„Kwas siarkowy”…

Wczoraj skończyłam "Krętkę Bladą" Chmielewskiej. W sumie, stwierdziłam, że chyba zbyt po macoszemu ją wczoraj potraktowałam. Powiedzmy, że nie było aż tak źle, jak na początku mi się wydało. Owszem, nie jest to stara, dawna Chmielewska, ale jednak nie było najgorzej.

Za to teraz zaczęłam najnowszą książkę Amelie Nothomb, "Kwas Siarkowy" opowiadającą o makabrycznym pomyśle jednej ze stacji telewizyjnych, a mianowicie , stworzeniu reality show o konwencji obozu koncentracyjnego, do którego zapędzani zostali złapani na ulicy ludzie, a widzowie oglądają ich życie, w którym nie ma miejsca na godność.

Nie ma co ukrywać, że pomysł niezwykły, ot, pokazanie ludziom tego, że reality show zataczają coraz bardziej absurdalne kręgi szukając coraz bardziej śmiałych tematów, coraz bardziej wyzywających uczestników i usiłujących wzbudzić w widzach jak najwięcej emocji. Można oczywiście na nie psioczyć, ale przecież te reailty show są właśnie dlatego, że ktoś je ogląda.

I oto, ktoś jest chętny do oglądania obozu koncentracyjnego, z jego brutalną rzeczywistością, z walką o życie każdego dnia, z kapo i więźniami.

Książkę dopiero zaczęłam, więcej napiszę po lekturze.

Oświecenie…

Wpis Provence w wątku o książkach przypomniał mi coś. Otóż, pamiętam, jak bardzo przeżyłam swoją pierwszą podróż na Kretę. To była dla nas obojga w ogóle pierwsza podróż do Grecji, myślę, że od tamtej pory mogę datować swą wielką i niezłomną miłość do Krety właśnie, gdzie narodziła się przecież kultura europejska.

Otóż, tam przeżyłam własne, prywatne, oświecenie, coś w rodzaju iluminacji, która na mnie spłynęła…a miało to miejsce nie w osławionym Knossos, a podczas innej wyprawy do Pałacu a raczej jego ruin, pozostałości pałacu, w Malii.

Stałam tam pośród tych ruin, które na szczęście nie zostały "zmasakrowane", jak te w Knossos, gdzie Evans puścił wodze chyba zbyt wybujałej wyobraźni.

Stałam więc pośród tych ruin, było bardzo mało ludzi, raptem parę osób, zwwiedzało sobie owe ruiny w znacznym od nas oddaleniu, na głowę lał mi się południowy słoneczny żar, cykady cykały, jak oszalałe, a ja wodziłam palcem po znaku , po wyrytym na kamieniu znaku topora…I tam właśnie zrozumiałam jedno. Jestem Europejką. Jestem nią na wskroś. Nie byłabym w stanie zagnieździć się w kraju innego kręgu kulturowego, niż europejski. To nie ksenofobizm, nie, to po prostu bardzo silne poczucie współnależności do tego kręgu kulturowego, którego początki dotykałam sama tam, w ruinach pałacu w Malii…

Tak to nagle wtedy mi spłynęło do głowy, takie moje myśli. Podniosłam głowę, a dookoła nic się nie zmieniło. Inni turyści dalej rozprawiali ten spory kawałek od nas, dalej na głowę z nieba lał się żar, dalej cykady cykały jak oszalałe. A ja już nigdy nie byłam taka, jak wcześniej.

O książkach…

Po książce Caroline Graham przeczytałam "Podtrzymywanie Światła" Jeanette Winterson. I znowuż czegoś mi w niej zabrakło…jakby pomysł był, a po drodze trochę się rozmył autorce.

Za to teraz czytam "Krętkę Bladą" Chmielewskiej. No, niestety, od peenego czasu jej książki czytuję jedynie z sentymentu. Ta jeszcze da się w ogóle kartkować, bo "Bułgarskiego Bloczka" w ogóle nie zmogłam. Jakby leciała na akord. Szkoda. No, ale zawsze pozostają jej wcześniejsze książki, przy których zrywam boki , czy które po prostu lubię i znam niemal na pamięć, jak "Lesio", "Wszyscy Jesteśmy Podejrzani", "Wszystko Czerwone", "Boczne Drogi", cykl o Okrętce i Teresce, czy Janeczce i Pawełku.

Mam własne zdanie i nie zawaham się go użyć;)

To tak "parafrazując" Osiołka w Shreku;)
Refleksja po wczoraj. Mam własne zdanie, co się zdaje się wielu osobom nie zawsze podoba. I co najlepsze, wyrażam je. Wiem, że jest i będzie mi przez to trudniej w życiu, ale szczerze mówiąc, niewiele mnie to obchodzi. Taka jestem, nie zmienię się i już. Już za późno, już za stara jestem na zmienianie charakteru. Na szczęście, są osoby, które to właśnie we mnie cenią…i dobrze, że takie też są.

Nawiasem mówiąc, jak się coś na jednym gruncie poprawia, to na innym się pieprzy, jak to stwierdziła w przybliżeniu Brygida Jonesowa w filmie…U P. zawirowania w pracy. Chłop mi się bardzo stresuje…nie wiadomo, co z tego wszystkiego będzie. A cała sprawa dzieje się już dawno, z tym, że wczoraj wylazły na wierzch pewne jej aspekty, te mniej ciekawe.

I szczerze mówiąc, to jest to, czym się teraz naprawdę przejmuję…

Dostałam od koleżanki kawał:)

i nie jestem podła, żebym tylko dla siebie trzymała;)

W zatłoczonym autobusie stoi lekko zawiany facet,
który co pewien czas mówi głośno: " O ku..a"
Pasażerowie zwracaja mu uwagę, ale on nie reaguje
tylko powtarza swoje.
W końcu kierowca zatrzymuje autobus, podchodzi do
faceta i grozi, ze jeśli nie przestanie to zawiezie go na
policję. Na to facet nachyla się, mówi kierowcy kilka
słów do ucha.
Kierowca pobladł gwałtownie i mówi:" O ku..a! Ja państwa
przepraszam, ale żona tego pana urodziła wczoraj bliźniaki i
dała im na imię Lech i Jarosław.
" O ku..a!" – zgodnie chórem odpowiedzieli pasażerowie.

Po lekturze „Śmierci Pustego Człowieka”…

cóż, nie mogę powiedzieć, że książki Caroline Graham zachwycają mnie, jak Agatha na przykład. Żeby być szczerym, owszem, są dobre, ale dla mnie, tylko dobre. Po pierwsze, potwornie denerwuje mnie Troy i to tak bardzo, że cieszę się, że nie muszę takiego kogoś spotykać w realu , a raczej, że jeśli spotykam, omijam szerokim łukiem. Ja wiem, wiem, że to pewnie oznacza, że autorce udało się stworzyć wiarygodną postać , poruszającą jakieś tam moje emocje i to już jest na plus. Być może. Niemniej jednak w książkach Graham irytuje mnie fakt, że wszyscy tam zdają się być z lekka patologiczni. Ja wiem, że każdy z nas ma swoje zmartwienia, jakieś ukryte problemy itd, ale w jej książkach jest to tak wyeksponowane, że obraz świata tam obecny mnie osobiście zniechęca. Właściwie nie ma tam osób bez jakichś mniej lub bardziej widocznych problemów , czy zmartwień. Rozumiem, że może autorce jest to potrzebne do stworzenia tła do kryminału, ale może właśnie ciekawiej byłoby, gdyby wśród tych problemów czasem komuś coś się udawało? a mimo to był sprawcą mordu na przykład? Hmm…

A może jakoś się czepiam? Kazisi, błagam, nie obrażaj się za ten wpis, ja z tych, co w sercu, to na języku;) Ale mam nadzieję, że nie ucierpi na tym nasza znajomość;))

Spotkanie kabatczyków…

Wybraliśmy się po długiej przerwie. Nasze forum o Kabatach, czyli części Ursynowa, w której mieszkamy (wyjaśniam niezorientowanym w dokładnej topografii W-wy), organizuje co miesiąc spotkania. Dobrą duszą jest chłopak o nicku Rubeus, który całe to towarzystwo ściąga, organizuje i zagania;) A na serio, fajnie jest, że wśród tych lokalnych for , które są na gazecie, zauwazam, że nasze naprawdę regularnie się spotyka. Owszem, widzę, że stały "trzon" jest ten sam, ale dochodzą nowe osoby. Niektóre z nich zostają na stałe, inne już nie wracają, jak to w życiu. My na pierwsze takie spotkanie poszliśmy w grudniu 2004 i tak częściej lub rzadziej, ale jednak zaglądamy. Ostatnio jednak mieliśmy przerwę, długą i już wczoraj bardzo chcieliśmy się wybrać. Dobrze zrobiliśmy, bo poznaliśmy dwie nowe, bardzo sympatyczne dziewczyny.

No i w ogóle, dobrze jest chociaż trochę poznać sąsiadów, tym bardziej, że ja osobiście nie umiem się tu "zagnieździć"…Może ja akurat na to więcej czasu potrzebuję?

Zasiedzieliśmy się, ale co tam, stwierdziliśmy, że warto się nie wyspać, a spotkanie było bardzo udane;) No i te nicki z forum są coraz mniej "tajemnicze", bo za nimi stoją konkretne twarze i osoby.

Kwiaty przez posłańca…

i niech mi ktoś powie, że marzenia, te mniejsze, ale jednak, się nie spełniają. Dopiero co napisałam na blogu Irazone, że zazdroszczę jej kwiatów i że zawsze chciałam dostać kwiaty przez posłańca i…oto mam;))

Jak tylko zrobię foty, to Wam wkleję. Bukiet jest PIĘKNY!!!!!! Bardzo wiosenny! Składa się z żółtych tulipanów, żonkili i bazi! z zielonymi liśćmi;))

Aaaa, słówko wyjaśnienia;) Nie, nie dostałam go od Męża, ani od żadnego gacha (nie posiadam, dla wyjaśnienia ani jednej sztuki gacha;), ale od mojego ulubionego Radio. Radiowej Jedynki konkretnie. Wygrałam tam konkursik i dziś otrzymałam w nagrodę bukiet kwiatów;)) Ale się cieszę;)

Aż musiałam się pochwalić. Zdjęcie też zamieszczę za jakiś czas.