Po lekturze „Norwegian Wood”…

Oczywiście wiedziałam, że ją "połknę". A jak się niby dzieje z innymi książkami Haruki Murakami, kiedy je czytam??

I oczywiście, że mi się podobała. Książki Murakamiego są dla mnie bardzo specjalne…niestety, ja nie bardzo umiem o książkach rozprawiać i nie umiem w słowa ubrać to, co odczuwam czytając niektóre. Naprawdę z tego powodu się na siebie złoszczę. Bo czasem aż bym chciała komuś coś polecić. Ale jak to zrobić? Czy wystarczy, że powiem, że czytając książki Haruki Murakami odpływam w jakiś inny świat? Że on w paru najczęściej prostych, nieskomplikowanych zdaniach umie oddać jakąś prawdę, która wtedy to czuję, do tej pory leżała gdzieś w mojej głowie, a teraz ją czytam na kartach jego książki? że czytając czuję się , jakbym niemal była tam i widziała to na własne oczy?

Książki Murakamiego, to nie przewodnik po Tokio, czy Japonii. Równie dobrze mogły by się dziać wszędzie. I jego bohater , bo tak naprawdę ,to w tych książkach jest jeden bohater, mimo, że ma on różne "odmiany" życia i doświadczeń życiowych, mógłby równie dobrze żyć w Warszawie, Tokio, czy Moskwie…

W tych książkach jest jakiś niezwykły klimat, przynajmniej ja go tam doświadczam. Podoba mi się też to męskie spojrzenie na świat, czasem, jak ja to nazywam, bardzo męsko-konkretne, łącznie z męskim spojrzeniem na erotykę i sprawy damsko-męskie.

"Norwegian Wood", to książka bez zmieniającej się szybko akcji. To książka , tak mi się wydaje, o dorastaniu, o odkrywaniu samego siebie, swoich własnych reakcji na to, co dzieje się wokół nas i nas dotyka. To książka o miłości, która spełnić się nie może, o lęku przed życiem, o samobójstwach , o radości życia i jego smakowaniu…

Ja się na niej nie zawiodłam.

„Norwegian Wood” …

Już wczoraj, jak tylko dotarła przesyłka zaczęłam ją czytać…Wiecie, jak lubię Murakamiego.
On jest całkowicie moim własnym, prywatnym odkryciem, nie słyszałam o nim , nie przeczytałam żadnego polecenia na Forum Książka, kiedy kupiłam jego pierwszą książkę. Akurat zaczęłam od najgorszej (moim zdaniem), ale to wina tłumaczenia, dwie książki bowiem ("Na południe od granicy, na zachód od słońca" i "Sputnik Sweatheart" , od której zaczęłam czytanie i poznawanie jego twórczości) są tłumaczone niestety z angielskiego. Błąd! i to duży.

Za to cała reszta tłumaczona jest z języka japońskiego i bardzo mnie to cieszy, bo widać różnicę.

Tak więc, pozostała napoczęta książka "Labirynt" ( czytadło), a teraz jest tylko on…Harumi Murakami i jego "Norwegian Wood"…

Lech, Czech i Rus…

A tak mi się skojarzyło , kiedy patrzyłam na dekorację medalową w narciarstwie biegowym kobiet na 30 kilometrów. Nasza dzielna Justynka Kowalczyk zdobyła brąz i tak sobie na tym podium stały trzy Słowianki, Czeszka, która zdobyła Złoto, Rosjanka, która zdobyła Srebro i Polka, która zdobyła Brąz.

Fajny zbieg okoliczności.

No, a Justyna uratowała honor Polski na tych igrzyskach;)

„Ptak, który zwiastował trzęsienie ziemi”…

Susanny Jones okazał się bardzo ciekawą książką. Wciągnął mnie swoim klimatem. Pomyśleć, że znalazłam tę książkę przez przypadek, szukając czegoś o Japonii. Akcja książki dzieje się w Japonii, w Tokio, ale szczerze mówiąc , mogłaby się dziać wszędzie. Zaczyna się od aresztowania głównej bohatgerki, która opowiada nam historię swego życia, miłości ze skrytym chłopakiem i przyjaźni z nieco egzaltowaną dziewczyną, o której zamordowanie jest nasza bohaterka podejrzana. Tylko, czy była zdolna do takiego czynu?

Mnie osobiście podobała się forma, w jakiej o sobie opowiada Lucy, bohaterka tej książki, raz w pierwszej osobie, raz w trzeciej…wprowadzało to dodatkowy niepokój, czasem podkreślało tajemniczość bohaterki.

Mnie się ta książka podobała.

Czytam „Ptak, który zwiastował trzęsienie ziemi”

książkę pani o nazwisku Susanna Jones. Znalazłam ją sobie całkiem niedawno na merlinie i skusiłam ze względu na to , że akcja dzieje się w Japonii. I jak na razie mi się podoba. Jest taka trochę dziwna, z niepokojącym klimatem. Zobaczymy, jak będzie po lekturze.

Oczekuję też z niecierpliwością na "Norwegian Wood" Haruki Murakami. Gapa, zamiast zamówić już 21 lutego, przypomniałam sobie o niej wczoraj. Może jeden dzień nie gra różnicy, ale dla mnie w oczekiwaniu na tę książkę TAK, odgrywa rolę;))

Życie…

jest dlatego cudowne, bo jednak pełne niespodzianek…

I tak pośród ostatnich smutnych wiadomości, jakie słyszałam od ludzi , dziś inna, dobra. Narodził się nowy Człowiek. To mnie zawsze zachwyca…taka biała karta…wszystko przed nią…może mieć wszystko, może wszystko. Jeszcze nie wiadomo, kim będzie, jakim będzie człowiekem, i to też jest cudowne , to poczucie możliwości…

Blogowanie…

W niedzielę mieliśmy dzień leniuchowania (ja bardziej , P. naprawił drzwi suwane do kuchni, przykleił listwę, która się ostatnio odkleiła w przedpokoju).

Wczoraj natomiast coś dziwnego działo się na bloxie. Zostawiałam komentarz dla Patekku na przykład, a on pojawiał się nie dość, że 15 razy, to jeszcze w dziwnej formie.

Z tego wszystkiego w ogóle nie pisałam u nikogo, ani u siebie. I Wiecie, co? Trochę mi tego było brak. Polubiłam te nasze blogowe rozmawianie…

A książkowo, skończyłam "Morza Południowe" Montalbana. Nie zachwyciły mnie. Jakiś za ciężki styl, oczywiście to moje odczucie. Wolę zdecydowanie styl Donny Leon i jej włoskiego komisarza Brunettiego.

Drzewo…

Usłyszałam dziś taką historyjkę…

Pewien chłopak zadał się nie z tym, z kim trzeba, wdał się w nieciekawe towrzystwo i koniec końców popełnił przestępstwo. Poważne, skazano go na 10 lat więzienia.

Kiedy zbliżał się koniec odsiadki coraz częściej zadawał sobie pytanie, czy jego rodzice pozwolą mu wrócić do domu? przecież po tym co zrobił mogą go tam nie chcieć, szczególnie, że żyją przecież wśród ludzi, którzy potrafią być okrutni.

Bał się spytać ich o to wprost i na parę dni przed opuszczeniem więzienia wysłał do nich list, w którym napisał "Kochani rodzice. Będę przejeżdżał koło domu. Bardzo chciałabym wrócić do domu. Uszanuję jednak, jeśli nie będziecie chcieli mnie tam widzieć. Jeśli mogę liczyć na to, że mnie przyjmiecie, proszę zostawcie białą wstążkę na drzewie, tym, które rośnie przed domem i na które tyle razy wdrapywałem się jako mały chłopiec".

I kiedy znalazł się koło domu, ujrzał, że drzewo było calutkie białe od przywieszonych do jego gałęzi wstążek.

Takich białych wstążek w momentach, kiedy najbardziej ich będziecie potrzebować Wam życzę…