Przyznam się, jechałam tam pewna, że nic nie zagrozi mojej wielkiej i nieskończonej miłości do Krety i tu nagle wielka niespodzianka…Zaskoczenie…Rodos zachwyciła mnie tak bardzo , tak oczarowała swym urokiem, spokojem, miłymi zakątkami, że w mym sercu zajęła drugie miejsce, jeśli nie ex aequo z Kretą.
Cała wyspa mała, można spokojnie objechać ją całą samochodem w jeden dzień, ale to tylko dodaje jej uroku. Naprawdę, mogłabym mieszkać na takiej wyspie…właściwie nie pogniewałabym się na los, gdyby kiedyś podarował mi domek na Krecie lub Rodos właśnie…marzenia;))
Mieszkaliśmy nieco za Faliraki. Same Faliraki są podobno uważane za koszmar. O tym, że faktycznie z Grecją niewiele mają wspólnego przekonaliśmy się będąc tam raz , nie , przepraszam, dwa razy. Oba przejazdem, w celu nabycia wody mineralnej w jednym z miejscowych supermarketów. Miejscowość bowiem nastawiona jest totalnie na angielskich turystów.
Nasz hotel jednak na szczęście położony był jakiś kawałek od Faliraki, najpotrzebniejsze sklepiki dookoła były, więc miejscowości tej nie musieliśmy odwiedzać. Za to po stronie wschodniej, na której leżała ta miejscowość i nasz hotel są piękne plaże, długie, piaszczyste, przepiękne. No i, co było dla nas ważne i o co się dowiadywaliśmy przed wyjazem , nie wieje tam ten koszmarny wiatr, jaki wieje od strony zachodniej , na przykład w Ixia.
Przed wyjazdem nasłuchaliśmy się, jaka to wyspa sucha i skalista i szczerze mówiąc , spodziewalismy się zupełnie "łysej" wyspy, a tu wielkie zaskoczenie, miłe oczywiście, wiele zieleni , piękne lasy! Ponieważ byliśmy w okresie upałówi suszy, więc nie raz przy wjeździe do lasu widzieliśmy wóz straży pożarnej.
Tak, czy siak, wyspa bardzo ładna i warta odwiedzenia. Więcej napiszę za jakiś czas, jak wena twórcza na mnie spłynie…
