Mam podejrzenie, że dziś może być szczęśliwy dzień…

Wczoraj był dziwny. Mimo, że poszliśmy na kolację do naszej ulubionej greckiej tawerny, to jeden telefon z pracy P. trochę nam popsuł nastrój…dziwne rzeczy się tam dzieją ostatnio i już nas to zaczyna męczyć. Kolacja więc minęła potem głównie na analizie sytuacji…

A tu tuż po północy sms, że wygrałam nagrodę. W ogóle już nie pamiętałam, że wysłałam sms do "Zwierciadła" o książkę (ile to razy o książki tam słałam:), ale tym razem wygrałam. Muszę wysłać dane. I tak sobie dumam, czy nie podam adresu Mamy, bo przecież z tą moją pocztą, to można się wiele spodziewać, ale raczej nie za dużo dobrego. Zastanowię się, ale muszę szybko, bo do 5 grudnia namiar mam im wysłać.

Druga wieść, dziś w nocy (ale telefonik oczywiście przezornie na milczy nastawiony) sms od M. Wreszcie dostała paczkę ode mnie. Słowo wyjaśnienia, M. mieszka w Australii, we wrześniu wysłałam jej kilka polskich filmów, poleconym, i to chyba uratowało sytuację. Gdy minął miesiąc, a M. paczki nie dostała, złożyłam reklamację. Prawdę mówiąc, nie wierzyłam, że ją dostanie i czekałam tylko, aż z tej naszej poczty wyrwę chociaż zwrot za znaczek!
A tu dziś smsik, że jednak dostała i bardzo się cieszy. To ja się też ucieszyłam, bo wiem, że dla niej to radość. No i szkoda było mi tych filmów dla niej.

Tak więc , ja dostałam nagrodę, ona filmy (po 3 miesiącach;), a więc kto wie, może dziś jakieś stężenie farta wisi w powietrzu?
Jeśli ktoś ma w planach hazard, Totka ( a zdaje się, że w środę jest jakieś losowanie?), czy inne gry losowe, to może warto spróbować…

Andrzejki…

Wczoraj napisałam pierwszą kartkę Świąteczną i zapakowałam upominek dla znajomego i cały wieczór potem kolędowałam sobie pod nosem, niby chce się człowiek nie poddawać, a sam zaczyna Świąteczną atmosferę w domu rozsiewać…

Dziś nasza mała prywatna Rocznica, 8 lat od pierwszego spotkania. Było bardzo romantycznie , zadziałało masę przypadków i rozsądnie rzecz biorąc, mogliśmy się tego dnia wcale nie spotkać. A jednak się udało.

Była sobota i najpierw poszłam z J. i P. do teatru, potem piechotą szliśmy w kierunku Pól Mokotowskich. J. nas zostawił, a my dołączyłyśmy do towarzystwa, z którego ja znałam może 3 osoby…pomiędzy nimi był P.
Były Andrzejki, więc w pubie tłok, gwar, A. wylał na siebie piwko, dużo się działo, ale udało nam się porozmawiać mimo wszystko. I coś zaiskrzyło… Potem P odwiózł mnie i P. do domu, ale najpierw zostawiliśmy ją, a potem przy odwożeniu mnie, wymieniliśmy się telefonami;) I tak oto jesteśmy już 8 lat…czas leci, nie ma co!

8 lat wspólnych, jak to w życiu, raz na wozie, raz pod wozem, ale razem ciągniemy ten wózek;)

Zapomniałam napisać…

W weekend spotkaliśmy tego naszego znajomego , co był w Chinach. Długo się nie widzieliśmy, ale jesteśmy umówieni, że pochwali się zdjęciami, jak je uporządkuje…zrobił masę, oczywiście.

Opalony, zadowolony, wygląda na to, że urlop dobrze mu zrobił, a namawialiśmy go, bo na wakacjach kilka lat nie był, paradoksalnie, bo prauje w turystyce.

A co do Chin, to ostatnio pojawiła się w księgarniach książka pani Marii Rybickiej "Magia pędzla czyli moja przygoda z malarstwem chińskim".  To taka dość niezwykła książka, bo nie tylko książka, ale jest dodany tusz, pędzelki, cd z chińską muzyką, i można nauczyć się, a raczej może popróbować trudnej sztuki kaligrafii…….polecam jako niebanalny prezent dla kogoś, o kim wiemy, że coś takiego go interesuje i sprawi mu frajdę.

Winna wpisu o Rodos;)

Jestem winna dokończenia wpisu o Rodos. Co z tego, jak mi się odechciało?:) Ale wpadłam na genialny pomysł, wkleję to, co pisałam po powrocie do znajomych, najwyżej co nieco uzupełnię. Stąd, uprzedzam, dzisiaj będzie bez polskich znaków, bo wysyłałam to i za granicę.

Tak więc:

Nasz hotel byl nieopodal miejscowosci Faliraki, ale na szczescie nie w samej tej miejscowosci, wlasciwie nawet w samej miejscowosci nie bylismy, tylko przez nia przejezdzalismy w czasie zwiedzania, albo raz podjechalismy na przedmiescia do supermarketu.
No, a co do samej wyspy. ona jest doslownie bajeczna. Ma wiele pieknych plaz, Wiesz, takich w zatokach, mozna sie tam kapac i jest taka sliczna woda, to znaczy jej kolor, tuz przy brzegu i woda jest czysta, bo widac takie male rybki plywajace.

Odwiedzilismy Doline Motyli, tam w pewnych miesiacach roku na taki postoj zatrzymuja sie cmy, ktore na drzwach siedzac sa szare, a jak lataja, widac, ze maja piekne czerwonawo pomaranczowe skrzydelka. Bardzo ladnie to wyglada. Jak my bylismy, to calkiem sporo tych ciem bylo, wiec ladny widok. Potem zwiedzilismy klasztor w Filerimos. Tam jest tez Droga Krzyzowa, a takze taki ogromny Krzyz, ktory w nocy jest podobno oswietlony i widoczny z sasiedniej wyspy Simi, ale i niedalekiej Turcji tez go podobno widac.
Jednego dnia pojechalismy do pieknego malowniczego malego miasta Lindos i tam zwiedzilismy ruiny zamku w nim i starozytny Akropol. Lindos, to obowiazkowy punkt wypraw na Rodos, nie mozna do niego wjechac autem, trzeba stanac pod miastem, a jest duzo waskich uliczek i malych bialych domkow, takze stare kapitanskie domy sprzed wielu wiekow. Jest tam masa turystow, niestety, no, ale co robic. Bylismy w sezonie.
Potem pojechalismy do takiego klasztoru w Tsambika, gdzie pielgrzymuja bezplodne pary i prosza Matke Boska o dziecko. Legenda glosi, ze Swieta Ikona , ktora tam jest zostala w 11 wieku znaleziona przez bezdzietne malzenstwo i potem oni mieli dzieci. Jak sie tam wchodzi (nie wolno robic zdjec w samym klasztorze), to jest ta ikona, wisi, a pod nia wiele zdjec dzieci, ktore narodzily sie po wizycie ich rodzicow w tym klasztorze. Jak sie urodzi dziewczynka, to dostaje imie Tsambika, a chlopiec-Tsambikos, i jedna z kelnerek z naszego hotelu miala na imie Tsambika czyli to chyba dziala;)
Nastepnie miasto Rodos, warto na to miasto przeznaczyc kilka dni nawet i na pewno jakis wieczor, nie tylko dzien. Zamek Wielkiego Mistrza, Starowka, mury, Ulica Rycerska. My w Rodos w sumie bylismy 2 dni i 2 wieczory. Wspaniale sie tam po prostu spaceruje po Starowce, nie dziwie sie, ze zostala ona wpisana na liste UNESCO swiatowego dziedzictwa. Bardzo piekne , romantyczne miasto!
Epte Piges, czyli 7 zrodel, smieszne miejsce, gdzie zaczyna sie zbiornik wodny dla calej okolicy. Mozna tez przejsc podziemnym tunelem az do tamy, zapory, a poza tym ladnie polozone, w lesie, odpoczelismy tam od upalow, jakie panowaly.
Park Rodini kolo Rodos, ale szczerze mowiac az tak nas nie zachwycil, jak o nim super pisali.
Starozytne miasto Kameiros, ruiny, wspaniale i rozlegle, warto zobaczyc. Skala Kameiros i port tamze, urokliwy. Wrazenie robi najwiekszy zamek Joannitow na wyspie w miejscowosci Kritini. Warto zobaczyc, piekne widoki ze szczytu.
Nie mozna tez ominac w czasie swej podrozy na Rodos, miejsca o nazwie Prassonisi, najbardziej na poludnie wysuniete miejsce wyspy, po jednej stronie widac Morze Egejskie, po drugiej Srodziemne. To jest miejsce, w ktorym spotykaja sie maniacy surfingu, straaaaasznie tam "szaleja".
Pojezdzilismy tez w glab wyspy, wjechalismy w gory zagladajac do malych , nieco zapomnianych wiejskich wiosek, warto zobaczyc po drodze tez Kosciol Swietego Mikolaja zdaje sie w Elousie? Kosciol ma piekne freski, warto je zobaczyc.

Weekendowo…

Ostatnio zauroczył mnie nowy zapach…"Tumulte", Lacroix, hmmm, jest niezwykły…kiedy go powąchałam pierwszy raz od razu poczułam COŚ…no i tak sobie stałam , deliberowałam z tym testerem w ręku, aż po jakimś czasie przyszło mi do głowy, żeby sprawdzić, co też w nim jest, co znam. No i okazuje się, że zapach masła kakaowego…hmm, wspaniały…bardzo lubię masło kakaowe…zawsze, jak jestem w jakimś kraju, gdzie jest sklep "The Body Shop", wędreuję i nabywam. Cóż, każdy może przywieźć sobie w ramach suweniru, co też mu się żywnie podoba, czyż nie?

A z innej beczki, wstępne zakupy Świąteczne okazały się całkiem udane, przynajmniej mamy już coś niecoś dla krewnych i znajomych królika…

I tak minął kolejny weekend. Zbliżają się Święta, a potem Nowy Rok. Myślę, że to dobrze, bo ten mijający był dość trudny…

Czy wszyscy wyjeżdżają z Polski?

Wczoraj dostałam smsa od A. Wyjechała z Polski. Ponownie, bo już poprzednie pół roku spędziła w Grecji. Teraz wyjechała do Anglii, niby na 3 miesiące, ale wiadomo, że pewnie na dłużej. Tak, jak inna moja koleżanka, też A. , która wyjechała na rok, potem została na dłużej, a w przyszlym roku wraca do Warszawy.

Swoją drogą , ostatnio ciągle o kimś słyszę, kto wyjeżdża za granicę. Czy wszyscy wyjeżdżają z Polski? Ciekawe, kto tu zostanie…no nic, może nie będzie tak źle.

Święta się zbliżają, właśnie zdałam sobie sprawę, że za miesiąc równo Wigilia. Nie mam specjalnie nastroju Świątecznego. Myślę, że o Świętach zacznę myśleć dopiero w grudniu.

Trzeba by się zacząć rozglądać za prezentami. No nic, muszę się zmobilizować.

Pamięć od kogoś w podróży…

Znowu kartki…

Jakoś tak się złożyło.

Jednego dnia kartka z Hiszpanii…z Valencii. Trochę widok na karcie przypomniał mi Madryt (nie byłam , znam też z kartek, czy internetowych stron). Chyba ciekawe miasto , a na pewno region, w którym się znajduje.

Następnego dnia dwie pocztówki, pierwsza też z Hiszpanii, od tej koleżanki, co wracać z Londynu ma do Polski w przyszłym roku. Była w Barcelonie i od niej pocztówka.

Druga kartka z Sydney , od przyjaciółki od lat mieszkającej w Australii.
Poznałyśmy się zresztą, kiedy my snulismy plany wyjazdu tamże i poprzez internet zdobyłam przyjaciółkę, choć pomysł wyjazdu w rezultacie upadł.

Przyjemnie jest dostać taką kartkę, niby nic, mało wkładu ze strony wysyłającego, a czlowiekowi przyjemnie, zagląda do skrzynki, a tam coś jest. Więc szybko otwiera się skrzynkę i oto przed twoimi oczami jawi się jakis zupełnie egzotyczny widok, który nagle przenosi cię w inne miejsce , gdzieś tam w świecie, gdzie żyje się pewnie całkiem podobnie, z tymi samymi radościami czy problemami, a jednak inaczej…

Lubię dostawać kartki;)

Sms z Chin…

Mamy takiego jednego znajomego, który pracuje w biurze podróży…

Fajnie mu, bo wiele może dzięki temu podróżować. A poza tym, widać, że on to lubi. I nie potrzeba mu jakichś luksusów…wystarczy, że ma się gdzie przespać i gdzie umyć, a i to pewnie nie zawsze;)

Dziś dostałam od niego smsa z pozdrowieniami z …Chin…oj, ale pozazdrościłam, oczywiście pozytywnie;) wraca dopiero za 12 dni a już trochę go nie ma, więc się najeździ…ciekawe, jak się dogaduje z miejscowymi, bo po chińsku raczej nie mówi.

Mam nadzieję, że po powrocie pokaże nam zdjęcia.

Chiny są obok Japonii miejscem, które kiedyś chciałabym zobaczyć…ciekawe, czy się uda.

Hmmm, rozmarzyłam się podróżniczo…

Podróże muzyczno filmowe…

Wczoraj płytka Andrzeja Sikorowskiego i jego córki Mai…miłe przeniesienie do Grecji…hmm, rozmarzyłam się i oczywiście już wiem, dokąd pojedziemy na następne wakacje haha, jakby to kiedykolwiek było niespodzianką;))

Dziś film "Buena Vista Social Club"…i znowu wędrówka muzyczna, tym razem po starej Hawanie, takie filmowe podróżowanie po Kubie, spotkanie z niezwykłymi ludźmi, muzykami, którzy umieli swym śpiewem pokazać radość życia w tym trudnym zapewne do życia kraju.

Jeśli już mowa o filmach Wim’a Wenders’a, to polecam jeden z moich ulubionych filmów, a mianowicie jego film "Lisbon Story"…hmmm, to kolejna podróż muzyczna i niezapomniana, tym razem po uliczkach Lizbony, jednego z moich ulubionych miast. Uwielbiam go i również polecam zawsze…szczególnie po podróży do Lizbony darzę go sentymentem…a muzyka "Madredeus" okraszająca film- wspaniała jak sama Lizbona!

Jakoś taki mam dziś nastrój na podróże, czasem właśnie filmowo muzyczne.