Zupełnie przypadkiem skacząc po kanałach TV zobaczyłam dziś program, który był na TV Polonia, ten traktował o młodej dziewczynie, która zdecydowała się na życie w karmelu…czyli, w zupełnym odosobnieniu klasztoru. Nie był to klasztor zamknięty na ludzi, ona może z nimi rozmawiać, przez kratę. Również mogla przed kamerami opowiedzieć o swojej decyzji, którą podjęła jako dziewiętnastolatka. Bardzo mnie to zaciekawiło i obejrzałam to do końca. Ta dziewczyna grała wcześniej na skrzypcach, odnosiła nawet jakieś sukcesy, a tu nagle, w wyniku powiedzmy pewnych zbiegów okolieczności, odkryła swoje powołanie.

I tak patrząc na ten program i na tą wciąż bardzo młodą dziewczynę w habicie zastanawiałam się, czy ja byłabym w stanie w wieku lat dziewiętnastu stwierdzić, że taka a nie inna droga mego życia jest tą ostateczną. A także, wiem, że nigdy, przenigdy nie chciałabym trafić do klasztoru. Jestem zbyt mocno przywiązana do życia tu, między ludźmi, do świata. Podoba mi się fakt, że mogę w każdym momencie iść do księgarni po książkę, iść z przyjaciółką na kawę i poplotkować. Fakt, że jestem między ludźmi, nawet jeśli niektórzy z nich czasem mnie denerwują. Najwyraźniej ja zostałam powołana do czegoś zupełnie odmiennego…

A poza tym, wstawać o 5.20? Nigdy;) Nie ma mowy;))

Ciekawa też jestem, jak potoczą się losy tej już zakonnicy, czy uda jej się wytrwać do końca w tym stanie? A jeśli nawet wytrwa, czy nigdy nie najdzie ją to przerażające przekonanie, że nie robi tego, co chciała, tego, czego pragnęła, że to jednak nie to?

Czasem trudno jest stwierdzić, do czego zostaliśmy powołani…

Dodaj komentarz