takie tam moje refleksje po Pielgrzymce Papieża Benedykta XVI w Polsce.
Po pierwsze, okazał się bardzo ciepłym człowiekiem. Chyba dużo bardziej, niż się spodziewałam widząc go w TV do tej pory.
Po drugie, chyba też sam się bardzo bał tej wizyty. I , jak sądzę, okazuje się, że jednak wyszło dobrze. Dużo lepiej , niż się spodziewać mogliśmy. I my i On.
Po trzecie, nie usiłował na siłę naśladować Jana Pawła II i to mi się podobało. Był sobą. Pozostał sobą. Co bardzo cenię w ludziach. To, kiedy nie usiłują na siłę zagrać "fajniejszych, lepszych, milszych, bardziej wypasionych", niż są…
Po czwarte, zabrakło mi trochę wyraźnego stanowiska w kierunku sekty, ale to rozumiem, że załatwia się niekoniecznie publicznie. Ale czekam na wyraźną reakcję z Jego strony.
Powiem też coś, co pewnie wszyscy wiemy, ale co tam, rzucę sobie truizmem. Polacy są jednak najbardziej gościnni na świecie;))
