powoli zbliżał się majowy weekend. Te 20 lat temu końcówka kwietnia była ładna, prawdziwie wiosenna, a więc wraz z dzieciakami szaleliśmy na dworze. Ani nam do głowy przyszło (komu przyszło?) , że w tym samym czasie gdzieś tam pęka sobie atomowy reaktor. Uwalnia się śmierć.
W następnych dniach wiele nie pamiętam. Wiem, że rodzice rozmawiali z zatroskaniem. Nam, dzieciakom, wtedy wydawało się to dość nierealne, raczej postrzegane w kategorii wątpliwej (teraz to wiem), ale jednak atrakcji…pamiętam kolejki po płyn Lugola.
Potem właściwie nie pamiętam zbyt dużo. Jak się ma 10 lat, to takie sprawy nie zaprzątają ci głowy.
To wraca, kiedy teraz coraz więcej słyszy się o kłopotach, które dotykają wtedy moich rówieśników. Kłopotów ze zdrowiem, z zajściem w ciążę, o tak częstych poronieniach. Znak czasów? niezdrowych, zabieganych? czy jednak wpływ tamtego kwietniowego dnia, kiedy mieliśmy tego pecha, że żyliśmy w bloku zakłamanej komuny, która człowieka traktowała , jak bydło, któremu nie należy się rzetelna informacja, nawet czasem ta niemiła?
Gdyby nie Mikołajki , a potem radio zachodnie i ogólnie zachodnie media, przecież nic byśmy nie wiedzieli.
Moja Ciocia, siostra Mamy, opalała się tego dnia lub może następnego. Była młodą dziewczyną i wtedy szalała za słońcem. Poszła więc się poopalać , bo słońce kochała a pogoda akurat, jak wspominałam, tego dnia wspaniale dopisałam. kiedy wróciła, wujek podobno zażartował "Wiesz, coś ci to słońce zaszkodziło, jesteś zielona"…
Ciocia nie żyje od prawie 8 lat (w tym maju mija rocznica)…rak. Który być może nie uaktywniłby się, gdyby ktoś z naszych władz ostrzegł ludzi, aby starali się jak najmniej na dworze czasu spędzać. Czy to by coś pomogło? Nie wiem, być może nie, ale i swiadomość, samopoczucie mielibyśmy wszyscy lepsze…
Ot, takie moje reflekscje z okazji 20 rocznicy awarii reaktora atomowego w Czarnobylu…