Zbytnia szczerość…

wracam ja sobie nic nie podejrzewając do domu i włączam komputer, a tu email. Email od matki. Nie, nie mojej. Moja nie wysła do mnie emaili, mamy na szczęście bliższy kontakt;) Nie matka Polka. Matka Węgierka, obecnie mieszkająca w USA. Zostałam zasypana szczegółami z jej porodu. Z detalami dotyczącymi poszczególnych faz rozwarcia i stwierdzeniem, że poród był 100 razy gorszy, niż kiedykolwiek myślała.

Ups.

Co mnie to w ogóle obchodzi?????? Nic. Cudze porody obchodzą mnie dokładnie tyle, co zeszłoroczny śnieg.

Nic nie odpiszę, bo i co mam niby napisać?

Ale tak sobie myślę…dlaczego są osoby, które uważają, że kogoś takie szczegóły mogą w ogóle obchodzić?? Na szczęście nie mam koleżanek, które zamęćzałyby mnie szczegółami z ich porodówek. Ale jak się okazuje, są panie, które radośnie się wszelkimi szczegółami podzielą…

Porządki na blogu…

dopieszczam bloga;) Wreszcie znęciłam się na założenie kilku kategorii. Szkoda, że uzupełnianie w starych wpisach jest takie czasochłonne, bo , przyznam się, nie chce mi się poprawiać daleko wstecz. Ale od tej pory będzie schludniej na tym moim dzienniku codzienniku;)

„Blondynka na Kubie” Beata Pawlikowska…

lubię czytać opowieści z podróży Beaty i podobają mi się teraz, kiedy są wydawane na kolorowym papierze, z ciekawymi zdjęciami (aczkolwiek waga wzrosła i na przykład w momencie zastanawiania się nad książką na wyjazd ta akurat przegrała w przedbiegach). "Blondynka na Kubie" opowiada o kraju, który od pewnego momentu intryguje mnie i nęci, a już od kiedy obejrzałam "Buena Vista Social Club" kusi coraz wyraźniej. Czyta się szybko, zdjęcia ogląda z przyjemnością , polecam.