autorstwa pani Frances Mayes. Wyszłam z założenia, że w podróży najlepiej jednak czyta się o podróżach innych. I trochę podchodziłam do niej, jak do jeża, już ponad rok czekała sobie na półce. Wiem, że chyba trochę się zraziłam po jej innej książce, "Słodka leniwa Georgia". Natomiast ta druga część zapisków z życia Amerykanki na toskańskiej prowincji bardzo mi się spodobała. Lubię takie luźne zapiski, czasem refleksje, czasem coś, co ma nas rozbawić, ot, takie doniesienia, porównanie dwóch światów, często z korzyścią na rzecz tego europejskiego. O dziwo, podobała mi się bardziej, niż się spodziewać mogłam.
Są takie dni, kiedy…
nachodzi mnie zdwojona siła złych myśli…kiedy problemy się nawarstwiają, kiedy to, co udało się chociaż na chwilkę schować , zagrzebać gdzieś na dnie podświadomości wyłazi i domaga się uwagi. Kiedy wszystko widzi się w bardzo kontrastowych czarno białych barwach. I kiedy z przewagą czerni.
Kto ich nie zna…
Zazdrość, brzydka rzecz…
tak w jakiejś reklamie, czy nie Renault? było sobie takie hasło i ono jest bardzo zgrabne.
Zazdrościcie?
Ale tak naprawdę…i czy umiecie się do tego przyznać?.
Pytam, bo z okazji tych naszych podroży usłyszałam kilka razy "ale ci zazdroszczę". CZasem powiedziane, czy napisane w żarcie, ot, na luzie, ale czasem aż kapiące niechęcią. I tak sobie myślę, czemu ludzie umieją się wprost tak przyznać. I czemu w ogóle są zdolni do zazdrości o takie głupoty. Przecież wiadomo, że nie można mieć wszystkiego. W sumie wiele nawzajem o sobie nie wiemy. Kto wie, czego mnie brakuje, a co ma właśnie on? A może tak jest, tylko komuś tam do głowy to nie przyjdzie, że on ma coś, czego mnie na przykład brakuje…
Jestem osobą, która umie cieszyć się powodzeniem, szczęściem, dobrem innych.
Jedyna rzecz, wobec której odczuwam coś na kształt zazdrości, to fakt posiadania przez innych super zdrowia.
