z Merlina. Te, które zamierzałam rozważać, jako książki wzięte na wyjazd. I? I…i jestem w punkcie wyjścia;) Pierwsza , "List od zabójcy bez znaczenia" Somozy jest cieniutka, jak menu w restauracji (na pewno ciekawa, ale jak znam siebie, przeczytam ją szybciutko). Druga to "TO" Kinga. Czytałam to równo 15 lat temu i rozmyślałam, czy nie wziąć na wyjazd. Ale ta z kolei ma gabaryty średniej wielkości cegiełki…heh…i co ja wezmę na wyjazd??
Zastanowienie się…
czytam niektóre blogi i widzę, że ludzie mają naprawdę duże problemy…choroby , poważne choroby bliskich, inne problemy, czasem nie nazwane. A ja tu na sąsiadów się skarżę. Aż mi się głupio zrobiło;/
ps. co nie oznacza, że też nie mam swoich zmartwień…
