Powołanie…

Zupełnie przypadkiem skacząc po kanałach TV zobaczyłam dziś program, który był na TV Polonia, ten traktował o młodej dziewczynie, która zdecydowała się na życie w karmelu…czyli, w zupełnym odosobnieniu klasztoru. Nie był to klasztor zamknięty na ludzi, ona może z nimi rozmawiać, przez kratę. Również mogla przed kamerami opowiedzieć o swojej decyzji, którą podjęła jako dziewiętnastolatka. Bardzo mnie to zaciekawiło i obejrzałam to do końca. Ta dziewczyna grała wcześniej na skrzypcach, odnosiła nawet jakieś sukcesy, a tu nagle, w wyniku powiedzmy pewnych zbiegów okolieczności, odkryła swoje powołanie.

I tak patrząc na ten program i na tą wciąż bardzo młodą dziewczynę w habicie zastanawiałam się, czy ja byłabym w stanie w wieku lat dziewiętnastu stwierdzić, że taka a nie inna droga mego życia jest tą ostateczną. A także, wiem, że nigdy, przenigdy nie chciałabym trafić do klasztoru. Jestem zbyt mocno przywiązana do życia tu, między ludźmi, do świata. Podoba mi się fakt, że mogę w każdym momencie iść do księgarni po książkę, iść z przyjaciółką na kawę i poplotkować. Fakt, że jestem między ludźmi, nawet jeśli niektórzy z nich czasem mnie denerwują. Najwyraźniej ja zostałam powołana do czegoś zupełnie odmiennego…

A poza tym, wstawać o 5.20? Nigdy;) Nie ma mowy;))

Ciekawa też jestem, jak potoczą się losy tej już zakonnicy, czy uda jej się wytrwać do końca w tym stanie? A jeśli nawet wytrwa, czy nigdy nie najdzie ją to przerażające przekonanie, że nie robi tego, co chciała, tego, czego pragnęła, że to jednak nie to?

Czasem trudno jest stwierdzić, do czego zostaliśmy powołani…

Ludzie…

W sobotę odezwała się A. Jej Mama czuje się już dużo lepiej. A. chciałaby się spotkać i poplotkować za jakiś czas. Ja bardzo chętnie. Widzę, że ma różnorakie plany związane z pracą (której teraz poszukuje) i chyba chce jeden z nich realizować całkiem serio…zobaczymy.

Dziś natomiast bardzo przygnębiająca rozmowa z K. Chyba dojrzała do rozwodu. Piszę chyba, bo z tym nigdy nie wiadomo…tak prawdę mówiąc, chyba szkoda, że nie zdecydowała się na ten rozwód 3 lata temu. Bardzo mi jej żal. Ta cala sytuacja bardzo wypaliła ją nerwowo…jest mi bardzo smutno patrząc, co może dziać się z człowiekiem uwikłanym w tak dziwne relacje międzyludzkie…heh, przygnębiło mnie to.

„Złowroga Pętla” …

Wczoraj skończyłam czytać. Już chyba zapomniałam, jaka potrafi być Aleksandra Marinina…jak przygnębiająca. Lubię jej kryminały, ale one raczej z tych z dołujących i z wnioskami przerażającymi. W tej książce (nie chcę za dużo zdradzać, może ktoś będzie chciał przeczytać), szczególnie zakończenie mnie przygnębiło. Niby wiadomo, że dzielna major Anastazja Kamieńska będzie walczyć ze złem, ale to, co opisywali w książce, skłaniało do refleksji, ciekawe, kto się w danym momencie tak nami "bawi"…kto powoduje nasze reakcje za pomocą takich , a nie innych urządzeń.