mam 30 lat, a naiwna, jak dziecko.
Dziś już dostałam emaile od M. Po pierwsze , co chociaż pocieszające, raz jeszcze podziękowała mi, że mogła mi się wyżalić, wygadać i że jej napisałam te moje odpowiedzi. Ale, ale…ale oczywiście, niepotrzebnie aż tak się przejmowałam, bo już zaczęli rozmawiać i ona chce , żeby dali ich związkowi kolejną szansę. Kolejną i to ona będzie dawać, bo facet się nie poczuwa.
A już sobie tyle razy obiecywałam, że po takim jej alarmującym emailu mam odczekać i nie przejmować się aż tak, tylko spokojnie odpisać za parę dni, kiedy oni już są pogodzeni?
No więc, od dziś obiecuję sobie, że tak będzie.
Howgh.
Nie mam już siły.
Dobrze chociaż, że P. widząc mnie wczoraj w naprawdę kiepskim stanie wymusił na mnie solidny spacer. Wiosną i latem wychodzimy na spacery prawie codziennie, ale wczoraj miałam taki stupor. Jednak mnie pogonił do wyjścia i dobrze. Przy okazji zobaczyłam, że w tych naszych kabackich knajpkach życie wieczorno towarzyskie wre. No i pewnie. Przynajmniej jest z przyjaciółmi gdzie pójść wina, czy piwa się napić. Czy soku, w wersji bez procentów;)