czasem robię…ale nie umiem, taka jestem. Zbyt skomplikowana, aż dla siebie samej, stąd moje wieczne problemy, emocjonalne, z ludźmi itd.
Na przykład, kiedyś tam wspominałam na blogu o J. Ponieważ poznałyśmy się na pewnym forum po moich sparzeniach się na tak zwanych przyjaciołach, więc jako przyjaciółki jej nigdy nie rozpatrywałam. Ale bardzo fajna to znajomość była. Spotykałyśmy się i z dziewczynami (niestety, babskie li i jedynie tamto forum było i to chyba był problem) z tamtego forum i same na babskie ploteczki i z naszymi mężami, którzy chyba też się polubili. W ogóle, wydawało mi się, że się polubiliśmy i cieszyliśmy się z P.,że mamy nowych znajomych. Niestety, radość trwała niezbyt długo i jednak się ta znajomość urwała. Z jej strony. My próbowaliśmy. Jednak ja mam taką cechę, że nie lubię grać do jednej bramki i jeśli ktoś wyraźnie się miga, to nie męczę go, daję mu spokój. Ale, było mi bardzo przykro. Lubiłam J. i wczoraj , wysłałam jej sms z życzeniami, a co tam…ona mi na Święta wysłała, więc się zrewanżowałam. Odpisała mi bardzo miło , i rzuciła hasło "a może się kiedyś spotkamy". I co? Logika może nakazywałaby odpisać, pewnie, a kiedy? I umówić się…problem jednak w tym, że przymiotnik logiczna, to taki, którym mnie osobiście nie często da się określić. Cóż bowiem zrobiłam ? Ano, ponieważ te 3 lata temu, kiedy czułam, że się nasza znajomość rozwala, właśnie tak to się odbywało, a więc zapewnienia, że "musimy się spotkać", z których to nic nie wynikało, więc byłam przekonana, że i tym razem jest to zwodzenie mnie, takie japońskie "spotkajmy się", z którego nic nie wynika. I chociaż P. namawiał mnie, żebym napisała do niej, że fajnie, to niestety…nie dość, że czekałam z sms do dziś, to odpisałam miło i w ogóle, ale nic o spotkaniu nie wspomniałam. To nie jest tak, że chcę, żeby mnie teraz błagała o spotkanie, czy coś, wiem, że tak nie będzie…ale ten strach, że wtedy znowu (chociaż obiecywałam sobie, że tak nie będzie), dałam się nabrać, zaufałam, że tym razem jakaś fajna znajomość z tego wyniknie, a potem wyszło, jak wyszło…to sprawiło, że teraz podejrzewałam, że znowu to takie niezobowiązujące hasło, po którym ja będę mieć nadzieję, a nic z tego nie będzie.
Ot i już. I poszedł sms, a ja się rozryczałam. Głupek ze mnie.