Dzień fatalnych wiadomości;(((((((

Dziś jest paskudny dzień, paskudny…zewsząd dowiadywałam się złych, smutnych, przygnębiających wieści.

Najpierw wyczytałam na blogu koleżanki, że czeka ją centrum onkologii i operacja….strasznie się tym zdnerwowałam…potwornie.

Następnie po przyjściu do domu wieczorem dostałam email od koleżanki, która napisała mi, że jej brat trafił do szpitala z guzem na płucach;( nie wiedzą, czy to gruźlica, czy coś innego…:(

Teraz, dosłownie przed sekundą, sms od przyjaciółki z Australii…pisze, że coś się złego dzieje, ma kłopoty i napisze mi dziś długi email…

Nie przerabiam…zbyt mnie to martwi, dotyka, przejmuję się. Tak chciałabym im pomóc? I co? NIC…tak to przynajmniej czuję. Czy fakt, że obiecam im, że się za nich pomodlę, że wierzę, że wszystko będzie dobrze , na pewno będzie dobrze, czy to im pomoże??

20 lat temu miałam 10 lat…

powoli zbliżał się majowy weekend. Te 20 lat temu końcówka kwietnia była ładna, prawdziwie wiosenna, a więc wraz z dzieciakami szaleliśmy na dworze. Ani nam do głowy przyszło (komu przyszło?) , że w tym samym czasie gdzieś tam pęka sobie atomowy reaktor. Uwalnia się śmierć.

W następnych dniach wiele nie pamiętam. Wiem, że rodzice rozmawiali z zatroskaniem. Nam, dzieciakom, wtedy wydawało się to dość nierealne, raczej postrzegane w kategorii wątpliwej (teraz to wiem), ale jednak atrakcji…pamiętam kolejki po płyn Lugola.

Potem właściwie nie pamiętam zbyt dużo. Jak się ma 10 lat, to takie sprawy nie zaprzątają ci głowy.

To wraca, kiedy teraz coraz więcej słyszy się o kłopotach, które dotykają wtedy moich rówieśników. Kłopotów ze zdrowiem, z zajściem w ciążę, o tak częstych poronieniach. Znak czasów? niezdrowych, zabieganych? czy jednak wpływ tamtego kwietniowego dnia, kiedy mieliśmy tego pecha, że żyliśmy w bloku zakłamanej komuny, która człowieka traktowała , jak bydło, któremu nie należy się rzetelna informacja, nawet czasem ta niemiła?

Gdyby nie Mikołajki , a potem radio zachodnie i ogólnie zachodnie media, przecież nic byśmy nie wiedzieli.

Moja Ciocia, siostra Mamy, opalała się tego dnia lub może następnego. Była młodą dziewczyną i wtedy szalała za słońcem. Poszła więc się poopalać , bo słońce kochała a pogoda akurat, jak wspominałam, tego dnia wspaniale dopisałam. kiedy wróciła, wujek podobno zażartował "Wiesz, coś ci to słońce zaszkodziło, jesteś zielona"…

Ciocia nie żyje od prawie 8 lat (w tym maju mija rocznica)…rak. Który być może nie uaktywniłby się, gdyby ktoś z naszych władz ostrzegł ludzi, aby starali się jak najmniej na dworze czasu spędzać. Czy to by coś pomogło? Nie wiem, być może nie, ale i swiadomość, samopoczucie mielibyśmy wszyscy lepsze…

Ot, takie moje reflekscje z okazji 20 rocznicy awarii reaktora atomowego w Czarnobylu…