Garstka obserwacji…

No i zrobiło nam się lato.Czy wspominałam Wam, że zapomniałam wziąć sandały? No więc tak, zapomniałam;)

Ale , co tam. Na zwiedzanie i tak zawsze zakładam adidasy.

Donoszę wieści. Lubią tu koty. Koty są dokarmiane. Na progach domów stoją miseczki z wodą i kocią karmą. Nie wiemy, czy karmi się tak koty domowe, które wypuszczają się za swoimi sprawami, czy też obce, ale najważniejsze, że nie widzieliśmy tu ani jednego wychudłego, czy zabiedzonego kota, co niestety miało miejsce na przykład w Grecji.

Popołudniami chodzimy na spacery starymi uliczkami Sliemy. Wczoraj młoda dziewczyna zamykała okno na galerii i widząc nas uśmiechnęła się do nas serdecznie. Tak nam się miło zrobiło.

Dziś tak się rozpędziliśmy, że zrobiliśmy sobie megaspacer, aż do portu w Msidzie. Fajny widoczek, jachty za miliony, a obok nich dziadziuś łowiący sobie rybki (nie sądzę, że w portowej okolicy cokolwiek się mu złowiło;). W ogóle, to sporo tu dziadziusiów i babć, starszych osób, są one bardzo zadbane, jeśli nawet w skromnym ubraniu, to czystym, dziadziusie mają kapelusze, czy odprasowane w kancik spodnie (to zapewne dzięki babciom).
Dziś włócząc się po uliczkach dopadłam niezły napis na ścianie, wisi sobie i przypomina, że Malta to kraj katolicki, a brzmiał on "Did you thank to God today?".

Widać sporo ludzi , którzy przyjechali tu na naukę języka angielskiego. Dziś w autobusie , wracając ze spaceru do portu, widzieliśmy grupkę Japończyków, którzy najpierw sami ze sobą rozmawiali po angielsku, a potem zaczepili siedzącą naprzeciw nich dziewczynę pytając się, iloma językami ona włada. Kiedy dowiedzieli się, że trzema ochom i achom nie było końca. Aż czekałam, że zaczną się jej kłaniać.

A propos autobusów komunikacji miejskiej. Jeżdżą tu takie starocie, że czasami czujemy się , jak w muzeum aut dawnych. Mają spokojnie ze czterdzieści lat, a rekordziści i pięćdziesiąt mieć mogą. Niezłe są też na nich napisy, na przykład "Baby think it twice" albo coś w ten deseń.

Są też autobusy nowocześniejsze, ale szczerze mówiąc, ciągle ich mało. Zastanawialiśmy się dziś, że osoby niepełnosprawne, czy chociażby matki z dziećmi , nie mogą się po mieście poruszać. Smutne to.

Jeżdżą więc pewnie autami, których nie brakuje, co widać było dziś, kiedy wracaliśmy do nas autobusem. W przeciwną stronę wracali do Valetty , zapewne po weekendzie , korek był ogromniasty. Auta zaś również i nowsze i stareńkie tak, że czuję się, jak w wyżej wspomnianym muzeum.

To taka garstka obserwacji dla Was, mam nadzieję, że się spodobają.

Pozdrawiam!