No, niestety, nie zawsze. Pamiętacie, jak narzekałam na reklamę karty kredytowej i wielkiego zachwytu, że niby to udało się powalić na ziemię byłego efektem, jaki się wywołało ? (Błeeee…)
Obecnie reklama, która mnie irytuje, to reklama, a co , nie zrobię im reklamy:) marki francuskiego samochodu.
Najpierw w teście zderzeniowym widzimy wielką, grubą kiełbasę (ach, jakaż subtelna aluzja do niemieckich aut;) , buuum, kiełbaska rozwala się oczywiście w drobny mak! Następnie do testu zderzeniowego podchodzi Maki i oto znowuż ten japonski przysmak zapewne w intencji autorów reklamy symbolizujący auta japońskie, rozwala się na kawałki. Ale kiedy ze ścianą zderza się bagietka oto okazuje się, że owszem zgniata się, ale jej miękkość pwooduje, iż odbija się bez problemu , oczywiście nie uszkodzona. W odbiorcy reklamy zapewne ma to wywołać wrażenie, iż tylko francuskie auta są super i bezpieczne, hmmmm….we mnie nie wywołuje. Wywołuje natomiast coś takiego….
FUUUUJJJJJJ!!!!!!! FUUUUJJJJJ za stereotypy i miałkość przekazu….
Brakuje mi jeszcze rozwalającego się makaronu (Włosi też produkują auta) albo wielkiego hotdoga lub może nawet wyspiarskiego puddingu.
A podobno ostatnio Chińczycy wysyłają do Europy auta , to może i miseczki ryżu.
Coś czuję, że następnym razem powinnam napisać coś o reklamie, która mi się podoba.
Ostatnio, to są niezmiennie reklamy , w których występuje Kabaret Mumio;)