Roztrzęsło mnie…
Jednak bardzo biorę na siebie kłopoty, zmartwienia innych…
Jestem świeżo po lekturze listu od przyjaciółki z Australii. Oczywiście znów kłopoty z mężem. A jak by ich mogło nie być, skoro z tym małżeństwem, to było losowanie? Czy znając kogoś emailowo i przez kilka tygodni, kiedy się z nim było na wakacjach można zadecydować "Tak, to ten, na dobre i na złe". Aczkolwiek znam kogoś, kto po 2 dniach się zdecydował i właśnie żyje z mężem już ponad 40 lat i jest szczęśliwy, to nie wierzę w powszechność takich szczęśliwych rozwiązań.
A najgorsze, że M. dla tego dupka zostawiła kogoś bardzo fajnego i wartościowego. Wiem, bo z P. poznaliśmy jej eks, kiedy przyjechał po rozstaniu do Polski. Fajny , rozsądny, z poczuciem humoru chłopak, który przede wszystkim KOCHAŁ M. Ten jej obecny mąż, to egoista pierwszej wody, przy, niestety, dużych skłonnościach do znęcania się psychicznego. Widziałam to przed Ślubem.
Ile to przegadałyśmy minut te 3 lata temu, kiedy zrywała zaręczyny z R… Jaką jednak wtedy miałam nadzieję, że się nie zdecyduje na ich zerwanie. A jednak zerwała. I postawiła wszystko na jedną , bardzo niepewną kartę. Jestem jej przyjaciółką, więc jeszcze potem po prostu miałam nadzieję, że to ja uprzedziłam się do T. , jej nowego faceta, który szybko stał się jej mężem, że może to moje niepotrzebne podejrzenia. I że wolałabym, żeby tak było. Niestety, wszelkie znaki na ziemi i niebie, a także reakcja jej rodziców, i przyjaciółki, którą przy tej okazji tam straciła, powinny mi pokazać, że nie wymyślałam sobie, że nie jest dobrze.
I nie jest.
Moja przyjaciółka jest w toksycznym, bardzo niebezpiecznym dla jej psychiki związku.
Te zmiany na gorsze widzę już od samego początku.
Teraz to się pogłębia. Nie ma już mojej "starej " M. Jest nowa. Która mi się prawdę mówiąc dużo mniej podoba. Bo ma mówić, co on jej każe, czy na co pozwoli. Bo może założyć taką sukienkę, jaką on jej pozwoli.
Bo nie może widzieć się z siostrą, której on nie znosi, jeśli on jej na to nie pozwoli.
Najgrosze, że mieszkamy ŚWIAT od siebie. To nie Warszawa, że umówiłybyśmy się w naszej przytulnej kabackiej restauracyjce na pyszną kawę i przegadały sprawy…
W dodatku, pan i władca, cenzor numer jeden, od 2 lat siedzi sobie przy każdej rozmowie telefonicznej, jaką ona do mnie wykonuje.
Młoda, śliczna, niegłupia dziewczyna, ucząca się i robiąca karierę, a z drugiej strony zniewolony stwór.
Jak jej pomóc??????
Po dzisiejszym emailu widzę, że są tam również inne poważne sprawy, problemy, które są na serio poważne……….
Czuję się bezradna…