Koszyczek ze Święconką…
Po spotkaniu z Kabatczykami…
i znowu wczoraj kolejne spotkanie Kabatczyków, jak my to nazywamy, czyli ludzi z forum o Kabatach, miejscu, w którym teraz mieszkamy.
Fajnie, że jednak tej grupie ludzi udaje się raz na jakiś czas wygospodarować swój wolny czas i spotkać razem. To jest fajne. Tym razem oprócz "stałej ekipy", jak ja to nazywam, były dwie nowe dziewczyny. Razem było nas dziesięć osób, więc uważam, że całkiem sporo.
Nie wiem, może to przez to, że już tak wiosennie, ale bardzo mi się wczoraj podobało. Zawsze jest OK, ale jeszcze miesiąc temu na spotkanie przybyłam w puchowej kurtce i ciepłym swetrze, a teraz w kurteczce i lekkiej apaszce na szyi. Czuć różnicę i mój nastrój od razu lepszy.
Z jedną z dziewczyn umówiłyśmy się na wymianę pocztówek w maju. Ja jej z Malty, a ona mi wyśle ze Szkocji;)
Poskarżyliśmy się im na nasze problemy z sąsiadami.
Nie chcę o tym pisać na blogu, bo już dosyć nerwów przez nich tracę w realu. Wiem, że moje ostatnie doły wynikają również z tego, że mamy tak wstrętnych i uciążliwych sąsiadów.. Jedną z opcji (choć przyznaję, że najgorszą i najmniej ciekawą w tym momencie) jest nawet opcja wyniesienia się stąd. Tylko, że dlaczego my mamy się wynosić a nie oni? Hę? jak to powiedzieliśmy wczoraj, to się ludzie oburzyli i nawet mówili, żebyśmy się nie wynosili. Tak to im szczerze wyszło, że bardzo mnie pocieszyli i jakoś to mnie chociaż na chwilkę podniosło na duchu…
