wracam ja sobie nic nie podejrzewając do domu i włączam komputer, a tu email. Email od matki. Nie, nie mojej. Moja nie wysła do mnie emaili, mamy na szczęście bliższy kontakt;) Nie matka Polka. Matka Węgierka, obecnie mieszkająca w USA. Zostałam zasypana szczegółami z jej porodu. Z detalami dotyczącymi poszczególnych faz rozwarcia i stwierdzeniem, że poród był 100 razy gorszy, niż kiedykolwiek myślała.
Ups.
Co mnie to w ogóle obchodzi?????? Nic. Cudze porody obchodzą mnie dokładnie tyle, co zeszłoroczny śnieg.
Nic nie odpiszę, bo i co mam niby napisać?
Ale tak sobie myślę…dlaczego są osoby, które uważają, że kogoś takie szczegóły mogą w ogóle obchodzić?? Na szczęście nie mam koleżanek, które zamęćzałyby mnie szczegółami z ich porodówek. Ale jak się okazuje, są panie, które radośnie się wszelkimi szczegółami podzielą…
