Wczoraj odwiedziliśmy malownicze miasteczko portowe Marsaxlokk (wymowa Marsaszlok). Kolorowe łodzie kołyszące się na wodzie i gwar dochodzący z kafejek i miejskiego targowiska tworzyły tak zwany klimat. Łodzie są tu przepyszne, kolorowe, malowane na kolory żółty, czerwony, niebieski, zielony a prawie na każdej z nich po obu stronach burty są "Oczy Ozyrysa" mające odpędzić złe. Na wodzie wyglądają cudownie. Łodzie, nie oczy, rzecza jasna:0)
Następnie pojechaliśmy zobaczyć grotę, w której znaleziono szczątki zwierząt sprzed 10 tysięcy lat i więcej i kości człowieka sprzed 5 tysięcy lat. To Ghar Dalam, czyli Jaskinia Ciemności. Robi wrażenie. Byliśmy jedynymi zwiedzającymi (oto, co znaczy pojechać gdzieś poza sezonem). Obecnie w jaskini rozgościły się wróble. Załozyły tam kolonię , w obecnej chwili chyba młode się im wykluły, bo popiskiwanie słychać i ogólne ptasie zaangażowanie.
Późnym popołudniem odbyliśmy wycieczkę na północ, i skraj wyspy, gdzie oglądaliśmy Zatokę Świętego Pawła, Czerwoną Wieżę (dawniej strażnicę), popatrzyliśmy na przeprawę promową na Gozo.
Wracając, postanowilismy zobaczyć figurkę Matki Boskiej , która jest nieopodal jedengo z klifów na północy…tam zobaczyliśmy coś bardzo poruszającego. Coś, co mnie ogormnie wzruszyło. Dobra, przyznam się, że do łez…
Otóż, kiedy dojechaliśmy i wyszliśmy z auta, P. fotografował figurkę, a ja zauważyłam, że w litej skale podłoża jest wmontowana jakaś tablica. To tablica, którą poświęcił tragicznie zmarłemu synowi ojciec. Tabliczka jest po angielsku, ale tak ciepło, tak napisana z uczuciem,że trudno chyba nie zareagować…ojciec prosi w niej o modlitwę za syna, który , o rok ode mnie młodszy, zginął na klifie w 2000 roku…ojciec napisał, że nigdy nie zapomni jego uśmiechu, uczucia, miłości…
Zerknęliśmy w dół klifu …rzeczywiście, w dole zmiażdżona kupa metalu, która zapewne była autem owego syna. Od razu naszło nas wiele myśli, pytań…szczególnie mnie…nie wyobrażam sobie bowiem, jak można tam zginąc. To nie zakręt przy drodze…żeby spaść z owego klifu naprawdę trzeba się postarać. Czy więc ów syn po prostu zrobił to z premedytacją?? Ale jakże można odebrać sobie życie, skoro ktoś inny do końca życia będzie cierpiał? Czy to możliwe, że nie wie się , że jednak jest ktoś, kto mógłby po nas płakać?
P. wysnuł teorię, że może było to jakieś letnie szaleństwo, być może pod wpływem alkoholu, wraz z innymi młodymi ludźmi, może jakiś idiotyczny w tym momencie zakład o to, że "pokażę wam ,jak się hamuje?" …nie wiemy, nie wiemy, kim był ten młody człowiek i co pchnęło go do tego, aby w letni, lipcowy dzień milenijnego roku spaść z klifu i pozostawić kogoś w rozpaczy. Do tego stopnia, że zostawia on tabliczkę upamiętniającą ten dzień.