Oględnie mówiąc, bo był kiepski. Nerwy mi puściły dwa razy, nawet raz się zryczałam. Na sam koniec, w Arkadii spotkałam, może inaczej, widziałam dziewczynę, której nie lubię…znamy się z osiedla, potem chodziłyśmy nawet razem do jednego liceum, ale nie lubimy się wzajemnie. I tak, jak mieszkałyśmy w jednej dzielnicy (ona chyba w niej pozostała), to nie spotykałyśmy się przez 10 lat. A w lipcu leciałyśmy z naszymi rodzinami na wakacje i wracałyśmy tym samym samolotem (mam fuksa, że nie przebywałyśmy w tym samym hotelu)…i od tej pory widzę ją trzeci raz…hehe, to było takie dopełnienie tego dnia, że już na koniec zaczęłam się z tego śmiać.
Ale za to na pociechę kupiłam sobie w Saponarii dwie świeczki zapachowe , a w innym sklepiku lawendę do wysiania w puszce. Wiem, że K. takowe zamawiała na Allegro, spytam się jej, jak hodować.
Teraz buszuję po Waszych blogach, piję zieloną herbatkę…na uspokojenie;)
