Intuicja w stosunku do ludzi…

…nieodmiennie mnie zawodzi.

Co mi się wydaje, że ktoś fajny, to łups , okazuje się wstrętna. Mam fatalna intuicję, jeśli chodzi o rozpoznawanie osób. Mój Mąż jest w tym o niebo lepszy. Postanowiłam, że chyba będę Go "wystawiać" na nowych znajomych, czy warto z nimi się zadawać, czy nie.

Przykładem jest pewna osoba, którą poznałam na necie. Raz się z nią spotkaliśmy w większym gronie. Powiedzmy, że to spotkanie minęło wtedy OK, ale potem już OK nie było. Laska zachowywała się, jak udzielna księżna. A mnie osobiście drażni, że rząda hołdów i uwielbienia od wszystkich, sama niektórym nic w zamian nie dając. Niestety, jestem na tyle asertywną osobą, że za jakiś czas się zorientowałam, że ona mnie nie lubi ( i z wzajemnością), jednak pani lubi stosować grę "bułki przez bibułki" i niby onie wiemy, że się wzajemnie nie znosimy, ale ona cały czas udawała, że jest milusia. Ale wysyła mi bomby tylko, że w opakowaniu po czekoladkach;)

No i po jakimś czasie rozmawiam o niej z P. a on mi powiedział całą jej analizę i wyszło, że od początku prawie przeczuwał, że ona jest jaka jest. Powiedziałam Mu, żeby mnie na przyszłość ostrzegał, bo po moich ostatnich sparzeniach się na ludziach kolejnych już nie chcę przeżywać, coraz gorzej je znoszę…już mam dość…Ale na tym nie koniec. Cały czas myślałam, że to ja się trochę czepiam, chociaż laska cały czas prowadzi idiotyczną grę. Jednak ostatnio zgadałam się z inną osobą, która ją zna i ona odniosła to samo wrażenie. Czyli nie myliłam się…moja intuicja nie od razu, uśpiona, ale jednak czuła dobrze. Czyli nie jestem wredotą chodzącą, a jedynie tamta pani. Ufff…kamień z serca.

Wujek Staszek Mistrz Ciętej Riposty

Na pewno wielu z Was o nim słyszało…Wujek Staszek, a raczej jego cięta riposta jest niezastąpiona w momentach, kiedy w dyskusji rzeczowe argumenty stają się jałowe.

A czasami zalewa nas krew do tego stopnia, że jedynie ta riposta na myśl nam przychodzi.

Wszystkim, którzy cenią sobie Wujka Staszka, ten kawał dedykuję…

Poszedł mały Jasio do cyrku i tak sie złożyło, że musiał usiąść w pierwszym
rzędzie. Rozpoczął się występ i na arenę wychodzi Klaun Szyderca. Podchodzi do
Jasia i pyta:
– Jak masz na imię?
– Jasiu.
– A więc Jasiu, czy ty jesteś głową krowy?
– Nie.
– A czy ty jesteś tułowiem krowy?
– Nie.
– A więc Jasiu, ty jesteś dupa wołowa!! HAHAHA!!! (zaśmial się szyderczo Klaun
Szyderca).
Smutny Jasio wrócił do domu, opowiedział wszystko tacie, na co ten mu mówi:
– Jasiu, jutro też pójdziesz do cyrku.
– Ale jak to? Do cyrku? A Klaun Szyderca? Znowu będzie się śmiał.
– Nie martw sie Jasiu, tym razem pojdzie z tobą Wujek Staszek Mistrz Ciętej
Riposty.
No i tak sie stało. Następnego dnia poszli Jas i Wujek Staszek Mistrz Ciętej
Riposty do cyrku, usiedli w pierwszym rzędzie i czekają na występ Klauna
Szydercy. Wychodzi więc Klaun Szyderca na arenę i zaczyna swój znany występ.
Podchodzi do Jasia pyta:
– Jasiu, czy ty jesteś głową krowy?
Na co Wujek Staszek Mistrz Ciętej Riposty:
– Spierdalaj!

Gdzie to dobro w ludziach?

Skąd w ludziach tyle złośliwości, zła, egoizmu? Jestem zła od rana. Na moim japońskim forum ogłasza się człowiek, który organizuje wyprawę do Japonii, celem zarówno pewnie odwiedzenia kraju, ale i zebrania funduszy na Dziecięce Hospicjum w Warszawie…

Ogłosił się u nas , gdzie ma nasze wsparcie i kibicujemy mu, ale napisał też na forum Świat i chyba Turystyka. No, na Świecie otrzymał oględnie mówiąc stek bzdetów i złośliwości. Ale gdyby tylko to. Nie, osoba, która na Świecie napisała głupotę, wlazła na moje forum i tam dalej uskutecznia swoją "wątpliwej jakości misję"…Grrrr (tak, od GRRRYZĘ)…

I tak sobie myślę, a temat hospicjum ciągle świeży w pamięci, że ludzie mają chyba zbyt wiele wolnego czasu, żeby śledzić czyjeś wpisy, wleźć na forum prwatne i dalej tam smędzić…..
Ludzie, przeszkadza Wam to, że ktoś coś robi, to dajcie na luz, ale przynajmniej się nie odzywajcie. Lepiej będzie dla świata…

Dobra, musiałam się wypisać, bo od rana mnie to "gniecie".

A jak mnie ten gościu naprawde wkurzy, to pojadę Wujkiem Staszkiem:)

Refleksje o przyjaźni…

Przyjaźń…trudna sprawa. Czy nie jest tak, że z biegiem lat coraz trudniej nam się jest zaprzyjaźnić? Zastanawiam się, czy to po prostu nie mój tylko problem. Będąc nastolatką, wiele spraw nie wydawało się aż tak ważnych. Nie zwracałam uwagi na to, czy dużo mnie łączyc z osobą, z którą chciałam się zaprzyjaźnić. Po prostu próbowałam i na ogół , zaskakiwało…z biegiem lat wydaje mi się to coraz trudniejsze, tym bardziej, że ze strony paru osób, o których myślałam i mówiłam przyjaciele , spotkało mnie zbyt wiele niedobrego. Moja Mama zwykła mi mawiać, że ja mam zbyt ostre kryteria, że zbyt wiele wymagam od ludzi. Pewnie tak jest…Czy mam szansę na poznanie jeszcze kiedyś Prawdziwego Przyjaciela? a nie tylko kolezanki, znajomego? Ha, nie wiem…chyba już w to nie wierzę…

Czytam…”Świat z papieru i stali…”

Po Marininie przeczytałam "Lekcje francuskiego" Petera Mayle, która to książka oczywiście poprawiła mi humor po ponurej rzeczywistości kryminału Marininy.

Teraz wzięłam się za "Świat z papieru i stali- okruchy Japonii". Wyczaiłam to w Empiku, w dziale przewodniki (dobrze, że mamy zwyczaj zahaczania i o tą część księgarni, kiedy wędrujemy). Komu przyszło do głowy książkę , zbiór felietonów o tematyce kulturowo społeczno artystycznej wcisnąć do przewodników?? Właśnie komuś z tego fast foodu czytelniczego, jakim jest Empik. No, ale znalazłam, to najważniejsze.

Jak na razie moze być. Podoba mi się idea krótkich dość felietonów traktujących o różnych sprawach, trochę ciekawostkach. Minusem jest wydanie. Jak za książkę w cenie prawie 30 złotych, wydana jest fatalnie, niestety…Podczas lektury już wypadły mi 3 strony, dwie kolorowe ze zdjęciami i jedna zwykła. Za tą cenę inne książki są o wiele lepiej wydawane.

Powołanie…

Zupełnie przypadkiem skacząc po kanałach TV zobaczyłam dziś program, który był na TV Polonia, ten traktował o młodej dziewczynie, która zdecydowała się na życie w karmelu…czyli, w zupełnym odosobnieniu klasztoru. Nie był to klasztor zamknięty na ludzi, ona może z nimi rozmawiać, przez kratę. Również mogla przed kamerami opowiedzieć o swojej decyzji, którą podjęła jako dziewiętnastolatka. Bardzo mnie to zaciekawiło i obejrzałam to do końca. Ta dziewczyna grała wcześniej na skrzypcach, odnosiła nawet jakieś sukcesy, a tu nagle, w wyniku powiedzmy pewnych zbiegów okolieczności, odkryła swoje powołanie.

I tak patrząc na ten program i na tą wciąż bardzo młodą dziewczynę w habicie zastanawiałam się, czy ja byłabym w stanie w wieku lat dziewiętnastu stwierdzić, że taka a nie inna droga mego życia jest tą ostateczną. A także, wiem, że nigdy, przenigdy nie chciałabym trafić do klasztoru. Jestem zbyt mocno przywiązana do życia tu, między ludźmi, do świata. Podoba mi się fakt, że mogę w każdym momencie iść do księgarni po książkę, iść z przyjaciółką na kawę i poplotkować. Fakt, że jestem między ludźmi, nawet jeśli niektórzy z nich czasem mnie denerwują. Najwyraźniej ja zostałam powołana do czegoś zupełnie odmiennego…

A poza tym, wstawać o 5.20? Nigdy;) Nie ma mowy;))

Ciekawa też jestem, jak potoczą się losy tej już zakonnicy, czy uda jej się wytrwać do końca w tym stanie? A jeśli nawet wytrwa, czy nigdy nie najdzie ją to przerażające przekonanie, że nie robi tego, co chciała, tego, czego pragnęła, że to jednak nie to?

Czasem trudno jest stwierdzić, do czego zostaliśmy powołani…

Ludzie…

W sobotę odezwała się A. Jej Mama czuje się już dużo lepiej. A. chciałaby się spotkać i poplotkować za jakiś czas. Ja bardzo chętnie. Widzę, że ma różnorakie plany związane z pracą (której teraz poszukuje) i chyba chce jeden z nich realizować całkiem serio…zobaczymy.

Dziś natomiast bardzo przygnębiająca rozmowa z K. Chyba dojrzała do rozwodu. Piszę chyba, bo z tym nigdy nie wiadomo…tak prawdę mówiąc, chyba szkoda, że nie zdecydowała się na ten rozwód 3 lata temu. Bardzo mi jej żal. Ta cala sytuacja bardzo wypaliła ją nerwowo…jest mi bardzo smutno patrząc, co może dziać się z człowiekiem uwikłanym w tak dziwne relacje międzyludzkie…heh, przygnębiło mnie to.

„Złowroga Pętla” …

Wczoraj skończyłam czytać. Już chyba zapomniałam, jaka potrafi być Aleksandra Marinina…jak przygnębiająca. Lubię jej kryminały, ale one raczej z tych z dołujących i z wnioskami przerażającymi. W tej książce (nie chcę za dużo zdradzać, może ktoś będzie chciał przeczytać), szczególnie zakończenie mnie przygnębiło. Niby wiadomo, że dzielna major Anastazja Kamieńska będzie walczyć ze złem, ale to, co opisywali w książce, skłaniało do refleksji, ciekawe, kto się w danym momencie tak nami "bawi"…kto powoduje nasze reakcje za pomocą takich , a nie innych urządzeń.