Wiedeń, to miasto piękne, co do tego nie mam wątpliwości.
Uwielbiam te stare i zadbane kamienice, podoba mi się, że jest tam czysto (choć wiele się niestety na niekorzyść pod tym względem zmieniło od czasu mojego ostatniego tam pobytu, dotyczy to głównie czystości w metrze i na ulicach, ach te psie pozostałości:().
Podoba mi się tam też, że jest tam wszystkiego po trochu, piękny Ring z jego zabytkowymi budowlami, są piękne kamienice, jest wiele zieleni, o czym już wspomniałam i jest też miejsce w nieco dalszych dzielnicach Wiednia dla zwyklejszych domów czy zwariowanych budowli Hundertwasser’a.
Jest to na pewno jedna z tych budowli, które warto zobaczyć spacerując po pięknym mieście Wiedniu. My dojechaliśmy tam sobie tramwajem. Och, tramwaje wiedeńskie, one zasługują na to, aby je wspomnieć, uwielbiam nimi jeździć. Są ich dwa rodzaje, jedne mają w środku ciągle drewniane siedzenia, drugie są nieco nowocześniejsze, siedzenia są materiałowe, ale nie wiem, czemu jakoś przyjemniej i z atmosferą podróżuje się tymi drewnianymi:)
Jest to na pewno jedna z tych budowli, które warto zobaczyć spacerując po pięknym mieście Wiedniu. My dojechaliśmy tam sobie tramwajem. Och, tramwaje wiedeńskie, one zasługują na to, aby je wspomnieć, uwielbiam nimi jeździć. Są ich dwa rodzaje, jedne mają w środku ciągle drewniane siedzenia, drugie są nieco nowocześniejsze, siedzenia są materiałowe, ale nie wiem, czemu jakoś przyjemniej i z atmosferą podróżuje się tymi drewnianymi:)
Tak więc dotarliśmy do Hundertwasserhouse. To niezwykły dom. Kiedyś był to komunalny ponury dom, ale architekt Friedensreich Hundertwasser zmienił go w kolorowe cacko. Na fasadzie są wszystkie kolory , jakie mogły przyjść mu do głowy, i ogólnie nie zostały w całym domu zachowane żadne zdroworozsądkowe normy architektoniczne, a mimo to dom się podoba i mieszkańcom i oczywiście tłumom turystów. Kiedy podróżowaliśy do niego tramwajem nie mieliśmy wątpliwości, na którym przystanku wysiąść, gdyż nagle tramwaj opustoszał. a kiedy szliśy w jego kierunku nagle dostrzegliśmy grupę japońskich turystów , którzy fotografowali Hundertwassrehouse i już wiedzieliśmy, że "jesteśmy w domu":)
Dom ogólnie mówiąc może się nie podobać, jeśli ktoś nie lubi kiczu. Oczywiście w przypadku tego domu jest to kicz celowy i jak najbardziej zamierzony, dlatego też na przykład na szczycie możemy ujrzeć pozłacaną kopułę przypominającą nieco cerkiewną, jest tam też , jak wspomniałam wiele kolorów, mozaiki barwne , drzewa , które rosną w ogrodach na dachu a wszystko to opływowe, pozbawione kantów się wydaje. Ja tam uwielbiam ten dom.
Nieco dalej , trzeba przejść kilka przecznic, można zobaczyć jeszcze jedną budowlę Hundertwassera, zwaną KunstHausWien.
Ten dom, również dzieło tego architekta nie jest chyba już tak popularny, jak Hundertwassehouse, ale według mnie, jeśli ma się czas, warto i jego obejrzeć. W środku jest sklepik, kawiarnia i muzeum poświęcone Hundertwasser’owi.
Jeśli zaś chodzi o obejrzenie bardziej klasycznych budowli, to najprzyjemniej jest odbyć spacer czy przejażdżkę tramwajem wzdłuż Ringu. Podziwianie zaczynamy od najstarszej publicznej budowli na Ringu, a mianowicie Opery , otwarta w roku 1869. Opera wydaje się nieco za bardzo pompatyczna i przysadzista, ale sprawia przynajmniej wielkie wrażenie.
Na jej tyłach znajdują się tak słynne hotele, jak hotel Sacher, z kawiarnią, w której zjedliśmy słynny Tort Sachera (nie smakował mi:), Imperial i Bristol.
My od Opery ruszyliśmy dalej nieco od Ringu, aby dojść na Karlsplatz, gdzie znajdują się na północnym jego końcu, dwa pawilony w roku 1899 zaprojektowane przez Ottona Wagnera jako przystanki miejskiej kolejki. Dziś nie spełniają tych funkcji, ale są tam muzeum Wagnera i kawiarnia.Jedna z jego stacji to wspominana przeze mnie już stacja metra Stadtpark. Pwilony przy Karlsplatz są piękne, ze zdobieniami secesyjnymi, motywami kwiatowymi, słonecznikowymi, złoceniami. Wyglądają pięknie.
Podeszliśmy stamtąd do Karlskirche, barokowego Kościoła poświęconego Świętemu Karolowi Boromeuszowi. Został on wybudowany po epidemii dżumy i poświęcony temu Świętemu, gdyż jest to Święty chroniący przed zarazą. Wnętrze, szczególnie Ołtarz główny i freski w kopule zasługują na obejrzenie. Po obu stronach portyku kościoła są dwie kolumny, które wzorowane są na rzymskiej kolumnie Trajana.
Następnie ruszyliśmy spacerem i obejrzeliśmy fasadę Politechniki, a następnie podeszliśmy pod Budynek Secesji, czyli pawilon wystawowy "Secesja" . Na jego szczycie jest złota kopuła , podobno zwana przez Wiedeńczyków, jako złota główka kapusty. Projekt budowli był projektem Josepha Marii Olbricha.
Następnie podziwialiśmy Pałac Sprawiedliwości, Parlament, Rathaus , przed którym rozstawiano akurat jakąś scenę, zdaje się,że na koncert, Burgtheater i Uniwersytet.
Następnie zwiedziliśmy Votivkirche, a potem doszliśmy do dzielnicy, w której znajduje się dom Freuda, przy ulicy Bergasse 19. W mieszczańskiej kamienicy ciągle podziwiać można poczekalnię, w gabinecie niewiele jest oryginalnych przedmiotów, te bowiem zostały w Londynie, dokąd wyjechał Freud, gdy został do tego zmuszony przez nazistów.
Tak więc, jak widać, każdy coś znajdzie dla siebie w Wiedniu, i miłośnicy klasycyzmu i miłośnicy sztuki nowoczesnej i ciekawych miejsc…Polecam spacerowanie po mieście, gdyż na każdym kroku można natknąć się na coś ciekawego.
