Czytelnicy blogowi…

Odkrywam, że czytają ten blog osoby, których odwiedzin chociażby czytelniczych bym się nie spodziewała. Ludzie, z którymi przyszło mi kiedyś porozmawiać, podyskutować, minąć się gdzieś tam w tej internetowej , forumowej najczęściej , rzeczywistości.

Ostatnio odezwał się chłopak (tak, A. do Ciebie te słowa;), z którym rozmawialismy swego czasu sporo o Fado na forum portugalskim, także czasem rozmawiamy na forum książkowym o tym, co nas w danej książce irytuje, co cieszy, a co się podoba.

Zastanawiam się, na ile świadomość, że jest jednak tych czytelników całkiem spora garstka, wpływa na moje  tu pisanie…i czy nie jest tak, że boję się Was czasem zawieść? Hmmm…do przemyślenia…

W każdym razie miło jest się dowiedzieć, że ktoś na blog zagląda, że czasem komuś brak wpisów, jeśli nie pojawiają się przez jakiś czas, że być może ktoś nawet trochę "tęskni" za mną, jeśli mnie na blogu nie ma.

Podróże…

Wpis u Patekku bardzo mnie podróżniczo zanęcił, spowodował, że poczułam ten dreszcze emocji, który odczuwam zawsze przed wyjazdem…już się nie mogę doczekać naszej wyprawy, która też całkiem blisko, bo przecież 3 maja…

Miłej podróży Patekku…wróćcie pełni wrażeń i pozytywnych emocji…

Każdy ma…

Każdy ma jakiegoś kościotrupa w szafie. Jest takie powodzenie, które przypomniało mi się przy okazji zamieszania z panią Edytą Górniak, jakie miało miejsce ostatnio.

Aż znęciłam się i obejrzałam program na TVN o tym, jak detektyw Rutkowski pomógł schwytać szantażujących Edytę i jej męża , szantażystów.

I przy tej okazji wyszło na to, że pan coś tam na Edytę miał. Jakiś film, który nakręcił jej jako 16 latce. Już nie wnikam, co to miał być za film, bo fakt takowego tylko potwierdza, jak to wszystko wygląda w tym "wielkim i wspaniałym światku artystycznym" i jak się pnie na górę…

Po prostu przy tej okazji zrozumiałam, że prawdopodobnie każdy z nas ma takiego swojego kościotrupa w szafie. Jeden mniej, inny bardziej spektakularnego. Oczywiście, że nie każdy aż takiego kalibru. Ale coś, czego się boi, że zostałoby ujawnione. Czasem boi się może słusznie, czasem tylko w naszych głowach, umysłach , ta rzecz urasta aż do takiej rangi, że zaczynamy bać się jej ujawnienia…

A swoją drogą, dawno , dawno temu lubiłam piosenki Edyty, jak jeszcze śpiewała o kasztanach itd. Teraz kojarzy mi się jedynie z wiecznym zamieszaniem i aferami,  w którym bierze udział. A ostatnio słyszałam w radio jej najnowszą piosenkę, zdaje się Lunatique? Koszmar (oczywiście według mnie).

Zmysł…

który ze zmysłów jest u Was najsilniejszy? U mnie to węch. Zdecydowanie.

Zapachy odgrywają w moim życiu dużą rolę. I to nie mam na myśli zapachów perfum, choć i te lubię i lubię czymś tam pachnąć. Ale , dla mnie miejsca mają swoje zapachy. I tak , pamiętam do dziś , jak zeszliśmy na płytę lotniska w Iraklionie pierwszy raz, kiedy lecieliśmy do Grecji i powiedziałam do P. "Kreta pachnie osłem":)

Bywa i tak, że czuję zapach i przed oczami staje mi jakaś sytuacja, wydarzenie, człowiek lub miejsce…

A który zmysł jest dla Was ważny?

„Dzieci z Putino” Ana Uzelac…

Tak za mną jakoś ostatnio Rosja literacko "chodzi". I to ta najnowsza Rosja właśnie. To pewnie też po lekturze książek Marininy o major Kamieńskiej. Po luźnym czytadle Oksany Robski o życiu rosyjskich milionerów, przyszła kolej na coś poważniejszego , z zupełnie innego bieguna. Tu poznajemy drugie oblicze Rosji. Nie to kapiące złotem,nie to toczące się w większości na wystawnych imprezach, a  to bardziej przyziemne. Poznajemy więc ludzi, którzy wracają do rodzinnych domów już tylko na weekend, bo w rodzinnych miejscowościach nie ma pracy, widzimy zaczątki walki z AIDS, widzimy też samotne matki i ich losy. To na razie tyle, bo książkę zaczęłam. To zbiór paru felietonów? Opowiadań? Każde traktuje o czymś innym. Anna Uzelac pisze ciekawie. Nie osądza. Umie zgrabnie ująć temat, bez zbędnych ozdobników, a jednoczeście tak, że trafia to do czytelnika. I chociaż ten obraz Rosji jest raczej dość przygnębiający , to wciąga i chce się go poznać.

Laura Pausini

Polecałam Wam ją? Nieeee? O, to błąd;) Ale nie jestem pewna, czy już Wam o niej nie pisałam. Nawet, jeśli się powtarzam, to ogłaszam, że na wiosnę (i nie tylko) najlepsza jest muzyka Laury.

Zajrzyjcie na jej stronę:

www.laurapausini.com

Odkrycie dzięki forum włoskiemu, a jedno z lepszych w moim prywatnym odczuciu. Uwielbiam jej płyty. A moją ulubioną jest "Resta in Ascolto"…A marzeniem jest jej album "Live in Paris, 2005"…

Prywatnie mówię o niej Lorka;)

„Depozyt” Chmielewskiej…

Po "Krętce Bladej", która na początku trochę mnie denerwowała, a potem jednak się rozkręciła, chwyciłam za "Depozyt" Chmielewskiej i…? Miłe zaskoczenie. Toż to prawie stara dobra Chmielewska, jak z dawnych czasów.

Z jej poczuciem humoru i tym specyficznym klimacikiem! Praktycznie dziś powinnam skończyć.

Żadne tam cuda wianki;)

Po prostu garść newsów, z tego, co się ostatnio u mnie działo.

Po pierwsze przeczytałam bardzo fajne czytadło;)) Totalne i z założenia i nie zawiodłam się na tej książce właśnie w kategorii czytadeł. A była to"Casual. Zwyczajna historia" Oksany Robski, opisująca świat współczesnych rosyjskich milionerów, tej Nowej Rosji. Wiem, że książka chyba zebrała średnie recenzje, ale szczerze mówiąc, w ogóle mnie to nie wzruszyło, mnie się podobało, wciągnęła mnie ta książka i o to chodziło.

Wczoraj organizowaliśmy rodzinną imprezkę. Połączyliśmy moją minioną 30stkę i P. Urodziny w przyszłym tygodniu. Było nas 8 osób i naprawdę muszę przyznać, że to był bardzo sympatyczny wieczór;) Tak więc bardzo się cieszę, że się tak udało. Dostałam miłe prezenty, podgrzewacz do potraw i książkę i bardzo ładne szklane podstawki pod szklanki, czy kieliszki, i coś, co chciałam mieć w kuchni, bardzo praktyczne, ale jestem zadowolona;)

Dziś poszalałam w Yver Rocher, poszliśmy wykorzystać weekend 50% zniżek na wszystkie kosmetyki, nabyłam więc i dezodorant i smarowidło do ciała i szamon i płyn pod prysznic dla P. tylko zapomniałam o własnym ulubionym płynie pod prysznic kokosowym, brawo dla mnie;)

Mam nadzieję, że Wy mieliście też sympatyczny weekend.

Po lekturze”Kwasu Siarkowego” Amelie Nothomb…

Lubię książki Amelie Nothomb. Podoba mi się, w jaki sposób dotyka mitów. Jak nie boi się w tych swoich na ogół niedługich książkach mocno dotknąć, mocno ścisnąć problem tak, aż zaczyna "kapać" emocjami, wnioskami, refleksjami.

Ja zapoznałam się z jej książkami dość przypadkowo, po prostu, na okładce jej książki "Metafizyka Rur" (cóż za tytuły, tak przy okazji) wyczytałam, że autorka opisuje swe pierwsze lata życia w Japonii. Rozumiecie więc, że wtedy musiałam to poznać. I tak się zaczęło.

Potem było "Z pokorą i uniżeniem", fantastyczny opis pracy, a raczej usiłowania pracowania gaijina w jednej z większych japońskich firm i opisanie drogi degradacji, od pracy urzędniczki do , cóż, przepraszam za kolokwializm, babci klozetowej;)

Potem za poleceniem na Forum Książki, przeczytałam "Antychrystę" i "Słownik Imion Własnych", a teraz wspominany już wcześniej przeze mnie "Kwas Siarkowy". Ponieważ, jak wspominałam, te książki nie są długie (wedle zasady nie ilość, a jakość), jestem już po lekturze. Na pewno tu Amelie porusza bardzo kontrowersyjny temat, temat tabu…słyszałam, a raczej czytałam, że tym, że usadziła ów reality show w scenerii i ogólnie , że poruszyła tak a nie inaczej tematykę obozową, naraziła się wielu. Z tym , że moim zdaniem, właśnie to, że pokazała taki temat tabu tak właśnie potraktowany, ma wstrząsać najbardziej. Otóż, Amelie najwyraźniej chce wstrząsnąć czytelnikiem….uświadomić nam fakt, że kultura staje się jednak coraz bardziej POP i coraz bardziej skomercjalizowana. Że niebawem kwestie oglądalności staną się wyznacznikiem ważniejszym, niż poczucie wszelkiej moralności.

Polecam książki Amelie Nothomb!

Słoneczniki z nasion…

Czy ktoś z Was wyhodował sobie słoneczniki z nasion? Nasze ulubione biuro podróży miało taki zabawny pomysł i wysłało nam nasiona do hodowli;) Można potem zrobić im fotki i wziąć udział w konkursie zdjęciowym na najpiękniejsze słoneczniki.

Ciekawe, czy są trudne w hodowli?

Ja na razie przypomniałam sobie o moich kwiatkach z puszki. Trzeba by je wysiać.

A słoneczniki, napisali tam, najlepiej wysiewać na przełomie kwietnia i maja ale że mamy w planach wyjazd, więc pewnie wysieję je dopiero po powrocie.

Lubię kwiaty;)