Dostałam od koleżanki kawał:)

i nie jestem podła, żebym tylko dla siebie trzymała;)

W zatłoczonym autobusie stoi lekko zawiany facet,
który co pewien czas mówi głośno: " O ku..a"
Pasażerowie zwracaja mu uwagę, ale on nie reaguje
tylko powtarza swoje.
W końcu kierowca zatrzymuje autobus, podchodzi do
faceta i grozi, ze jeśli nie przestanie to zawiezie go na
policję. Na to facet nachyla się, mówi kierowcy kilka
słów do ucha.
Kierowca pobladł gwałtownie i mówi:" O ku..a! Ja państwa
przepraszam, ale żona tego pana urodziła wczoraj bliźniaki i
dała im na imię Lech i Jarosław.
" O ku..a!" – zgodnie chórem odpowiedzieli pasażerowie.

Po lekturze „Śmierci Pustego Człowieka”…

cóż, nie mogę powiedzieć, że książki Caroline Graham zachwycają mnie, jak Agatha na przykład. Żeby być szczerym, owszem, są dobre, ale dla mnie, tylko dobre. Po pierwsze, potwornie denerwuje mnie Troy i to tak bardzo, że cieszę się, że nie muszę takiego kogoś spotykać w realu , a raczej, że jeśli spotykam, omijam szerokim łukiem. Ja wiem, wiem, że to pewnie oznacza, że autorce udało się stworzyć wiarygodną postać , poruszającą jakieś tam moje emocje i to już jest na plus. Być może. Niemniej jednak w książkach Graham irytuje mnie fakt, że wszyscy tam zdają się być z lekka patologiczni. Ja wiem, że każdy z nas ma swoje zmartwienia, jakieś ukryte problemy itd, ale w jej książkach jest to tak wyeksponowane, że obraz świata tam obecny mnie osobiście zniechęca. Właściwie nie ma tam osób bez jakichś mniej lub bardziej widocznych problemów , czy zmartwień. Rozumiem, że może autorce jest to potrzebne do stworzenia tła do kryminału, ale może właśnie ciekawiej byłoby, gdyby wśród tych problemów czasem komuś coś się udawało? a mimo to był sprawcą mordu na przykład? Hmm…

A może jakoś się czepiam? Kazisi, błagam, nie obrażaj się za ten wpis, ja z tych, co w sercu, to na języku;) Ale mam nadzieję, że nie ucierpi na tym nasza znajomość;))

Spotkanie kabatczyków…

Wybraliśmy się po długiej przerwie. Nasze forum o Kabatach, czyli części Ursynowa, w której mieszkamy (wyjaśniam niezorientowanym w dokładnej topografii W-wy), organizuje co miesiąc spotkania. Dobrą duszą jest chłopak o nicku Rubeus, który całe to towarzystwo ściąga, organizuje i zagania;) A na serio, fajnie jest, że wśród tych lokalnych for , które są na gazecie, zauwazam, że nasze naprawdę regularnie się spotyka. Owszem, widzę, że stały "trzon" jest ten sam, ale dochodzą nowe osoby. Niektóre z nich zostają na stałe, inne już nie wracają, jak to w życiu. My na pierwsze takie spotkanie poszliśmy w grudniu 2004 i tak częściej lub rzadziej, ale jednak zaglądamy. Ostatnio jednak mieliśmy przerwę, długą i już wczoraj bardzo chcieliśmy się wybrać. Dobrze zrobiliśmy, bo poznaliśmy dwie nowe, bardzo sympatyczne dziewczyny.

No i w ogóle, dobrze jest chociaż trochę poznać sąsiadów, tym bardziej, że ja osobiście nie umiem się tu "zagnieździć"…Może ja akurat na to więcej czasu potrzebuję?

Zasiedzieliśmy się, ale co tam, stwierdziliśmy, że warto się nie wyspać, a spotkanie było bardzo udane;) No i te nicki z forum są coraz mniej "tajemnicze", bo za nimi stoją konkretne twarze i osoby.