3 godziny lotu…P. poszedł na sąsiednie fotele podrzemać, a my rozmawiałyśmy. rzecz niezwykła, jakbyśmy znały się od lat. W samolocie mrok, charakterystyczny szum, a u nas krążyły opowieści, wspomnienia, historie gotowe na scenariusze. Fajne są takie spotkania. Pani wzięła nawet od nas numer telefonu. Nie wiem, czy się odezwie. Ale miło było pogadać z kimś, dzięki czemu te godziny oczekiwania aż tak męczące nie były…i miło było poznać kogoś interesującego, z kim, mimo, że dzieliło nas trochę lat, rozmawiało się tak ciekawie.