Wypożyczyliśmy auto i zwiedzamy. Po pierwsze, podziwiam mojego P. Wcale nie jest łatwo przestawić się na ruch lewostronny, a wiedzą to na pewno Ci, którzy gdzieś tam sobie tym lewostronnym ruchem już jeździć próbowali. Ale jeździmy.
W poniedziałek jeszcze nie autem, ale autobusem, pojechaliśmy na pokaz Delfinów. Najpierw był pokaz lwów morskich, ale na to nie zdążylismy i widzieliśmy końcówkę. Na pokaz Delfinów trzeba było poczekać pół godziny. Poszliśmy więc obejrzeć papugi i gady, a następnie widząc, że można już wchodzić na teren, na którym odbędą się pokazy Delfinów, weszliśmy. W basenie pluskali się dwaj gwiazdorzy:) Mówię gwiazdorzy, bo widząc nas i parę jeszcze osób, które też już nadeszły, Delfiny wyraźnie zaczęły się popisywać i pozować do zdjęć. Łobuzy;)) wystawiały się do połowy i zalotnie układały płetwy, bądź przewracały się na plecy. Bardzo to było zabawne i mieliśmy przy tym wiele uciechy.
Potem w przewodniku Gazety Wyborczej, wyczytałam , że Delfiny zostały sprowadzone na Maltę z upadającego ZOO w byłym ZSRR. Myślę, że są tu całkiem szczęśliwe.
We wtorek autem pojechaliśmy do Mdiny (jak wymawia się po maltańsku "Imdiny"). To miasto, którego historia sięga podbojów arabskich. Miasto niezwykłe, skansen, w którym żyją ludzie. Kiedy my spacerowaliśmy mijali nas ludzie wracający z zakupami, czy dzieciaki, które właśnie skonczyły lekcje.
Miasto pięknie zachowane. w ogóle, jak na razie , te zabytki, które widzieliśmy , są w świetnym stanie. Zadbane, widać, że troszczą się o nie.
W Mdinie są więc budynki z rozmaitych lat, szczególnie piękne włoskie Palazza (Patekku, myślę, że podobały by Ci się). Miasto otoczone warownymi murami, wszak Mdina była pierwotną stolicą wyspy.
Oczywiście i tam widzieliśmy koty. Jeden, biały, dość upasiony Kot, stanął pod prawdopodobnie oknem kuchennym swojej pani i głośno miaucząc domagał się otwarcia okna, zapewne w celu spożycia miseczki mleka, czy innych kocich przysmaków. Niestety, okno pozostawało przymknięte (pani być może była w innym pokoju lub rozmawiała przez telefon?), a kocia rozpacz stawała się coraz bardziej miaukliwie słyszalna. Mam nadzieję, że w końcu zwrócił jednak uwagę swojej pani.
Wczoraj odbyliśmy następną wyprawę. Tym razem do niesamowitych miejsc. Dwóch megalitycznych Świątyń Hagar Qim i Mnajdra. Pochodzenia Mnajdry datuje się UWAGA UWAGA na 3700 r. p.ne.e! a jest o 900 starsza od Hagar Qim! Mówię Wam, to robi wrażenie znaleźć się wśród TAKIEJ historii ludzkości…..
Najpierw zwiedzaliśmy Hagar Qim, a potem Mnajdrę. Mnajdra jest nieco mniejsza. Ostatnie badania dowodzą, że prawdopodobnie spełniała ona funkcję kalendarza, podobnie, jak słynne Stonehenge.
Tak, czy siak, wrażenie niezwykłe. Zachowane w dobrym stanie, jak na upływ czasu, oczywiście. Chociaż, o czym poinformowała nas dziewczyna, która pod koniec zwiedzania poprosiła o wypełnienie ankiety, są plany ochorny zabytków. Być może nad nimi powstaną namioty, chroniące je zapewne przed szkodliwym wpływem słońca?
Potem pojechaliśmy zobaczyć klify , Dingli Cliffs, które są najwyższym punktem Malty, 250 i widoki, jak to z klifów , bardzo niezwykłe!
Następnie P. bardzo chciał zobaczyć przedziwne koleiny, zwane Clapham Junction. Te koleiny powstały prawdopodobnie pod wpływem wozów o kamiennych kołach, którymi miejscowa ludność woziła kamienie na budowę domów…konkretnie nie wiadomo. Same koleiny trudne do znalezienia. I dojazd nieoznakowany (oznakowania na Malcie są fatalne generalnie, trudn trafić drogą, nawet do zabytków), i potem na rozległej przestrzeni je znaleźć-niełatwo! Ale, znalazł się miejscowy rolnik na emeryturze, który zobaczył parę Anglików i nas, którzyśmy tam nadjechali i zaproponował, że nam je pokaże. I dobrze, bo znaleźć ich samych łatwo by nie było. Przy okazji zrywał roślinki i objaśniał, co jest czym, między innymi tymianek (ale pachnie!).
Po pokazaniu kolein zaproponował, że pokaże nam również jaskinie zwane Cave Dwellings. Tam mieszkali ludzie, zanim przenieśli się do budowanych domów.
Tak całkiem bezinteresownie pan nas nie oprowadzał, bo nie wzgardził małym "napiwkiem", ale uznaliśmy, że mu się należy, bo tych jaskiń, to już kompletnie byśmy nie znaleźli, trzeba było wiedzieć, dokąd iść i którędy, a ciekawe to było.
Kończę i dziękuję Wam za miłe wpisy. Pozdrawiam wszystkich serdecznie!
ps. Spacerku, moja Mama doniosła mi, że czeka już na mnie pocztówka z Pragi;) Mam nadzieję, że moja szybko dojdzie.
